Stefan Majewski: Cracovia będzie odnosić sukcesy

Rozmawiał Waldemar Kordyl
2008-10-01, ostatnia aktualizacja 2008-10-01 22:08

Najpierw był przez kibiców noszony na rękach, kiedy Cracovia pierwszy raz od lat była w tabeli wyżej od Wisły. Później fani żegnali go białymi chusteczkami, wygwizdywali, namawiano go w różny sposób do odejścia. A trener Stefan Majewski jest drugim pod względem długości pracy szkoleniowcem w ekstraklasie

Waldemar Kordyl: Dziś mijają dwa lata Pańskiej pracy w Cracovii.

Stefan Majewski: Nawet tego nie zauważyłem. Dużo ryzykowałem, kiedy podejmowałem pracę w Krakowie. Co sobie założyliśmy ze sztabem szkoleniowym i zarządem klubu, staramy się realizować. Na początku wyszło czwarte miejsce zespołu, poparte dobrą grą, ale też zbiegiem okoliczności. Na tak wysokie miejsce nikt z nas nie liczył. W drugim sezonie zaczęliśmy bardzo słabo, runda rewanżowa udowodniła, że stać nas na lepsza grę. Siódme miejsce było odzwierciedleniem naszych możliwości. W tym roku spokojnie przebudowujemy zespół. Nikt z nas nie przewidział tylu kontuzji.

Jest Pan jednym z dwóch szkoleniowców najdłużej pracujących w ekstraklasie.

- Od czasu mojego przyjścia do Cracovii zmieniono w lidze 54 trenerów. To jakiś absurd. Trener jest nauczycielem, by coś osiągnąć, musi mieć czas i komfort pracy. Zmiana trenera zawsze w pierwszej fazie mobilizuje zespół i kibiców. Z biegiem czasu okazuje się, czy decyzja była trafna. W ligach zachodnich tego nie ma. Trenerzy znacznie częściej wywiązują się ze swoich kontraktów. Inaczej patrzy się na pracę szkoleniowca. U nas powoli to też idzie w dobrym kierunku.

Żałował Pan w którymś momencie decyzji o przyjściu do Cracovii?

- Niczego w życiu nie żałowałem. Decyzja była dobra, życzyłbym sobie, byśmy wygrywali wszystkie mecze, ale nie jesteśmy tak mocni. Sport uczy pokory. W tym roku wzięliśmy do kadry zawodników o dużej przyszłości. Ode mnie i od nich będzie zależało, jak się będą rozwijali.

Coś by Pan zmienił, gdyby mógł się cofnąć?

- Nie lubię wracać do tego, co było. Życie pokazuje, jakie człowiek popełnił błędy i ma wyciągać z nich wnioski.

Największy sukces?

- Czwarte miejsce. To sukces zawodników, nie można oddzielać trenera od piłkarzy. To byłoby złe. Jeden zawodnik nie mieści się w składzie, a idzie do innego klubu i gra wyśmienicie.

Zawodnicy stoją za Panem murem od początku do końca?

- Stanowimy jedność. Czy podzielają moje zdanie w całości, czy w części, to trzeba się ich zapytać. Nie ma jednak innej możliwości, by trener i zawodnik mówili coś zupełnie innego.

Największa porażka?

- Musiałbym się długo się zastanowić nad tym wszystkim. Nie było wielkich porażek. Zabolało mnie odpadnięcie z Groclinem w półfinale Pucharu Polski. Byliśmy bardzo blisko.

Chyba z żadnym prezesem nie dogadywał się Pan tak łatwo, jak z prezesem Januszem Filipiakiem.

- To nieprawda. W każdym z klubów, w których pracowałem, miałem bardzo dobre kontakty z prezesami. Dzwonimy do siebie bardzo często. Jacek Rutkowski z Amiki Wronki, Zbyszek Boniek z Widzewa, Janusz Romanowski z Polonii Warszawa, Wojtek Szymański ze Świtu Nowy Dwór Mazowiecki. Proszę zadzwonić do nich i zapytać. Zawsze byłem z nimi na tej samej linii. Podobnie jest z prof. Filipiakiem.

Dlaczego z Cracovią nie może Pan powtórzyć sukcesów z Amicą Wronki czy z Widzewem?

- Trzeba przebudować zespół. Może zacząłem to robić rok za wcześnie? Ten proces trwa i był nieunikniony. Cracovia będzie odnosiła sukcesy.

Kiedy to nastąpi?

- Są dwie drogi. Można wziąć już zawodników ukształtowanych i wynik jest zapewniony, choć efekt będzie krótkotrwały. Można to robić na bazie pięciu, sześciu doświadczonych piłkarzy i dobierać do nich młodzież. Marcin Cabaj, Krzysiek Radwański, Tomek Moskała, Darek Kłus i Darek Pawlusiński cały czas grają. Mieszanka rutyny z młodzieżą musi być dobrze dobrana.

  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów