Natychmiast po meczu Jagiellonii ze Śląskiem Wrocław białostoczanie zabrali się za analizowanie telewizyjnych powtórek z kontrowersyjnych sytuacji. Okazało się, że mieli słuszne pretensje do sędziego - Adama Kajzera. Najpierw podyktował dla gości karnego uznając, że Krzysztof Krol faulował Janusza Gancarczyka.
Powtórka udowodniła, że o karnym nie mogło być mowy. Ale o wiele więcej pretensji mieli gospodarze za sytuację z drugiej połowy, gdy Robert Szczot mijając bramkarza Śląska Wrocław Jacka Banaszyńskiego, został powalony na ziemię. Zamiast czerwonej kartki i jedenastki dla Jagi skończyło się na żółtej dla Szczota za...symulowanie.
- Szczerze powiedziawszy, jeszcze nie ochłonąłem po tym wszystkim, ale nie chcę już tego komentować -mówił wczoraj trener Jagiellonii Michał Probierz. - Pan Kajzer uchodzi za solidnego arbitra, który unika jakichś kompromitujących wpadek. To znaczy uchodził, bo to, co nam zrobił, długo będzie w nas siedziało. Ten pan wypaczył wynik spotkania - mówili zdenerwowani jagiellończycy.
- Punktów nikt na mnie odda. A ja i moi piłkarze zdajemy sobie sprawę, że sami spieprzyliśmy sprawę. Trzeba było zdobyć gola na 3:1 i byłby spokój - mówił Probierz.