O tym, że sobotnie spotkanie nie jest zwykłym meczem o ligowe punkty, białostoczanie na własnej skórze przekonali się, gdy tylko pojawili się na murawie stadionu w Bydgoszczy, gdzie mieli zmierzyć się z Pogonią.
- Gdy tysiące kibiców obu drużyn krzyknęło, to pojawił się taki lekki dreszczyk emocji - przyznaje Rafał Gikiewicz.
- Chciałem podziękować kibicom z Białegostoku, jak też ze Szczecina, którzy stworzyli niezapomniane widowisko - dodaje Tomasz Frankowski, który w sobotę po raz trzeci w swej karierze sięgnął po Puchar Polski. - Jednak ten puchar smakuje zupełnie inaczej. Gdy grałem w Wiśle Kraków, to wówczas rozgrywano w finale mecz i rewanż. Teraz był tylko jeden pojedynek i emocje do samego końca.
Z opanowaniem emocji najbardziej nie mógł sobie poradzić Igor Lewczuk. Obrońca miał momentami nawet problem z przyjęciem piłki, jego podania również pozostawiały sporo do życzenia.
- Starałem się być przed meczem wyluzowany, ale skoncentrowany. Niestety dopadł mnie stresik i teraz, po meczu, nie czuję się najlepiej. Najważniejsze jednak jest zwycięstwo, wszystko inne schodzi na drugi plan - stwierdza Lewczuk.
Zanim białostoczanie mogli unieść w górę trofeum, musieli się sporo namęczyć. Co prawda, jak na faworyta przystało (grali wszak z zespołem z I ligi), od pierwszego gwizdka sędziego ruszyli do ataku, ale marnowali dogodne sytuacje do zdobycia gola. Radosława Janukiewicza w pierwszych dziesięciu minutach nie potrafili pokonać Kamil Grosicki, Tomasz Frankowski, czy Skerla (dwukrotnie).
Po początkowym naporze Jagiellonii na chwilę do głosu doszli zawodnicy Pogoni, którzy na boisko wyszli w ogóle jakby sparaliżowani stawką spotkania. W 12. min meczu przeprowadzili akcję, po której pomstowali na sędziego Roberta Małka. Po starciu z El Mehdim, który zastępował w podstawowym składzie pauzującego za kartki Thiago Cionka, w polu karnym upadł Marcin Bojarski. Arbiter nie dopatrzył się przewinienia i zamiast rzutu karnego, którego domagali się piłkarze ze Szczecina, ukarał Bojarskiego żółtą kartką za próbę wymuszenia "jedenastki".
- Zostałem sfaulowany - pieklił się po meczu Bojarski.
- Decydującym momentem w tym meczu był niepodyktowany dla nas rzut karny w pierwszej części spotkania - uważa kapitan Pogoni Olgierd Moskalewicz. - Chciałbym zobaczyć tę sytuację z odtworzenia, ale na boisku wydawało się, że był ewidentny karny.
Powtórki telewizyjne pokazują, że Marokańczyk rzeczywiście sfaulował Bojarskiego, ale przewinienie miało miejsce przed polem karnym. Na szczęście, oprócz tej jednej sytuacji, potem El Mehdi podobnie wielkich błędów już nie popełniał. Ponadto jego nie najlepszą postawę można zrzucić na karb problemów zdrowotnych. Obrońca już dawno powinien poddać się operacji.
Innym z graczy Jagiellonii, którego podczas przerwy w rozgrywkach czeka zabieg, jest Skerla. Litwin w sobotę jednak o tym nie myślał, nawet się tego wypierał. Był przeszczęśliwy, gdyż jego gol dał wygraną.
Lubi strzelać ważne bramki
W pierwszej części meczu białostoczanie posiadali przewagę, stwarzali sytuacje do zdobycia gola, ale wynik nie ulegał zmianie. Za każdym razem piłkarzom Jagiellonii brakowało odrobiny precyzji, bądź fenomenalnie interweniował Janukiewicz.
- Mimo to w przerwie w szatni było spokojnie. Trener mówił, aby nadal grać swoje i cierpliwie dążyć do zdobycia pierwszej bramki - mówi Rafał Grzyb.
Cierpliwość została nagrodzona tuż po zmianie stron. Dokładnie w 49. min. Wtedy to po rzucie rożnym piłka trafiła do Jarosława Laty. Ten uderzył w kierunku bramki, a tam fenomenalnie spisał się Skerla, który umieścił futbolówkę w siatce i szybko pobiegł pod sektor zajmowany przez około 5000 kibiców Jagiellonii. Za nim podążyli inni zawodnicy. Co ciekawe, Litwina mogło zabraknąć w sobotę w Bydgoszczy. W tym czasie powinien być bowiem na zgrupowaniu reprezentacji
- Jeszcze może zdążę - żartował po spotkaniu Skerla, który bramek nie strzela za wiele, ale jak już to robi, to zawsze jest to bardzo ważne trafienie. Dwa tygodnie temu zdobył gola w meczu z Ruchem Chorzów, który dał białostoczanom już stuprocentowe utrzymanie w ekstraklasie.
- To moja druga bramka w finałowym meczu w pucharze. Kiedyś, grając w Szkocji [Dunfermline Athletic FC - red.], również w spotkaniu finałowym zdobyłem gola, ale wtedy przegraliśmy. Pamiętam też bramkę strzeloną w reprezentacji w 89. min pojedynku z Wyspami Owczymi - wylicza Skerla.
Litwin został wybrany najlepszym zawodnikiem sobotniego finału, a golem zapewne przypieczętował przedłużenie kończącego się kontraktu w Jagiellonii.
Marnowali na potęgę
- Puchar jest nasz! Ten puchar do nas należy!... - śpiewali po strzeleniu gola przez Jagiellonię jej kibice, ale do końca meczu zostało jeszcze sporo czasu i zwycięstwo Jagiellonii nie było pewne. W 60. min serca sympatykom białostockiego klubu zabiły na pewno mocniej. Wówczas to Maksymilian Rogalski zdecydował się na uderzenie z dystansu. Na szczęście piłka trafiła tylko w poprzeczkę bramki Gikiewicza.
- W tej sytuacji dopisało mi trochę szczęście, ale najważniejsze jest to, że zdobyliśmy puchar. Ale jest ciężki - żartował bramkarz, będący jednym z niewielu zawodników Jagiellonii, który w drugiej części spotkania nie miał dogodnej okazji do zdobycia gola. Białostoczanie wręcz ośmieszali I-ligowych rywali, co chwila nacierając na bramkę strzeżoną przez Janukiewicza. Niespożyte siły miał Grosicki. Raz za razem po podaniach wychowanka Pogoni któryś z piłkarzy Jagi stawał oko w oko z bramkarzem przeciwników. Niestety, goli już nie było, choć spotkanie mogło się zakończyć nawet dwucyfrowym wynikiem.
- Nawet sam nie wiem, jak można było zmarnować takie okazje - kręcił głową Remigiusz Jezierski, który sam zaprzepaścił co najmniej dwie rewelacyjne sytuacje bramkowe.
- Wydawało się, że Kamil Grosicki bądź Remek wykorzystają swe okazje i zrobi się 2:0, a tak musieliśmy drżeć do końca. Najważniejsze jest zwycięstwo i puchar, a na to uczciwe zapracowaliśmy i zasłużyliśmy sobie - ocenia Frankowski.
Dzięki triumfie w Pucharze Polski białostoczanie zagrają w Lidze Europejskiej. Do zmagań przystąpią od trzeciej rundy. W niej mogą zmierzyć się m.in. z Liverpoolem czy Juventusem Turyn.
- Chciałbym trafić na Liverpool i zagrać na Anfield Road. Zaczynamy dopiero od trzeciej rundy, więc może szczęście nam dopisze. Jak spaść, to z wysokiego konia. Jak sprawiać niespodziankę, to wielką - mówi trener Michał Probierz.
Jagiellonia Białystok - Pogoń Szczecin 1:0 (0:0)
Strzelec bramki : Andrius Skerla (49).
Jagiellonia : Gikiewicz - Lewczuk (66. Burkhardt), Skerla, El Mehdi (73. Jezierski), Norambuena Ż - Bruno, Hermes, Grzyb, Lato - Grosicki, Frankowski (80. Jarecki).
Pogoń : Janukiewicz - Nowak (59. Lebedyński), Hrymowicz Ż, Jarun, Woźniak - Rogalski Ż, Mandrysz Ż (82. Wólkiewicz), Mysiak, Pietruszka - Moskalewicz, Bojarski Ż (68. Dziuba).
Widzów ok. 14000. Sędziował (jako główny) Robert Małek z Zabrza.