Teoretycznie wicemistrzowie Polski nie powinni mieć większych problemów z awansem do trzeciej rundy eliminacji Ligi Europejskiej, ale od czasu katastrofy w Estonii żadnego rywala nie nazywają słabym. - Porażka w Tallinie wciąż tkwi nam w głowie. Mówiliśmy po niej, że bardzo chcemy jak najszybciej zmazać tę plamę, ale trzeba było czekać na to aż rok - przyznaje Paweł Brożek, napastnik Wisły. - Wierzę jednak, że teraz takiego błędu już nie popełnimy. Wtedy też uważaliśmy, że rywal nie jest wysokiej klasy, i wiemy, jak to się skończyło. Inna sprawa, że gdybyśmy byli odpowiednio przygotowani, tobyśmy awansowali.
Maciej Żurawski, napastnik Wisły: - Na szczęście Levadii nie wspominam, bo nie grałem w tych meczach. Takiej powtórki jednak sobie nie wyobrażam.
Obrona pięciojęzyczna
Od tamtego czasu w Wiśle zaszło wiele zmian. Nie ma trenera Macieja Skorży, a obrona została całkowicie przebudowana. Po sprzedaży Marcelo i Arkadiusza Głowackiego zmieniła się para stoperów. Brak pozwolenia na pracę Gordana Bunozy sprawił, że w środku obrony Kasperczak nie ma pola manewru. W drużynie jest dwóch stoperów - Cleber i Mateusz Kowalski, którzy zagrali ze sobą zaledwie 90 minut.
Na prawej obronie też wystąpi nowa twarz - Erik Czikosz - podobnie jak w bramce - Milan Jovanić. Jedyny defensor, który pamięta porażkę w Tallinie, to Junior Diaz. Obronę będą więc tworzyć: Serb, Czech, Polak, Brazylijczyk i Kostarykańczyk. - Będzie bardzo ciężko zastąpić Marcelo i Głowackiego. W poprzednim sezonie byli naszymi najlepszymi zawodnikami. Ich nieobecność nie wpływa korzystnie na drużynę - przyznaje Brożek. - Marcelo nie tylko strzelał sporo bramek, ale wraz z Arkiem byli zaporą nie do przejścia. Kowalskiego i Clebera czeka bardzo trudne zadanie, także w kontekście całego sezonu.
Co pokaże Żurawski
Dużo większy wybór - dzięki sprowadzeniu Żurawskiego - Kasperczak ma w ataku. Oprócz niego może liczyć także na: Brożka, Rafała Boguskiego i Patryka Małeckiego. - Sam nie wiem, w jakiej jestem formie. Wracam po kilku latach, dołączyłem do drużyny trochę później i wciąż gonię chłopaków - podkreśla Żurawski. - Zdaję sobie sprawę, że wobec mnie są spore oczekiwania. Kilka lat minęło od mojego wyjazdu i teraz kibice chcieliby zobaczyć na murawie tamtego "Żurawia". Tym bardziej że za moich czasów klub sporo osiągnął. Jestem starszy i nie wiem, czy tak samo dobry jak podczas pierwszego pobytu w Wiśle.
- Mnie też trudno powiedzieć, w jakiej jestem formie. Grałem w sparingach raz 45 minut, raz 60 i atak był w różnych konfiguracjach - dodaje Brożek. - Powrót Żurawskiego? Bardzo się z tego cieszę. Zawsze uważałem go za wielkiego piłkarza. Jego doświadczenie i umiejętności pomogą Wiśle.
Słaba jakość
FC Szawle to drużyna złożona głównie z młodych piłkarzy, których wspierają doświadczeni 34-letni Tomas Kanczelskis i rok młodszy Deivydas Lunskis. Najlepszym strzelcem w lidze jest Ukrainiec Wiktor Raskow, który nie poradził sobie w III lidze polskiej w Pogoni Siedlce. - Jak na tę klasę miał niezłe umiejętności, dobrze grał tyłem do bramki i kombinacyjnie. Miał jednak dużą wadę jak na napastnika - marnował wiele okazji. Jeśli jego koledzy z zespołu są na podobnym poziomie, to Wisła nie ma się czego obawiać - twierdzi Łukasz Firus, były piłkarz Pogoni. - Pamiętam, że Wiktor szybko wrócił na Litwę, bo nie potrafił się zaaklimatyzować. Nie potrafił znaleźć wspólnego języka z drużyną, a także z trenerem. Zawsze stał z boku.
Litwini zdają sobie sprawę z klasy wicemistrzów Polski. - Jak tylko poznałem wyniki losowania, zacząłem czytać internetową stronę klubu. To wielka drużyna, mają wielu kibiców, ale nie obawiamy się - zapewnia Klimas Gusoczenko, 21-letni obrońca.
Krakowianie zdają sobie sprawę ze swojej przewagi. Żurawski przyznaje nawet, że rywale wyglądają na amatorów, ale podkreśla, że nie wolno ich lekceważyć. Szczególnie, że Litwini wierzą w swoje szanse. - Nie stoimy na straconej pozycji, bo w piłce wszystko jest możliwe. W spotkaniu z Wisłą będziemy mogli sprawdzić, jaki poziom prezentujemy na arenie europejskiej - zaznacza Vaidas Viktoravicius, 23-letni napastnik FC Szawle.
Brożek: - Analizowaliśmy grę rywala, ale materiał był tak słabej jakości, że niewiele dało się z tego wywnioskować. To jednak od nas zależy wynik meczu, tak samo jak rok temu w Tallinie.
Niepewny jest występ Wojciecha Łobodzińskiego, który ma 38,5 stopnia gorączki i nie trenował z zespołem.
Początek meczu o godz. 20. Transmisja w Polsacie.