Na mecz ligowy do Gdańska Górnik Zabrze jechał jako wicelider ekstraklasy, który wcześniej wygrał trzy ligowe mecze z rzędu.
Tymczasem w sobotnim meczu z Lechią beniaminek stracił aż pięć goli, a większość obserwatorów twierdzi nawet, że wynik 1:5 to był najniższy wymiar kary.
Piotr Płatek: Pojechał Pan na mecz z Lechią. Jak gra Górnika wyglądała z trybun stadionu w Gdańsku?
Łukasz Mazur, prezes Górnika: Wyglądało to bardzo smutno. Po meczu byłem całkowicie załamany. Pół żartem, pół serio mówiąc, po spotkaniu musiałem wziąć tabletki na uspokojenie.
Czemu Górnik zagrał w Gdańsku tak słabo?
- Dotychczas widzieliśmy Górnika, za którego nie musieliśmy się wstydzić. Tym razem było inaczej. Zabrakło sportowej złości. Gdyby nie Adam Stachowiak w bramce, który paradoksalnie zagrał całkiem niezły mecz, mogliśmy stracić kolejne gole.
Z Lechią zagraliście dwa razy w ciągu kilku dni. Może nie warto było eksperymentować w meczu pucharowym. Lechia dwa razy wystawiła pierwszy skład i dwa razy was łatwo ograła.
- W sumie 7:1 dla Lechii. To był cios. Gdańszczanie kompletnie nas obnażyli, pokazali naszą słabość. Inna sprawa, że Lechia to piłkarsko najmocniejszy zespół spośród tych, z którymi graliśmy w tym roku.
Jakie wnioski wyciągnął Pan po tym spotkaniu?
- Tragedii nie robimy. To był sygnał ostrzegawczy. Musimy w każdym meczu grać z ambicją, maksymalnym zaangażowaniem. Bez tego nie mamy czego szukać w lidze. Mam nadzieję, że chłopcy przemyślą swój występ i w kolejnych meczach nie będziemy się musieli wstydzić.
Teraz do Zabrza przyjeżdża lider Jagiellonia Białystok. Za wesoło to nie wygląda.
- To jest polska liga, w niej każdy może wygrać z każdym. Lech przegrywa z Legią, która gra w dziesiątkę. Wisła drży w Bełchatowie. Tu nikt na sto procent niczego nie przewidzi.
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice