Menedżerowie z zachodnich klubów mieli obserwować przede wszystkim zawodników z pola, ale to słowacki golkiper może najbardziej zyskać na niedzielnym zwycięstwie nad Wisłą. Słowak wyceniany jest już na milion euro, a do Warszawy przyszedł za darmo z MSK Żiliny.
Spotkanie na szczycie polskiej ekstraklasy przyciągnęło na Łazienkowską przedstawicieli wielu europejskich drużyn. Choć wielu z nich ostrzyło sobie zęby na Rogera Guerreiro, czy Pawła Brożka, to reprezentant Słowacji wypromował się najlepiej. W końcu, gdyby nie kilka niesamowitych interwencji Muchy, komplet punktów przypadłby drużynie z Krakowa.
- Golkiper Legii był bohaterem całej kolejki ligowej i ojcem zwycięstwa warszawian w szlagierowym spotkaniu. Potwierdził, że jest najlepszym bramkarzem w lidze i potrafi wygrywać mecze swojej drużynie - chwali Słowaka menedżer Mariusz Piekarski, który powątpiewa jednak w szybki transfer Muchy do zagranicznego klubu.
- Jak na polską ligę, to uznany zawodnik. Ale ciężko sprzedać na zachód piłkarza grającego na jego pozycji, chyba, że trener jest niezadowolony z jego poprzednika, albo ktoś złapie poważną kontuzję. Mucha jest w tej chwili wart około miliona euro. Myślę, że odnalazłby się w Hiszpanii, ale sądzę, że na razie Słowak zostanie w Warszawie - tłumaczy Piekarski.