W Arce również nie wiedzie mu się najlepiej, ale działacze tego klubu wykazują się zdecydowanie większą cierpliwością niż ich koledzy z miedziowego zespołu.
Żółto-niebiescy przegrali bowiem cztery mecze z rzędu, podczas kiedy z Lubina Michniewicz wyleciał po dwóch przegranym oraz remisie 0:0 z Jagiellonią.
Za kata tego szkoleniowca śmiało może uchodzić Grzegorz Podstawek. To właśnie ten napastnik przesądził o wygranej 1:0 Polonii nad Zagłębiem, natomiast w ostatnim meczu bytomian z Arką, dwa razy trafił do siatki gdyńskiej ekipy.
Od razu po tej porażce 1:3 "Polski Mourinho" odebrał telefon, po którym wylądował na dywaniku przed zarządem klubu. Nie ulega wątpliwości, że po czterech kolejnych porażkach żaden trener nie może być pewny swojej posady. - Nie chcę być solą w oku Arki. Jeśli ktoś uzna, że się nie nadaję, że źle pracuję i że przeze mnie drużyna przegrywa, mogę jutro odejść. To żaden problem. Umówiłem się jednak na dłuższą pracę, która ma zakończyć się utrzymaniem drużyny w ekstraklasie - twierdzi trener Michniewicz.