Wisła przegrała pierwsze derby od 13 lat i uzupełnia niechlubną galerię kompromitujących porażek. Po raz pierwszy od kilku lat od zespołu odwrócili się nawet kibice
Po co wy gracie, jak wy ambicji nie macie - krzyczały trybuny, a po meczu widzowie pożegnali piłkarzy gwizdami. Jeszcze dwie kolejki temu krakowianie snuli wizje 10 punktów przewagi nad rywalami, a dziś zostały im raptem trzy. Mistrzowie Polski staczają się po równi pochyłej, a ich gra niczym nie różni się od średników polskiej ligi. Jeśli tak dalej pójdzie, to do końca roku krakowianie mogą nie utrzymać fotela lidera, choć kilka tygodni temu już przymierzano im mistrzowską koronę. O ile piłkarze i trener Wisły po porażce z Legia mówili o ciekawsze lidze, to dziś muszą walczyć o to, by w takim składzie dotrwali do końca sezonu. Maciej Skorża coraz częściej wspomina bowiem o wypożyczeniu części zawodników, którzy są za słabi na Wisłę. Z kolei apele szkoleniowca o zaangażowanie trafiają w próźnie.
Kredyt zaufania Skorży się zmniejsza. Szkoleniowiec w tym sezonie przegrał wszystkie prestiżowe spotkania, w których jego zawodnicy zdobyli tylko jedną bramkę! Najpierw jego piłkarze skompromitowali się z Levadią Tallin w eliminacjach Ligi Mistrzów, następnie nie dali rady Lechowi Poznań i po żenująco słabym meczu przegrali z Legią Warszawa. Dramat dopełnił się w niedzielę, choć to właśnie derby miały punktem zwrotnym. - Zdajemy sobie sprawę, że w ważnych meczach zawiedliśmy naszych kibiców, ale z Cracovią zagramy w pełni zaangażowani, bo zamierzamy się zrehabilitować - podkreślał Paweł Brożek, kapitan zespołu, który podobnie jak reszta drużyny zagrała w taki sposób, by ludzie już nigdy nie uwierzyli w jego obietnice.
A jak najałatwiej scharakteryzować siłę zespołu, która pokonała mistrzów Polski? - W moim zespole mniej niż połowa piłkarzy prezentuje poziom ekstraklasowy - przyznał Orest Lenczyk, trener Cracovii. Jego zawodnicy zagrali jak na zespół broniący się przed spadkiem przystało. Wisła wypadła jeszcze gorzej, przez co widowisko można było sklasyfikować gdzieś między rozczarowującym hitem Wisła - Legia a derbami Warszawy.
Podopieczni Skorży pierwszy strzał oddali w 25 minucie. Wtedy ich rywale na koncie mieli pięć uderzeń i niewykorzystaną sytuację Radosława Matusiaka, który przegrał pojedynek sam na sam z Mariuszem Pawełkiem. - Gardła zdzieramy, ambicji się domagamy - skandowali kibice, ale na niewiele się to zdało. Krakowianie od czasu kontuzji Radosława Sobolewskiego, a później Arkadiusza Głowackiego grają dramatycznie słabo i nie potrafią sami się zmobilizować. W końcowce meczu praktycznie nie schodzili z połowy rywala, a Skorża zdzierał gardło i przekazywał wskazówki. Efekt był taki, że wiślacy wykonali kilkanaście wrzutek, a w całym meczu mieli trzy okazje do zdobycia bramki. Co najgorsze, momentami dreptali po boisku niemal identycznie jak w spotkaniu z Legią. - Zwyciężyliśmy dzięki ambicji i zaangażowaniu. Wiedzieliśmy, że Wisła ma lepszych piłkarzy, więc nic innego nam nie pozostało - przyznał Michał Goliński, strzelec zwycięskiej bramki.
Skorża pomeczową konferencję zaczął niespodziewanie. Mówił, że jego zespół przeważał, miał więcej sytuacji, a do tego stracił przypadkową bramkę. O niskim zaangażowaniu musieli szkoleniowcowi dopiero przypomnieć dziennikarze. - Nie wiem czy to jest brak ambicji... Może chodzi bardziej o brak umiejętności. Od wielu spotkań niektórzy zawodnicy nie potrafią walczyć na odpowiednim poziomie i po prostu brakuje im predyspozycji, by grać w Wiśle - uważa trener mistrzów Polski. - Chwilami wiedziałem wręcz strach moich zawodników, by ktoś im nie podał piłki, bo nie mamy piłkarza, który poprowadziłby grę.
Skorża nie skomentował przyśpiewek kibiców, którzy domagali się, by w razie porażki zawodnicy wracali do domu na nogach. Gdy zawodnicy poszli im podziękować, obrócili się plecami. Do takich sytuacji nie dochodziło nawet trzy lata temu, gdy Wisła grała katastrofalnie i zajęła dopiero ósme miejsce.
Fetowała za to Cracovia, która w ekstraklasie nie wygrała z Wisłą od 1983 r., a na wyjeździe od ponad pół wieku! - Czy przejdę do historii? Jeśli mówi pan prawdę z tymi datami, to pewnie tak. Choć w ostatnich latach historia była bardzo często zakłamywana - uśmiechał się Lenczyk. Doświadczony szkoleniowiec stał się specjalistą od spektakularnych wyników. Pokonał już Lecha i Wisłę oraz zremisował z Legią. - Ale o poziomie meczu nie będę mówił oficjalnie, porozmawiam o tym tylko z piłkarzami - podkreślał szkoleniowiec.
Decydująca bramkę zdobył Goliński, który dwa i pół roku temu wraz z Groclinem prowadzonym przez Skorżę zlał w Krakowie Wisłę 4:0. - Jeśli Goliński jest ojcem zwycięstwa, to mieliśmy na boisku też 10, a nawet 12 matek - podkreślał Lenczyk.