Trzy gole Legii w Gdańsku - oglądaj skrót meczu »Dariusz Wołowski: Dlaczego syn poważnego przedsiębiorcy stawia na piłkę?José Antonio Vicuna: Są rzeczy ważne, jak firma rodzinna, i takie, które się kocha, jak futbol. Mieszkając w Pampelunie, kierowałem jedną z trzech fabryk mojego ojca, ale piłki nigdy nie porzuciłem. Potrafiłem przejeżdżać 300 km dziennie, byle tylko nie tracić z nią kontaktu.
Mam 36 lat, ale trenerem jestem od 20, bo w Hiszpanii jest tak, że piłkarz 16-letni może prowadzić zajęcia z 8-latkami. Uczy się kierować grupą, rozumieć rolę trenera. To nie jest zwyczaj w Barcelonie czy Realu Madryt, ale w mniejszych klubach tak jest. Osasuna to mały klubik z perspektywy Europy, ale w Nawarze to szczyt. Mają tam jeden z najlepszych w Hiszpanii systemów szkolenia młodzieży. Pracowałem z Raulem Garcią, który jest teraz piłkarzem Atletico Madryt, Césarem Azpilicuetą z Osasuny - kapitanem reprezentacji do lat 19, która była mistrzem Europy - czy z Javi Martinezem - teraz piłkarzem Athletic Bilbao. Skończyłem wszystkie szkoły, mam najwyższy certyfikat trenerski. Osasuna dała mi jeszcze jedno: tam poznałem Jana Urbana - najlepszego obcokrajowca w historii klubu. Jemu zawdzięczam szansę pracy w futbolu profesjonalnym. Bo w Osasunie zawodowym trenerem jest tylko ten, kto pracuje z pierwszą lub drugą drużyną. Już nawet asystent trenera drugiej drużyny ma inną pracę. A wszyscy szkoleniowcy zajmujący się juniorami utrzymują rodziny z zajęć poza futbolem. Ja pracowałem w mojej fabryce stali. Dziwi mnie nawet, że w Polsce jest inaczej.
Więc dla Legii poświęcił pan fabrykę stali...- Bez chwili zastanowienia. Oczywiście z ojcem i braćmi obgadałem wszystko, by opuścić fabrykę bez szkody dla niej. Ale nie miałem cienia wątpliwości. Mam wrażenie, że wy Polacy nie doceniacie tego, co znaczy w Europie Legia czy Wisła Kraków. W Hiszpanii wiemy, że to kluby z tradycjami, które grały w europejskich pucharach z sukcesami. Oczywiście liga hiszpańska, włoska, angielska, francuska i niemiecka przewyższają całą resztę, ale przez myśl by mi nie przeszło, by wyjazd do Polski traktować jak zsyłkę. Przeciwnie: praca z Urbanem w Legii to dla mnie ogromna szansa. Otwierając się na inny futbol, człowiek staje się lepszym trenerem. Tak jak Fernando Torres jest lepszym piłkarzem po wyjeździe z Atletico do Liverpoolu, choć to drużyny o porównywalnym poziomie. W Anglii nauczył się rzeczy, jakich w Hiszpanii nie umiał.
Długo zna pan Urbana?- Odkąd przyjechał do Osasuny. Był wielkim piłkarzem, gwiazdą jednej z najlepszych wtedy drużyn ligi hiszpańskiej. Pamiętam, jak w pucharach ogrywali 3:0 VfB Stuttgart na wyjeździe, a potem walczyli z Ajaksem z Bergkampem, Blindem i braćmi de Boerami. To był dla Osasuny złoty okres. W Pampelunie Urban jest kochany powszechnie. W juniorach Osasuny prowadziłem Piotrka, jego syna. Poznałem też Mirosława Trzeciaka.
Jaki jest hiszpański pomysł na Legię?- Mamy piłkarzy o predyspozycjach do gry ofensywnej, kombinacyjnej, technicznej. Chcemy stworzyć drużynę, która będzie umiała utrzymać się przy piłce, dominować, zaawansowaną taktycznie. Transfer Iwańskiego latem nie był przypadkowy, bo to piłkarz stworzony dla nas. Nie chcemy chaosu i nieustannej gry z kontry. Taki prosty futbol przynosi czasem szybsze efekty, ale my mamy inny pomysł na drużynę Legii.
Rozmawiamy po porażkach w Bytomiu i Bełchatowie...- Wiem, że kibice są wkurzeni, ale jeden czy drugi słaby mecz nie sprawi, że zmienimy plany, rozkażemy piłkarzom grać długimi piłkami, "na aferę", byle tylko za wszelką cenę zdobyli parę punktów. Ostatecznym kryterium pracy trenera są wyniki, ale wierzymy, że nasza wizja sprawi, iż Legia będzie mistrzem Polski i błyśnie w Europie. Porażki bolą, ale z powodu dwóch nie można wywracać wszystkiego do góry nogami.
Mówił pan o grze z kontry z niechęcią, tymczasem dla polskich piłkarzy to metoda naturalna. Nie są tak wyszkoleni, żeby stawiać na atak pozycyjny. Hiszpański pomysł na polską drużynę może się okazać utopią.- Gdy przyjeżdżał do was Leo Beenhakker, też wielu wątpiło, że holenderska wizja da się zaszczepić w Polsce. Beenhakker chce, by reprezentacja potrafiła utrzymać piłkę, rozegrać akcję w środku pola, często krótkimi podaniami. I co? Awansował na Euro z bardzo silnej grypy, a z meczów z Portugalią, Serbią czy niedawno z Czechami możecie być dumni.
Dalej uważam, że nie można wymagać od Legii, by grała jak Barcelona. Po co wybierać trudniejszą i dłuższą drogę do bramki?- Bo w ten system wierzymy i on odpowiada naszym piłkarzom. Legia ma być zespołem innym niż wszystkie. Już gramy bardziej kombinacyjnie niż Wisła lub Polonia Warszawa. Nikt w Polsce nie ma tylu graczy ofensywnych. W tym nasza siła i chcemy ją wykorzystywać. Skoro uznaliśmy, że naszą mocną stroną są piłkarze pomocy i ataku, nie będziemy opierać gry na obrońcach.
To, co robimy, to nie jest hiszpański pomysł bezrefleksyjnie zaszczepiany w Polsce, bo przecież Urban i Trzeciak to Polacy, choć jako trenerzy wykształceni w Hiszpanii. Wierzę, że nam się uda, ale przyznaję innym prawo do odmiennego zdania. Być może trzeba będzie kiedyś pakować walizki i wracać do fabryki. Na razie nigdzie się jednak nie wybieram.
Jan Urban: Skąd ten syndrom wyższości? »Z czego może być dumna Legia Urbana? Na razie nie była mistrzem Polski, o występach w Europie nawet nie wspomnę.- Odkąd Urban pracuje w Legii, zespół zrobił duży krok w przód pod względem taktycznym. Nie ma luk między formacjami, rywale mają trudność, by zagrozić naszej bramce. Poprawiliśmy pressing na połowie przeciwnika, odbieramy tam sporo piłek. Mamy jednak problem w meczach wyjazdowych ze stwarzaniem sytuacji bramkowych, choć w założeniach chcemy grać identycznie u siebie i poza Warszawą. Urban nigdy nie ustawia drużyny bardziej defensywnie, dlatego że gra na wyjeździe. Zarzuca się nam, że Legia musi radzić sobie z jednym napastnikiem, ale przecież Radović, Roger, Iwański, Rybus, Edson to gracze ofensywni. Oni wszyscy tworzą siłę uderzeniową drużyny.