Plotka głosi, że wkrótce Ryszard Wieczorek zacznie pracę w Odrze. To prawda?
Ryszard Wieczorek: Nie chcę tego nawet komentować. Trudno przecież zabierać głos w sprawach, które są wyssane z palca. Ostatnio czytam o sobie tyle bzdur, że głowa mnie boli. Na przykład o tym, że będąc na meczach w Wodzisławiu, robię notatki. Takie informacje zwalają mnie z nóg.
Zdradzi pan nieco z kulisów odejścia z Górnika?
Na ten temat nie chcę się wypowiadać, bo mógłbym sobie zaszkodzić. Nie jesteśmy jeszcze do końca rozliczeni z klubem. Ale przyjdzie czas, że powiem coś więcej. Od półtora miesiąca nie pracuję i wiele rzeczy sobie przeanalizowałem.
Ma pan żal do kogoś konkretnego z powodu odejścia z zabrzańskiego Górnika?
A jak sobie to wyobrażasz? Że nie? Świat stanął na głowie. Przegrałem trzy mecze z Lechem, Legią, rewelacją pierwszej części rozgrywek Arką, zremisowałem z Ruchem i mnie zwolniono. W Zabrzu jest jednak tak, że rządzą kibice. Jako człowiek z Wodzisławia od początku nie byłem tam akceptowany. Dawano mi to tam odczuć.
Niektórzy z piłkarzy Górnika mówią, że przez zmiany, jakich dokonał pan latem, zostali źle przygotowani do rozgrywek.
Tomek Hajto niech się nie wypowiada na temat treningów i przygotowań, bo on się na tym po prostu nie zna. To fajny chłopak, ale jak jest zdyscyplinowany. Niech lepiej skupi się na swojej grze. Ostatnio piłkarze chorzowskiego Ruchu cztery razy wjechali mu w pole karne. Z taką grą trener Henryk Kasperczak na pewno nie będzie go trzymał długo na boisku