Konflikt pomiędzy Legią a kibolami trwa od dawna. Kibole niepogodzeni z decyzjami klubu podczas meczów obrażają właścicieli. Odmowa dopingu własnej drużynie jest dla nich formą protestu. Na tych, którzy z nimi się nie zgadzają i chcą na trybunach przeżywać spotkania, próbują wpływać siłą. Taka próba nastąpiła także w niedzielę.
Maciej Weber: Część kibiców wygwizdała tych, którzy - jak co mecz - obrażali właścicieli stołecznego klubu.
Jarosław Ostrowski: To znak, że ci, którzy protestują, wcale nie mają takiego poparcia, jak głoszą.
Do sektora C wtargnęła grupa osiłków i zaatakowała gwiżdżących.
- Rzecz działa się nie więcej niż 10 metrów od miejsca, na którym siedziałem. Próbowali pobić ojca z dzieckiem. Bandyci zostali zatrzymani i usunięci przez nas ze stadionu. Już długo na niego nie wejdą.
Co to znaczy długo?
- Bardzo długo. Postaramy się, by nie znalazło się dla nich miejsce także na nowym stadionie.
Zakaz stadionowy to wszystko, co im można zrobić?
- Wiele zależy od wniosku poszkodowanego, a tym razem zaatakowani nie chcieli takiego złożyć. Na szczęście do rękoczynów ostatecznie nie doszło. Gdyby tak się stało, a lekarz orzekłby ograniczenie zdolności ruchowej poszkodowanego na więcej niż siedem dni, to sprawa z urzędu trafiłaby do sądu. A tak na zakazie musi się skończyć.
Czy ci ludzie nie byli wam znani? Tego rodzaju wypadki już się zdarzały. Nie można było wyeliminować ich wcześniej?
- Mieliśmy takie sygnały, ale wcześniej nikogo nie udało się zidentyfikować.
Legia ma przecież system monitoringu.
- Kamery nie są wycelowane w jedno miejsce. Są ruchome, zapewne do burd dochodziło w miejscach, do których kamera nie sięgała, względnie obraz nie był dostatecznie wyraźny. Nie pierwszy raz usuwaliśmy agresywnych osobników. Staraliśmy się jednak nie robić tego na trybunach, by nie podgrzewać atmosfery. W niedzielę nastąpiła zresztą próba odbicia zatrzymanych. Brat jednego z nich próbował zorganizować kilkudziesięcioosobową grupę, ale sytuacja została opanowana.
Dwa dni przed meczem skłócone z klubem Stowarzyszenie Kibiców opublikowało oświadczenie, że Legia zaproponowała im kompromis w zamian za to, by wreszcie dopingowali drużynę, a nie sabotowali dopingu.
- Wystosowaliśmy taką propozycję, ale została odrzucona. Zresztą było kompletnie inaczej, niż napisano w oświadczeniu Stowarzyszenia Kibiców. Przedstawimy własne, prawdziwe oświadczenie.
Centrum klubowej opozycji to słynna "żyleta". Mecz z Wisłą był dla tej trybuny ostatnim?
- Nie, ale ta trybuna niedługo przestanie funkcjonować. Nie chcę mówić, ile jeszcze meczów zostanie rozegranych z jej udziałem, bo trudno powiedzieć, kiedy konkretnie rozpocznie się remont stadionu. Ale powinno to stać się w listopadzie. Czyli "żyleta" ma przed sobą jeszcze jeden-dwa mecze, bo od niej remont zaczynamy.
Mecz Legii z Wisłą z trybuny honorowej oglądał podejrzany Janusz W. To klubowi chluby nie przynosi.
- Pan W. ma na tę trybunę karnet, nie został skazany, więc nie mamy prawa mu go odebrać. Ja w jego sytuacji na stadionie bym się nie pokazywał. Ale to kwestia smaku.