Do niedawna gmina miała decydujący głos w sprawie Górnika Zabrze, była jego większościowym akcjonariuszem. Pani prezydent jest na każdym meczu Górnika, dopinguje piłkarzy, uczestniczy w podejmowaniu ważnych dla klubu decyzji.
Piotr Płatek: Na jakim etapie jest budowa nowego stadionu Górnika?
Małgorzata Mańka-Szulik: Nad sprawą stadionu pracują obecnie intensywnie trzy zespoły - urzędniczy, architektoniczny i budżetowy. W przyszłorocznym budżecie są środki na projekt. Przed listopadową sesją chcielibyśmy się spotkać z radnymi. Jestem zdeterminowana, by podczas sesji listopadowej zapadły konkretne decyzje w tej sprawie, by przyjąć kierunek dalszych działań.
Jeszcze w czerwcu wybrano najlepszy z trzech projektów nowego stadionu. Czy gmina zmieniła decyzję?
- Nie zmieniliśmy decyzji. Koncentrujemy się wokół projektu, który wtedy zdecydowanie zwyciężył i dostał najwięcej głosów we wszystkich kategoriach. Prawda jest taka, że gra toczy się o koszta finansowe, musimy ociosać tę propozycję, by spełniła warunki finansowe i możliwości gminy.
O ile milionów "ociosany" zostanie projekt krakowskiego architekta Andrzeja Wiszowatego?
- Nad tym pracuje obecnie skarbnik. Przygotowujemy cztery opcje finansowania projektu - m.in. z partnerem prywatnym lub w leasingu. Ta ostatnia jest droga, ale za to bezpieczna. Decyzja w sprawie akceptacji kosztów będzie należała do radnych.
A co będzie, jeśli radni projektu nie zaakceptują? Czy jest wariant rezerwowy?
- Radni nie mogą działać na zasadzie "nie, bo nie". W takim wypadku powinni zaproponować coś innego. Ja jestem otwarta na lepsze propozycje.
Miasto jest od niedawna w Górniku akcjonariuszem mniejszościowym, Allianz Polska ma ponad 60 procent akcji. Ile chciałaby mieć gmina i jaki mieć wpływ?
- Współpraca z firmą Allianz układa się bardzo dobrze. Rozmawiamy, wspólnie konsultujemy decyzje, choć wiadomo, że decydujący głos należy do partnerów większościowych.Szanujemy się wzajemnie. My chcielibyśmy mieć taką liczbę akcji, by dawała jakiś realny wpływ na funkcjonowanie klubu. Pięć procent akcji to pięcioprocentowy wpływ. Myślę, że liczba akcji w granicach 1/3 pozwalałaby nam funkcjonować w Górniku z wyprostowanym kręgosłupem.
Jest Pani rozczarowana wynikami piłkarzy Górnika?
- Raczej rozżalona. Po wszystkich działaniach myślałam, że początek tego sezonu będzie lepszy. Jestem jednak cierpliwa i wierzę, że będzie dobrze. Dwa sezony wcześniej byłam w nie tak licznej grupie osób, które do końca wytrzymały przy klubie, wierząc w ligowe utrzymanie. Teraz też mam przekonanie, że zespół zacznie dobrze grać.
Po meczu z Legią odszedł trener Ryszard Wieczorek...
- Zebraliśmy się, by świętować jubileusz, by cieszyć się - jeśli nie ze zwycięstwa, to z co najmniej remisu z Legią. Ten wynik wszystkich nas zaskoczył. Byliśmy przekonani, że wypijemy lampkę szampana, a tu nic z tego...
Jak Pani ocenia półtora roku rządów prezesa Szustera w Zabrzu?
- To był niewątpliwie bardzo trudny okres. Trzeba było wyjść z wielu trudnych sytuacji. Prezes szukał współwłaścicieli, tworzył zespół piłkarzy, walczył o utrzymanie zespołu w lidze. Pracował z bardzo dużym zaangażowaniem i jestem mu za tę pracę wdzięczna.
Plotka mówi, że to miasto stało za zwolnieniem Szustera. Było jakieś ultimatum?
- To ja zatrudniłam pana Szustera. Byłoby nieporozumieniem, gdybym go zwolniła w tamtym dramatycznym momencie. Powiem tak: kto ma kasę, ten rządzi, a miasto w Górniku nie ma już decydującego głosu. Co do pana Szustera, to byłam przekonana, że dalej pociągniemy Górnika razem.
Ale doszło do spotkania z panem Szusterem tuż przed jego dymisją?
- Do spotkania doszło dzień wcześniej. To było po dymisji trenera Wieczorka. Zastanawialiśmy się, co zrobić dalej, by było najlepsze dla klubu. Tak szybkie rozstanie się pana Szustera z Górnikiem było dla mnie zaskoczeniem.
W klubie pojawił się Henryk Kasperczak. Jest Pani zadowolona, że Górnik ma takiego trenera?
- Obserwuję trenera i stwierdzam, że on autentycznie przeżywa pracę w Zabrzu. To człowiek maksymalnie zaangażowany w to, co robi. Moim zdaniem pan Kasperczak w Górnika włoży całe serce, obudzi klub i poprowadzi do sukcesów. Niedawno rozmawiałam z ludźmi, którzy mają związki ze sportem we Francji. W samych superlatywach wyrażali się o panu Kasperczaku.
Ile prawdy jest w tym, że to Pani dzwoniła do Włodzimierza Lubańskiego i namawiała go, by został nowym prezesem Górnika?
- To absurd. Nic na ten temat nie wiem, z nikim nie rozmawiałam w tej sprawie. Bardzo szanuję pana Lubańskiego, ale to nie gmina ma większość w Górniku, nie my decydujemy. Nie było żadnych spotkań w tej sprawie, żadnych telefonów. Dla niedowiarków można odtworzyć moje billingi telefoniczne. Miasto zna swoje miejsce w szeregu, w Górniku jesteśmy akcjonariuszem mniejszościowym. Nie do nas należą decyzje.
W grudniu odbędą się uroczystości z okazji 60-lecia Górnika. Na którym miejscu w tabeli będzie wtedy zabrzański zespół?
- Wierzę, że nie na ostatnim...