Po bardzo dobrym meczu Lechia zwyciężyła przy Oporowskiej ze Śląskiem 2:1. Sytuacji było jednak tyle, że gdyby nie dobra gra Kelemena i Fantastyczny występ Pawła Kapsy zobaczylibyśmy pewnie jeszcze co najmniej drugie tyle bramek. Wreszcie w meczu Śląska z Lechią nie padł remis...
Pomiędzy kibicami obu zespołów od wielu już lat panuje wielka przyjaźni, ale piłkarze Śląska i Lechii walcząc w sobotę o pierwsze w rundzie wiosennej zwycięstwo nie kierowali się sentymentami. Goście przystąpili do meczu w niemal najsilniejszym składzie, natomiast trener wrocławian Ryszard Tarasiewicz nie mógł skorzystać z kontuzjowanego Antoniego Łukasiewicz.
Początek spotkania należał do gospodarzy, którzy już w 6. minucie objęli prowadzenie. Po indywidualnej akcji Piotra Ćwielonga, piłka trafiła do Vuka Sotirovica, który odegrał ją do Łukasza Madeja, a ten płaskim strzałem pokonał bezradnego Kapsę. Chwilę później znakomitej sytuacji na podwyższenie wyniku nie wykorzystał Sotirović, który z czterech metrów trafił prosto w bramkarza. Odpowiedź gości była błyskawiczna. Marcin Kaczmarek mocno dośrodkował w pole karne, a piłkę do bramki wślizgiem skierował Ivans Lukjanovs.
Od tego momentu gra się wyrównała. Obie drużyny starały się szybko przeprowadzać swoje akcje, ale w decydujących momentach brakowało im dokładności i szczęścia. Najbliżej strzelenia bramki był w 35. minucie Lukjanovs, który wykorzystując nieporadność obrońców Śląska z ośmiu metrów trafił jednak w poprzeczkę.
Po zmianie stron wrocławianie powoli zaczęli przejmować inicjatywę w środku pola, a ich akcje stawały się coraz groźniejsze. W 55. minucie szansę na pokonanie Kapsy miał Sotirovic, jednak bramkarz Lechii znakomicie obronił dwa groźne strzały z siedmiu metrów. Lechia cofnęła się na własną połowę i swojej szansy szukała w kontratakach. Po jednym z nich faulowany w polu karnym był Tomasz Dawidowski, sędzia bez wahania wskazał na rzut karny, który na bramkę zamienił Hubert Wołąkiewicz.
Strata bramki zmusiła gospodarzy do jeszcze szybszej gry. Jednak ataki nie przyniosły rezultatu i Śląsk przegrał 1:2 drugi mecz z rzędu na własnym stadionie.
Po meczu powiedzieli:
Trener Lechii Gdańsk Tomasz Kafarski: Jestem bardzo dumny z chłopaków i tego co zrobili na boisku. Widziałem ile to zwycięstwo kosztowało nas sił i zdrowia. Zagraliśmy dzisiaj bardzo istotny mecz dla układu tabeli, z bardzo silnym zespołem i tym bardziej to zwycięstwo jest cenne. Mieliśmy od początku starać się przejąć inicjatywę, jednak rozpoczęliśmy nieporadnie. Szybko straciliśmy bramkę, ale zespół dobrze zareagował, odrobił straty i wróciliśmy do gry.
Trener Śląska Wrocław Ryszard Tarasiewicz: Uważam, że Lechia nie zasłużyła na zwycięstwo. Zagraliśmy na tyle, na ile mogliśmy dzisiaj zagrać. Stworzyliśmy więcej sytuacji, których jednak nie udało nam się wykorzystać. Jest to mniej więcej podobna sytuacja do pierwszego meczu z Polonią Bytom. Zawodnicy nie przeszli dzisiaj obok meczu i jestem przekonany, że druga bramka to ewidentny spalony Dawidowskiego. Rzadko mówię na ten temat, ale miałem wcześniej zastrzeżenia do pracy sędziego Jarzębaka. Nie wiem czy klub się zgodzi, jednak będę optował za tym, żeby ten człowiek więcej meczu Śląska nie sędziował.