Dwa treningi Brazylijczyka i... do domu

Łukasz Pałucha
2010-08-24, ostatnia aktualizacja 2010-08-24 17:53

Brazylijczyk Bruno Moraes nie będzie piłkarzem Lechii Gdańsk. - Nie są nam potrzebni średni piłkarze, tylko tacy, którzy ewidentnie podniosą jakość zespołu - argumentuje trener Tomasz Kafarski. Poszukiwania napastnika trwają więc nadal. Skomplikowała się sprawa pozyskania Alfreda Finnbogasona

Lechia Gdańsk - Jagiellonia Białystok
Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta
Lechia Gdańsk - Jagiellonia Białystok
ZOBACZ TAKŻE
Moraes trenował z Lechią w poniedziałek, ale wtedy Kafarski był w Warszawie na spotkaniu trenerów ligowych z selekcjonerem Franciszkiem Smudą. Wczoraj, przypominający nieco z wyglądu swojego słynnego rodaka Kakę, Moraes mógł się już zaprezentować szkoleniowcowi biało-zielonych. Nie pokazał nic wielkiego, ale np. w czasie krótkich gier wewnętrznych trafił do najsłabszej z trzech drużyn, a jego partnerzy rzadko dostrzegali go na boisku. Mimo tego Brazylijczyk był pełen nadziei. - Lechia to dobra drużyna i mam nadzieję, że tu zostanę. Myślę, że i ja skorzystam na grze w Lechii i klub będzie ze mnie zadowolony. Lechia to idealny dla mnie zespół - przekonywał Moraes. Inne zdanie miał jednak Kafarski. - Pokazał, że potrafi grać w piłkę, ale nie ma żadnych szans, żeby zostać, to był jego ostatni trening z drużyną. Nie jest w żadnym elemencie lepszy od piłkarzy, których już mam. Nam nie są potrzebni średni piłkarze, tylko tacy, którzy ewidentnie podniosą jakość zespołu. Jeśli nie uda się takich pozyskać, zostaniemy w obecnym składzie.

Moreas, który do Gdańska przyleciał na własny koszt w towarzystwie ojca, strzelił kiedyś bramkę dla FC Porto w Lidze Mistrzów, ale potem jego kariera nie potoczyła się już tak, jak sobie wymarzył. Wypożyczany był do Vitorii Setubal i Rio Ave, ale furory tam nie zrobił, w czym przeszkodził mu też poważny uraz. - Ciężko pracowałem i jestem na dobrej drodze do optymalnej formy. Martwię się jednak, bo kończy się już okno transferowe - tłumaczył Moraes.

Lechia nadal szuka więc ofensywnego piłkarza. Skomplikowała się sprawa pozyskania Skandynawów. - Klub Islandczyka Finnbogasona próbuje podwyższyć sumę odstępnego o kilkadziesiąt procent, Fin Jami Puustinen ma też kłopoty z porozumieniem się z działaczami swej obecnej drużyny - mówi dyrektor Lechii Błażej Jenek. - Jest nowy temat, ale rozmowy, na prośbę drugiej strony, są poufne - dodaje Jenek. Spokój zachowuje też Kafarski. - W środę, a najpóźniej w czwartek powinno być już coś wiadomo. Znając jednak realia, to takie tematy załatwia się za pięć dwunasta - uważa Kafarski.

Tymczasem coraz bliższy przejścia do Polonii Bytom (suma odstępnego 150 tys. zł) jest Arkadiusz Mysona. - Przebywa w Bytomiu na testach medycznych. Natomiast menedżer Mateusza Bąk przekazał nam, że w ciągu 2-3 dni wpłynie do klubu oferta za bramkarza. W związku z jego zasługami dla Lechii na pewno nie będziemy mu robić przeszkód w transferze - tłumaczy dyrektor Jenek.



"Kaka" znów w treningu

Od początku tygodnia z zespołem Lechii normalnie ćwiczy już Marcin Kaczmarek. "Kaka" miał problem z zatokami (przeszedł zabieg w szpitalu), przez co stracił całe przygotowania do sezonu. - Na razie wszystko wygląda dobrze, nie ma żadnych niepokojących objawów, nic mnie nie boli. Z każdym dniem powinno być coraz lepiej - mówi Kaczmarek, który podczas zajęć spisywał się bez zarzutu. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że nie zagra ze Śląskiem Wrocław w sobotę. - Nie myślę o tym, żeby wskoczyć do składu już na sobotni mecz. Póki co koncentruję się na tym, żeby piłkę dobrze przyjąć i podać. Trener mnie obserwuje i podejmie decyzję, czy w ogóle włączyć mnie do meczowej osiemnastki. Być może lepiej będzie, jeśli zagram jeszcze np. w rezerwach - tłumaczy Kaczmarek. - Po dwóch treningach z piłkami nie ma szans na jedenastkę, raczej nie wstawię go także do meczowej osiemnastki. Po meczu ze Śląskiem będzie dwutygodniowa przerwa na reprezentację i wtedy będzie miał czas na pracę nad elementami, które potrzebne są do uzyskania wysokiej formy. Wszystkim wydaje się, że w naszej drużynie nie ma konkurencji, ale postawa Damiana Szuprytowskiego przeciwko Jagiellonii czy innych młodych graczy na treningach pokazuje, że jest inaczej i niekoniecznie ktoś będzie miał coś przypisane za darmo - wyjaśnia trener Lechii Tomasz Kafarski.

Kaczmarek ogląda więc mecze drużyny z trybun. - Na razie zabrakło nam przede wszystkim punktów u siebie, boję się, żeby nie powtórzyła się sytuacja z poprzedniego sezonu, kiedy lepiej radziliśmy sobie na wyjazdach. Z Jagiellonią przegraliśmy w anormalnych warunkach, ale niedługo nikt nie będzie już tego pamiętał. Trzy mecze i dwa punkty to mało, dlatego niezbędne jest zwycięstwo ze Śląskiem. Trzeba się przełamać, wtedy będzie łatwiej - uważa Kaczmarek. Lechia miała zbić spory kapitał na starcie ligi, podczas którego większość meczów gra u siebie z rywalami jak najbardziej do ogrania. - Myślę, że wkrótce to sobie odbijemy. Nie ma znaczenia, z kim gramy, bo każdy jest do pokonania. Ruch u nas gra tragicznie i szczęśliwie wywozi od nas punkt, w następnej kolejce podejmuje Wisłę i ogrywa ją 2:0. Piłka jest nieobliczalna, nasza liga dzięki takim wynikom robi się coraz bardziej ciekawa. Każdy może wygrać z każdym - uważa Kaczmarek.

Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos