Podstawek pojawił się na boisku dopiero po przerwie w miejsce Przemysława Trytki, który... także nabawił się kontuzji! Przed sobotnim meczem z Polonią Warszawa sytuacja w ataku bytomskiej drużyny nie wygląda więc za dobrze.
Maciej Blaut: Gol strzelony Ruchowi to zapowiedź wielkiego comebacku Grzegorza Podstawka?
Grzegorz Podstawek: Zobaczymy. Na razie cieszę się, że wróciłem po kontuzji, strzeliłem gola i wygraliśmy. Trochę brakowało mi ogrania. Miałem przynajmniej jeszcze jedną dogodną sytuację bramkową i gdybym się lepiej zachował, to wynik mógł być wyższy.
Dlaczego to dopiero pański pierwszy gol w sezonie?
- Wiele różnych czynników o tym zadecydowało i za bardzo nie chcę do tego wracać. To już za nami. Do tej rundy jestem dobrze przygotowany, choć pierwsze dwa wiosenne mecze, w których grałem, nam nie wyszły. Ja sam też nie byłem z siebie zadowolony. Wierzę jednak w to, że jeszcze udowodnimy, że potrafimy grać w piłkę.
To, do czego nie chce pan wracać, to okres kiedy trenerem był Jurij Szatałow [były trener Polonii, a obecnie Cracovii - przyp. red.]?
- Między innymi. Uważam, że zostałem przez niego niesprawiedliwie odrzucony na boczny tor. Nie wynikało to z mojej formy sportowej, więc zawsze będę miał o to do niego pretensje. Byłem przez to trochę zniszczony psychicznie i ciężko było mi się potem odbudować.
Pewnie nie może się pan już doczekać meczu z Cracovią?
- Myślę, że nie tylko ja oczekuję ich przyjazdu. To będzie ważny mecz dla układu tabeli. Zresztą jak każdy teraz. Już dawno nie było takiego sezonu, że tabela była tak spłaszczona. Jedno czy dwa zwycięstwa mogą spowodować spore przesunięcia.
Wypłacenie zaległych wypłat miało wpływ na waszą postawę w Chorzowie?
- Na pewno miało to wpływ na naszą grę. Odczuliśmy po prostu chwilę spokoju i mogliśmy przygotowywać się do meczu, nie myśląc o innych sprawach. W ostatnim czasie w szatni najczęściej przewijał się właśnie temat pieniędzy. Jedni nie mieli na mieszkanie, inni na raty... Nie było wesoło. Brakowało nam spokoju. Proszę zwrócić uwagę na to, jakie bramki traciliśmy. Nie po jakichś superakcjach rywali, ale po naszych indywidualnych błędach. To efekt właśnie braku koncentracji. Cieszymy się, że pożar został delikatnie ugaszony.
Do zapłaty pozostają jeszcze tegoroczne pensje.
- Działacze uregulowali to, co było potrzebne dla komisji. Pozostają jednak jeszcze sprawy bieżące.
W Polonii gra pan piąty sezon, więc pewnie do opóźnień jest trochę przyzwyczajony.
- Można tak powiedzieć, ale są jednak granice ludzkiej cierpliwości. Każdy wie, jak ciężka jest sytuacja finansowa, ale są pewne kanony, których trzeba przestrzegać. Nie wyobrażam sobie, że na takim poziomie piłkarze nie mają płacone przez kilka miesięcy i w efekcie komuś odcinają gaz czy prąd w mieszkaniu.
Wobec kontuzji Przemysława Trytki kibice znów będą liczyli na pańskie gole.
- Ale ja też jestem kontuzjowany! Sędzia tego nie zauważył, ale po brutalnym wejściu Żelijko Djokicia, który uderzył mnie łokciem, mam podejrzenie uszkodzenia kości jarzmowej. W trakcie meczu, w przypływie adrenaliny, nic nie czułem. Dopiero pod spotkaniu, pod prysznicem, strasznie spuchła mi twarz. W niedzielę byłem na zdjęciu rentgenowskim, ale ciężko było coś stwierdzić, bo zrobił się duży wylew. Trzeba je będzie powtórzyć i na razie nie wiem, czy będę mógł zagrać w następnej kolejce.
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice