W pojedynku trzeciej i drugiej drużyny ubiegłych rozgrywek kibice obejrzeli ciekawy mecz. Gospodarze wygrali zasłużenie, bo grali od wicemistrzów Polski ambitniej, a przede wszystkim byli zespołem skuteczniejszym. Losy meczu rozstrzygnęły się już w pierwszej połowie.
W zeszłym sezonie Wisła pierwszej porażki doznała dopiero w 10. kolejce, wcześniej wygrywając aż 8 spotkań. W tym poważnie potknęła się już w drugim starciu. Wynik rozstrzygnął się już w pierwszej połowie. Sprawę załatwiły dwie bramki zdobyte w przeciągu dziesięciu minut.
Pierwszą partię Ruch zagrał koncertowo i obnażył wszystkie słabe strony Wisły. Grzyb, Malinowski i Straka nie pozwolili rozwinąć skrzydeł Riosowi i Rado. Obrońcy gospodarzy wyłączyli zaś z gry Małeckiego i Kirma. Choć Wisła mimo wszystko starała się atakować, to bramki strzelał zespół Waldemara Fornalika. Pierwszy gol padł po nieporozumieniu Pawełka z Diazem. Po dośrodkowaniu Malinowskiego z rzutu rożnego, Nykiel uderzył piłkę głową dość lekko, ale parabola lotu futbolówki zaskoczyła bramkarza i obrońcę "Białej Gwiazdy". Najpierw odbiła się od słupka, a następnie wpadła do bramki. Radość strzelca była w pełni uzasadniona - dla 28- letniego Nykiela było to dopiero pierwsze trafienie w ekstraklasie.
Po objęciu prowadzenia gospodarze nadal przeważali. Piłkarze Fornalika zaskoczyli wicemistrzów Polski presingiem już pod ich polem karnym, dzięki czemu stwarzali sobie kolejne sytuacje do podwyższenia rezultatu. Już w 31. minucie Pawełek ponownie musiał skapitulować. Na indywidualna akcję zdecydował się Straka, który po wymanewrowaniu Rado i Kowalskiego mocnym strzałem z woleja nie dał bramkarzowi krakowian żadnych szans.
Bezradność Wisły w pełni oddają statystyki. Pierwszy celny strzał na bramkę Pilarza zawodnicy "Białej Gwiazdy" oddali dopiero w 42. minucie. Jego autorem był Maciej Zurawski. Wcześniej bramkarz Niebieskich potwornie się nudził, a najgroźniej pod jego bramką było po strzałach młodziutkiego Kamila Rado.
Druga część meczu rozpoczęła się od ataków gości. Na taki przebieg wydarzeń czekał Ruch, który groźnie kontrował. Gospodarzom pod polem karnym wiślaków brakowało jednak dokładności. Bliżej zdobycia gola byli krakowianie. W 53. minucie po strzale Riosa i niezbyt pewnej interwencji Pilarza piłkę z linii bramkowej wybił piłkarz Ruchu.
Przewaga Wisły rosła z każdą upływającą minutą, ale tak jak w spotkaniu z Arką, krakowianie pudłowali. Kolejnych dobrych okazji nie potrafili wykorzystać Sobolewski i dwukrotnie, szukający swojego pierwszego ligowego gola, Żurawski. Inna sparawa, że w kilku sytuacjach świetnie w bramce Ruchu spisywał się Pilarz. Wynik do końcowego gwizdka sędziego już się nie zmienił.
Pierwszy raz od 19 meczów krakowianie stracili więcej niż jednego gola. Słabą dyspozycją pojedynku z Koroną w zeszłym sezonie kibice "Białej Gwiazdy" się jednak nie przejmowali, bo wtedy ich pupile imponowali świetną grą w ofensywie i wygrali 3:2. W niedzielę razili nieskutecznością i trzeba przyznać, że z grającym niezwykle ambitnie Ruchem ulegli zasłużenie.