Brożek: Jak brzydkie kaczątko stało się łabędziem

Robert Błoński
2008-10-27, ostatnia aktualizacja 2008-10-27 15:45

Przy okazji wizyty w Krakowie Josep Guardiola długo rozmawiał z Maciejem Skorżą. Nie o awansie do Ligi Mistrzów, bo po 0:4 w Barcelonie chyba nikt w Wiśle nie łudził się, że są szanse. Trener Barcy pytał o Pawła Brożka i podobno nie były to pytania kurtuazyjne.

Paweł Brożek
Fot. Kuba Atys / AG
Paweł Brożek
Może nie do Katalonii, ale czy można się spodziewać spektakularnego transferu? 25-letni napastnik przerasta ligowych rywali o głowę, szczerze jednak wyznaje, że na razie nigdzie mu się nie spieszy.

Trochę to trwało nim brzydkie, choć bardzo utalentowane, kaczątko wyrosło na piłkarskiego łabędzia.

Do Krakowa trafił z bratem. Uczył się futbolu przy Żurawskim, Frankowskim i reszcie gwiazd ekipy Henryka Kasperczaka. Nie skończył 18 lat, gdy strzelił pierwszego gola w ekstraklasie. Z reprezentacją juniorów zdobył w 2001 roku mistrzostwo Europy.

Dojrzewanie było jednak trudne - w ekipie juniorów spotkał utalentowanych kolegów Nawotczyńskiego, Strąka, Kuzerę, Mrowca, Skrzekowskiego czy Szałęgę... Wyobraźni i szczeniackiej fantazji im nie brakowało, za to rozsądku owszem - kiedyś urządzili wyścigi samochodami w centrum Krakowa. Skończyło się tym, że Kuzera rozwalił kolano Skrzekowskiemu. Brożkowie nie brali w tych wyścigach udziału, ale to wtedy Mauro Cantoro mówił w "Gazecie", że żal mu młodych zawodników, którzy mają pstro w głowie i dopiero co zarobione pieniądze wydają na głupstwa. Doszło do tego, że Kasperczak chciał się go pozbyć, bo nie widział przed nim wielkich perspektyw. Paweł był wypożyczany do ŁKS i GKS Katowice, ale wracał do Wisły, bo na transfer definitywny nie zgodził się właściciel klubu Bogusław Cupiał.

Podstawowym zawodnikiem Wisły Brożek został dopiero w sezonie 05/06. Do poprzedniego roku w 106 występach w ekstraklasie zaliczył ledwie 28 trafień. Miniony sezon należał jednak do niego - strzelił 23 gole, w tym ma już osiem. Czyli w 13 miesięcy strzelił więcej niż przez siedem lat.

Przemiana przyszła wraz z przybyciem do Krakowa trenera Skorży. Przed poprzednim sezonem Wisła była straszliwie rozdrażniona ósmym miejscem w tabeli, podczas gdy wcześniej przez osiem sezonów nie schodziła poniżej drugiego. Rozniosła ligowych rywali w proch i pył, a "cynglem" wykonującym wyroki na przeciwnikach był Paweł. Wywalczył pierwszą koronę króla strzelców.

Trafiał z metra-dwóch, wpychał piłkę do siatki, wykorzystywał błędy rywali. Zawodził jednak w reprezentacji, nie pojechał na Euro.

W nowym sezonie zaczął grać tak, że Beenhakker nie miał wyjścia. Ogłosił "czas Brożka" w kadrze i słowa dotrzymał. Powołał wiślaka i wystawił w podstawowej jedenastce.

Zawodnik odpłacił się pięknym golem z Czechami i jeszcze ładniejszą asystą na Słowacji, kiedy będąc sam na sam z bramkarzem podał do lepiej ustawionego Smolarka.

Dlaczego więc łabędź z polskiej, ligowej szarzyzny nie chce odlecieć do piękniejszego futbolowego świata?

W Krakowie czuje się świetnie, ma dużo pewności siebie. To jego trzeci sezon, w którym jest niezastąpionym graczem drużyny. Ciężko sobie wyobrazić, co - poza kontuzjami czy kartkami - mogłoby spowodować posadzenie go na ławce rezerwowych.

A może nie pali się do wyjazdu, nauczony doświadczeniami wiślackich kolegów: Frankowski, Żurawski, Szymkowiak, Kosowski nie dali sobie rady w poważnej piłce i szybko trafili na ławkę rezerwowych. W Wiśle Brożek co roku gra w europejskich pucharach, ma ponad 200 tysięcy euro kontraktu.

Ożenił się, ustatkował. Kiedyś był pierwszym do tego, by na treningach migać się od ciężkiej roboty. Teraz nie trzeba go już kontrolować. Ale czasem zły duch daje o sobie znać. Między spotkaniami z Czechami i Słowacją Brożek poprosił selekcjonera o możliwość opuszczenia zgrupowania i wyjazd na kilka godzin do żony. Beenhakker osłupiał i odmówił.

Ale jest też inna prawda o Brożku. On po prostu nie chce wyjeżdżać byle gdzie. Dlatego bez wahania odrzucił ofertę francuskiego średniaka Nancy. Zraził się tym, że Francuzi nie byli zdeterminowani, by go kupić, skoro kłócili się z Wisłą o 200 tysięcy euro. Oferowali 2,8 miliona, Wisła chciała równe trzy.

Brożek marzy o lidze hiszpańskiej. Na Real, Barcelonę, Valencię czy Atletico szans nie ma, ale klub średniej klasy może dać mu szansę, bo zapotrzebowanie na skutecznych napastników nigdy w Europie nie zniknie. Polak kalkuluje, że łatwiej będzie mu tam odejść z Wisły niż z przeciętego klubu na Zachodzie, bo cena za Polaka z Polski jest dużo niższa. Przykładem Radosław Matusiak - Bełchatów dostał za niego od Palermo 1,7 mln euro. Pół roku później, odszedł z Włoch, gdzie zawiódł, a Heerenveen zapłaciło 3 miliony.

Brożek ma zielone światło na transfer od właściciela Wisły. Trzy miliony euro powinny wystarczyć. Jeśli odejdzie, to w czerwcu, choć może powtórzyć się sytuacja z Jakubem Błaszczykowskim. Warunki transferu do Dortmundu uzgodniono już zimą, ale Kuba odszedł z Wisły dopiero po sezonie.

Na razie Brożek robi więc swoje, strzela gola za golem, bez nich Wisła byłaby w środku tabeli. Na razie jest bardziej skuteczny niż był Żurawski w jego wieku.

  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów