Paweł Janas odejdzie z Widzewa do Legii? Zobaczymy

zastanawia się Bartłomiej Derdzikowski
2010-03-30, ostatnia aktualizacja 2010-03-30 08:42

Obecny trener Widzewa już raz bez ostrzeżenia rzucił pracę. Dlaczego nie miałby zrobić tego znowu?

Rok 2009. Janas jako trener Widzewa Łódź
Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
Rok 2009. Janas jako trener Widzewa Łódź
ZOBACZ TAKŻE
Latem Legia Warszawa będzie miała nowy stadion, nową drużynę i zapewne nowego trenera, bo Stefan Białas, który niedawno zastąpił Jana Urbana, to raczej szkoleniowiec tymczasowy, do końca sezonu. Oczywiście karuzela nazwisk już kręci się w najlepsze. Plotkuje się o Macieju Skorży, Michale Probierzu, Rafale Ulatowskim i... Pawle Janasie. W przypadku trenera Widzewa słowo "plotkuje" nie jest chyba najbardziej trafne, bo on kandydatem na szkoleniowca Legii po prostu jest. Potwierdziliśmy to w "Gazecie" już w dwóch źródłach.

Z warszawskim klubem Janas zdobył dwa mistrzostwa Polski i dotarł do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Poza tym chyba tylko on jest w stanie poradzić sobie z presją towarzyszącą pracy w Legii. Na nowe otwarcie w klubie pasuje jak ulał. I przy Łazienkowskiej to wiedzą.

Tajemnicą poliszynela jest też fakt, że w Widzewie byłemu selekcjonerowi nie pracuje się komfortowo, chociaż "komfortowo" to też słowo chyba nie do końca oddające sytuację Janasa przy al. Piłsudskiego. Trener chce mieć realny wpływ na transfery Widzewa, chce decydować - co chyba oczywiste - kto będzie grał w drużynie, która ma być jego autorskim dziełem i której grę firmuje własnym nazwiskiem. A tego wpływu nie ma. A już na pewno nie taki, jaki by chciał, i ma już tego dosyć. Do tego stopnia, że - co słychać coraz częściej - rozważa rezygnację z pracy przy al. Piłsudskiego.

Transferami w Widzewie zajmuje się dyrektor sportowy Marek Zub, któremu z Janasem, najdelikatniej mówiąc, nie po drodze. Zub szuka powszechnie nieznanych piłkarzy za granicą, Janas chce sprowadzić Polaków, znanych i sprawdzonych. Pisaliśmy o Bartłomieju Grzelaku, Rafale Grzelaku, Marcinie Burkhardcie, a wiadomo, że na liście trenera Widzewa jest też m.in. Patryk Rachwał. Janas nie odpuści. Tym bardziej że wciąż jest w Polsce na trenerskim topie i pewnie nie tylko Legia chciałby go u siebie. Były selekcjoner może dużo zarabiać nie tylko przy al. Piłsudskiego, więc na pewno nie grozi mu ani bieda, ani tym bardziej bezrobocie. W Widzewie ma umowę na czas nieokreślony, a sam kiedyś wspominał, że może ją rozwiązać z miesięcznym wypowiedzeniem.

Janas trafił do Widzewa z PGE GKS-u Bełchatów. Z pracy w Bełchatowie zrezygnował nagle, bo w klubie chcieli za niego decydować, kto z drużyny odejdzie i kto ją wzmocni. I nawet jeśli nie tylko to było prawdziwym powodem przenosin do Widzewa, to do myślenia daje dużo. Nie tylko dziennikarzom i kibicom, lecz także Sylwestrowi Cackowi. Właścicielowi Widzewa nawet powinno. Skoro Janas już raz bez ostrzeżenia rzucił pracę, to dlaczego nie miałby zrobić tego znowu...

  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów