Im wyższe miejsce, tym większa premia od Canal+ dla klubu z Traugutta. W tym sezonie stacja przekaże klubom ekstraklasy łącznie blisko 120 mln zł. Połowa tej sumy podzielona zostanie równo pomiędzy 16 zespołów, 25 proc. rozdysponowane zostanie ze względu na liczbę meczów danej drużyny pokazanych w tej stacji, kolejne 25 proc. uzależnione jest od pozycji w tabeli.
Przed 29. kolejką Lechia była na wysokim 6. miejscu. Za zajęcie tej pozycji Canal + płaci 2,2 mln zł. Porażka z GKS Bełchatów spowodowała "obsunięcie" w tabeli aż o trzy pozycje. Za 9. miejsce premia jest już nisza i wynosi 1,6 mln - łatwo obliczyć, że to aż 600 tys. zł mniej. A można by je przeznaczyć np. latem na jakiś transfer. Piłkarze karzą przede wszystkim sami siebie. Klub traci mniej, bo w takim przypadku nie będzie musiał wypłacić im 40 proc. zamrożonych premii wynikających z realizacji celu, jakim jest miejsce w pierwszej ósemce, czyli około 700 tys. zł. Na Traugutta nikt tak jednak nie kalkuluje. - Jeden punkt spowodował obsunięcie w tabeli, ale jeden punkt z Jagiellonią może przesunąć nas z powrotem do ósemki, a trzy na szóste miejsce. I na nim, najwyższym z możliwych nam najbardziej zależy, bo zyska na tym prestiż klubu - mówi prezes Lechii Maciej Turnowiecki.
Możliwych wariatów zakończenia sezonu jest dla Lechii wiele, bo różnice w tabeli są minimalne. Przy najgorszym z nich gdańszczanie mogą spaść nawet na 12. miejsce. Lechia nie wygrała żadnego z dziewięciu ostatnich ligowych meczów, ale zwycięstwem z Jagiellonią może zyskać nie tylko premie, ale jeden z najlepszych sezonów w historii klubu. Jest więc o co grać.