GKS bliżej czołówki

Jarosław Bińczyk, Bełchatów
2008-10-06, ostatnia aktualizacja 2008-10-06 17:40

Kiedy PGE GKS przegrał trzy kolejne mecze ligowe, wieszczono, że będzie musiał bronić się przed spadkiem. Ale sytuacja się odwróciła i po trzech kolejnych zwycięstwach drużyna jest już blisko czołówki. - Cały czas uważam, że stać nas na miejsce w pierwszej piątce - mówi Dawid Nowak, którego powrót do gry po kontuzji odmienił bełchatowski zespół.

Dawid Nowak
Fot. Małgorzata Kujawka / AG
Dawid Nowak
GKS - Ruch 1:0. Skrót meczu »

Na pewno pod względem kadrowym GKS stać na skuteczną walkę o czołowe lokaty w ekstraklasie. Ma w składzie dwóch aktualnych reprezentantów kraju - Łukasza Gargułę i Carlo Costly'ego, kilku byłych, a także wielu doświadczonych piłkarzy. Jest też bardzo zdolna młodzież, która odgrywa coraz większą rolę. Mimo to drużynie czegoś brakuje. W sobotę rozegrała klasyczny mecz na 0:0, a trzy punkty zdobyła dzięki jednej odważnej i udanej akcji oraz dobrej postawie i szczęściu (co u bramkarza jest równie ważne jak umiejętności) Krzysztofa Kozika. Bo gdyby w 81 min Tomasz Brzyski kopnął równie mocno, ale o metr w prawo, jeden punkt pojechałby do Chorzowa. Na szczęście dla GKS trafił jednak w Kozika.

Bełchatowianie sprawiali wrażenie, jakby nie potrafili wykorzystać swojego wielkiego potencjału. Bo przecież Garguła to jeden z najlepszych pomocników w kraju, Costly to świetny napastnik, Nowak potrafi zagrać niekonwencjonalnie i skutecznie, a do tego jest jeszcze niesłychanie pożyteczny Tomasz Jarzębowski. A jednak składnych akcji było jak na lekarstwo. - Cieszy mnie tylko zwycięstwo - mówił trener Paweł Janas. Według niego drużyna lepiej spisuje się na wyjazdach. - U siebie gramy bardzo nerwowo - dodał.

W sobotę PGE GKS zasłużył na wygraną, bo grał lepiej od Ruchu. Przede wszystkim stworzył więcej okazji do zdobycia gola, był skuteczniejszy w defensywie no i miał lepszego bramkarza. Bo jedyny gol to w połowie zasługa Nowaka i podającego mu Patryka Rachwała oraz Krzysztofa Pilarza, który niepotrzebnie wybiegł kilkanaście metrów od bramki. - Myślałem, że piłka nabierze poślizgu i ją złapię. A ona odbiła się idealnie - tłumaczył załamany Pilarz. Co na to Nowak? - Spojrzałem, że bramkarz jest daleko, więc go przelobowałem.

Ruch miał trzy sytuacje: * w pierwszej połowie strzał Piotra Ćwielonga trafił prosto w Krzysztofa Kozika, a w *drugiej bliscy powodzenia byli * Brzyski (we wspomnianej już 81 min) i... * Jacek Popek. Ten ostatni podawał tak niefortunnie głową do Kozika, że ten musiał się bardzo natrudzić, by złapać piłkę przed linią bramkową.

Poza tym druga linia GKS zdominowała rywali. Świetnie radzili sobie Rachwał i Janusz Gol. Ten ostatni tak świetnie się ustawiał, że można było odnieść wrażenie, iż piłka go szuka na boisku. Poza tym imponował spokojem w rozgrywaniu akcji, nie bał się odpowiedzialności. Widać też, że ostatnie wygrane poprawiły nastroje w zespole. Najlepszym przykładem jest Costly, który już nie gra dla siebie, jak na początku sezonu. W drugiej połowie Honduranin został sfaulowany przez bramkarza, ale słabo prowadzący mecz sędzia nie zdecydował się podyktować rzutu karnego.

Ruch niby się starał, lecz inwencji wystarczało mu tylko do 20. metra. - To nasz problem, podobnie jak tracenie głupich goli - oceniał Pietrzak. Jego piłkarze rozczarowali, zwłaszcza po przerwie, kiedy wbrew oczekiwaniom nie rzucili się do bardziej energicznych ataków. Chorzowianie stracili też Piotra Ćwielonga, który doznał kontuzji stawu skokowego. Z powodu urazu mięśnia dwugłowego zszedł też z boiska bełchatowianin Marcin Drzymont.

  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów