Europejski tylko gol

Michał Karbowiak, Radosław Nawrot, Wrocław
2010-09-13, ostatnia aktualizacja 2010-09-13 12:18

Poznaniacy wygrali ze Śląskiem 2:1, ale w czwartek z Juventusem Turyn muszą zagrać znacznie lepiej. Takie błędy lechitów, jak te we Wrocławiu, Włosi z pewnością wykorzystają

Sławomir Peszko
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Sławomir Peszko
Na pierwszy mecz grupowy Ligi Europejskiej Lech pojedzie podbudowany zwycięstwem nad Śląskiem, ale nieco przygnębiony stylem, jaki zaprezentował we Wrocławiu.

Szczególnie w pierwszej połowie "Kolejorz" grał bowiem bardzo źle i dał się gospodarzom niemal całkiem zdominować. Poznaniacy popełniali masę prostych błędów, a ich gra budziła obawy przed czwartkowym występem. Można się spodziewać, że Juventus wykorzystałby błędy poznaniaków, z których pożytku nie zrobił Śląsk. - Dziesięciu ludzi z Lecha wróciło właśnie ze zgrupowań i meczów swych reprezentacji. Nic dziwnego, że na początku meczu ze Śląskiem nie wyglądało to dobrze. Nie mogło. Potrzebowaliśmy czasu, dlatego czekaliśmy cierpliwie na swoje szanse - zapewniał Sławomir Peszko, który w pierwszej połowie huknął z rzutu wolnego, a piłka nabrała takiej rotacji, że zupełnie zaskoczyła bramkarza wrocławian Mariana Kelemena. To był gol na miarę europejskich stadionów, a Peszko komentował: - W drugiej połowie zagraliśmy dużo lepiej niż przed przerwą. Utrzymywaliśmy się przy piłce, a już naszym popisem był zwłaszcza doliczony przez sędziego czas, gdy Śląsk przegrywał, a w ogóle nie był przy piłce. I o to chodzi, i tak trzeba grać w takich wypadkach.

W pierwszej połowie jednak przeważał ambitnie grający Śląsk, choć gospodarze bramkę zdobyli dopiero po wątpliwym rzucie karnym. W polu karnym piłkę ręką dotknął Luis Henriquez (choć nie zrobił ręką ruchu do piłki), a sędzia Adam Lyczmański podyktował "jedenastkę". Na gola zamienił ją Argentyńczyk Cristian Omar Diaz.

Już po tym werdykcie arbitra poznaniacy byli bardzo wzburzeni, ale do wrzenia doprowadziło ich nieuznane trafienie Semira Stilicia. Bośniak był na minimalnym spalonym. Po gwizdku na przerwę piłkarze Lecha skoczyli do sędziego, a według relacji obserwatora, ubliżyć miał mu trener "Kolejorza" Jacek Zieliński - i został wyrzucony z ławki rezerwowych (patrz tekst poniżej).

W Turynie to on poprowadzi ekipę Lecha. - Nasza forma nie jest może wystarczająca na Juventus, ale na pewno się go nie wystraszymy - zapewnia trener.

Piłkarze Lecha są podekscytowani meczem z Juventusem. - Przyznaję, że dużo o nim myślą. Bramkarz Krzysztof Kotorowski, który niczym bumerang wraca do bramki Lecha i wobec kontuzji Jasmina Buricia może bronić także w Turynie, mówi: - Na Juventus jestem gotowy. Mentalnie także, bo w końcu takie mecze jak pojedynek z Juve nie zdarza się każdemu piłkarzowi w Polsce. To wielkie nazwiska, które zarabiają masę pieniędzy, ale spokojnie, pokażemy im, że i my coś umiemy.

Mecz z Juventusem to wielkie wydarzenie także dla Peszki. - Od dzieciństwa kibicuję Juve, dlatego to jeden z najważniejszych meczów w moim życiu. Po to zostałem w Lechu, żeby takie mecze grać. Jestem bardzo podekscytowany - mówił.

We Wrocławiu wygraną Lechowi zapewnił Rudnevs, który w 51. min wykorzystał błąd Kelemena. Śląsk po porażce z Lechem jest tuż nad strefą spadkową, a pozycja jego trenera Ryszarda Tarasiewicza jest coraz słabsza. O przyszłości szkoleniowca zadecydują pojedynki z Koroną Kielce, Widzewem Łódź, Wisłą Kraków i Świtem Nowy Dwór Mazowiecki w Pucharze Polski.

Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów