Michał Karbowiak: Legia Warszawa kupiła ostatnio trzech zawodników, Polonia Warszawa czterech, a Cracovia byłego reprezentanta Polski Arkadiusza Radomskiego. Śląsk już na starcie zostaje z tyłu?
Krzysztof Paluszek: Nie. Poczynania rywali nie wywołują u nas żadnej nerwowości. Od dłuższego czasu prowadzimy zaawansowane rozmowy z kilkoma zawodnikami. Z niektórymi tematami musimy jeszcze trochę poczekać, bo przecież np. I liga nadal gra. Na pewno jednak nie siedzimy bezczynnie. O konkretnych efektach naszych działań poinformujemy jednak dopiero wtedy, kiedy zostaną one sfinalizowane.
Nie będzie więc tak jak zimą, kiedy Śląsk poinformował których zawodników z Ameryki Południowej nie kupi?
- Nie uważam, aby tamta konferencja była całkowitym błędem. Dziennikarze bardzo interesowali się tym, co robimy, więc im to pokazaliśmy czarno na białym. Takie wyprawy jak moja do Ameryki Południowej nie mogą jednak przynieść efektu od razu. Trzeba na niego poczekać. Teraz mamy już tam wyrobione kontakty, wiemy, jak ten rynek funkcjonuje. Poza tym niedługo będziemy mieli tam swojego skauta i wtedy sytuacja znacznie się uprości. W sprawie transferów będziemy mogli działać szybciej niż ostatnio. Proszę także pamiętać, że skautingiem zajmujemy się od niedawna, bo on dopiero w Śląsku raczkuje. Naprawdę nie da się wszystkiego zrobić w rok. Oczywiście, moglibyśmy siedzieć i płakać nad poziomem polskiej ligi, ale my zamiast tego jeździmy, oglądamy zawodników i z nimi rozmawiamy. To przyniesie rezultat, ale potrzeba więcej cierpliwości. Klub piłkarski to nie piekarnia.
Dlaczego dobrzy zawodnicy mieliby przychodzić właśnie do Śląska? Nie jesteście ani najbogatsi w lidze, nie gracie w europejskich pucharach, a w lidze zajęliście słabe miejsce.
- Śląsk jest stabilny finansowo, a za chwilę będzie występował na nowym pięknym stadionie. Jesteśmy klubem z dużego miasta, w którym rozegrane zostaną mistrzostwa Europy w 2012 roku, a to - proszę mi wierzyć - podczas negocjacji ma dla piłkarzy spore znaczenie. Śląsk jest stabilny także sportowo, bo trener Ryszard Tarasiewicz z zespołem pracuje najdłużej w ekstraklasie. Mamy wizję budowy drużyny i ambitne cele. Warunki finansowe, które proponujemy piłkarzom, również są dość atrakcyjne. To nasze atuty.
Jaka jest ta wizja budowy Śląska ?
- Mówiąc w skrócie: zamierzamy wychowywać u siebie młodych zdolnych zawodników, a dodatkowo na całym świecie szukać takich, którzy mogliby nam pomóc. Dobrych graczy szukamy w Polsce, ale również Europie, Ameryce Południowej czy Azji. W naszym zamyśle mają być to zawodnicy rozwojowi, ale już doświadczeni. Chcielibyśmy, by dobrze prezentowali się nie tylko w Śląsku, lecz także w reprezentacjach narodowych.
Może się zdarzyć, że Śląsk latem nie zostanie wzmocniony?
- Takimi rozważaniami nawet się nie zajmuję. Nie sądzę jednak, byśmy zostali w tym miejscu, w którym jesteśmy. Myślę również, że rywale nam nie uciekną. W nadchodzącym sezonie chcemy zająć miejsce w pierwszej piątce ligi, ale przede wszystkim poprawić styl gry drużyny.
Czy budowa drużyny przez dwa czy trzy lata jest w ogóle możliwa? Przecież najlepszych piłkarzy mogą Wam od razu wykupić kluby znacznie bogatsze.
- Wszystkie kluby w Polsce muszą się z tym liczyć. Na dziś jesteśmy trzecią ligą europejską, ale trzeba robić wszystko, aby to zmienić. Poza tym za uzyskane pieniądze zawsze można kogoś pozyskać.
Jako trener koordynator mógł Pan w Śląsku realizować swoją wizję budowy drużyny?
- Zawsze mogłem, ale teraz jako dyrektor sportowy będę miał ku temu znacznie większe możliwości. Dostałem od zarządu formalne uprawnienia i mam być pośrednikiem między szefami klubu a sztabem szkoleniowym. To znacznie poważniejsza rola niż trener koordynator.
W Śląsku był Pan zatrudniany jako koordynator ds. szkolenia młodzieży. Klub jednak nadal młodzieży nie szkoli, bo w swoich strukturach nie ma żadnych drużyn juniorskich.
- To nie do końca tak. Współpracujemy z wieloma wrocławskimi klubami, więc mamy wpływ na szkolenie młodzieży, które w nich się odbywa. Będziemy tę współpracę nadal rozwijać, a od przyszłego roku w strukturach spółki znajdą się już cztery zespoły młodzieżowe, należące obecnie do wojskowego Śląska. Do ich przejęcia musimy się jednak przygotować pod względem finansowym. To krok w dobrym kierunku i trzeba powiedzieć, że nasz klub powoli zaczyna odbudowywać swoją pozycję w szkoleniu młodzieży.
Na przestrzeni ostatnich sezonów tylko jeden wychowanek Śląska czasami gra w podstawowym składzie pierwszej drużyny. Jest nim Tadeusz Socha. Pozostali młodzi zawodnicy szkoleni przez Śląsk, grający w drużynie Młodej Ekstraklasy, są aż tacy słabi?
- Nie są słabi, ale łatwiej byłoby ich wprowadzić, gdyby zespół wygrywał. Przy słabszych wynikach stało się to, niestety, trudniejsze. Ci chłopcy mają potencjał, ale czasami problem leży w głowach. Między innymi z tego powodu zdecydowaliśmy się na zatrudnienie psychologa. Trener Tarasiewicz cały czas będzie monitorował ich postępy i podejmie odpowiednie decyzje. Może niektórych z nich trzeba będzie wypożyczyć, by w niższych ligach nabrali nieco pewności siebie, a może to właśnie w tym sezonie eksplodują nam formą? Zobaczymy.
Do tej pory był Pan podwładnym trenera Ryszarda Tarasiewicza. Będzie się Pan potrafił przestawić w jego zwierzchnika?
- Nasze kontakty zawsze były partnerskie i takie pozostaną. Między nami nie ma żadnych problemów, a informacje o rzekomym konflikcie można włożyć między bajki.
Czy trener Tarasiewicz popełnił w zeszłym sezonie jakieś błędy szkoleniowe?
- Wszyscy mamy świadomość naszych błędów, ale nie chciałbym o nich mówić za pośrednictwem prasy. Nie chciałbym również oceniać gry zespołu, bo w zeszłym sezonie sprawowałem w klubie inną rolę niż teraz. Jako dyrektor sportowy będę mógł takiej analizy dokonać, ale dopiero po nadchodzącej rundzie jesiennej.
Czy boi się Pan, że jeśli drużyna osiągnie słaby rezultat, to będzie Pan musiał odejść wraz z trenerem Tarasiewiczem?
- O to proszę zapytać prezesa. Ja nie zaprzątam sobie tym głowy. Zupełnie nie mam na to czasu, tyle mam teraz roboty.