To oznacza, że 24-letni zawodnik, który ostatnio jest w doskonałej formie, nie wystąpi w niedzielnym meczu na szczycie ekstraklasy z Legią Warszawa i tydzień później z Ruchem Chorzów. - Jestem wkurzony, bo to świadome działanie, które miało na celu wykluczenie mnie ze spotkania z Legią - denerwuje się pomocnik Wisły, który jest jednym z najbardziej spokojnych graczy mistrza Polski. - Nie zostałem wezwany przed komisję, a decyzja została podjęta tylko na podstawie kawałka zapisu wideo. Nikt nie wziął pod uwagę, co było po zdarzeniu. Przecież zaraz po nim przeprosiliśmy się z rywalem, a sędzia, który wszystko, widział uznał sprawę za zamknięta.
Co innego stwierdziła jednak Komisja Liga. Według niej żaden z arbitrów nie widział zajścia i dlatego sędzia nie ukarał zawodnika jeszcze w trakcie zawodów. O faulu bez piłki arbitrów miał dopiero powiadomić Michniewicz. W tej sytuacji karę należy traktować jako czerwoną kartkę pokazaną po zakończeniu spotkania. - Po zapoznaniu się z zapisem wideo komisja uznała zachowanie Boguskiego za wysoce niestosowane i nałożyła na niego karę dyskwalifikacji z dwóch meczów ligowych - informuje Adrian Skubis, rzecznik Ekstraklasy S.A.
Pomocnik Wisły zapowiada jednak, że jeszcze dzisiaj wyśle odwołanie w tej sprawie. Zachowanie Boguskiego dwa dni po meczu skomentował także Maciej Skorża, trener Wisły. - Nie widziałem tego zdarzenia, więc nie chcę się wypowiadać. Byłbym jednak bardzo zdziwiony, gdyby Rafał zdecydował się na jakieś brutalne zachowanie i poniósł jeszcze jakieś konsekwencje - przyznaje szkoleniowiec.
Faul Boguskiego po raz pierwszy pokazał Canal+. Zgromadzeni w studiu uważali, że pomocnikowi Wisły należy się czerwona kartka. Za to w konkurencyjnym programie "Szyba Piłka" w telewizji publicznej eksperci wskazywali też na skandaliczne zachowanie Bartłomieja Grzelaka w spotkaniu ŁKS Łódź - Legia Warszawa. Napastnik gości miał naruszyć nietykalność sędziego, ale nie został za to ukarany. Według ekspertów "Szybkiej Piłki" niesłusznie. - Sprawa Grzelaka nie stanęła na komisji, bo arbiter już podczas meczu wiedział o tym zachowaniu, ale nie postanowił ukarać piłkarza - wyjaśnia Skubis.