Kątem oka. Bohaterów trzech

Przemysław Piotrowski
2010-04-21, ostatnia aktualizacja 2010-04-21 23:28

Bohater - osoba, która odznaczyła się niezwykłymi czynami, męstwem... Jacy byli bohaterowie 24. kolejki? Przedstawiamy trzech, i gdyby można wskazać trzy bieguny, to każdy z nich byłby z innego.

Michał Pulkowski i Łukasz Janoszka
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Michał Pulkowski i Łukasz Janoszka
Jacek Kiełb (Korona Kielce)
Fot. Jarosław Kubalski / AG
Jacek Kiełb (Korona Kielce)
Bartłomiej Grzelak jeszcze w barwach Legii Warszawa
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Bartłomiej Grzelak jeszcze w barwach Legii Warszawa
ZOBACZ TAKŻE
Łukasz Janoszka - bohater z metryki

Ruch Chorzów obchodził we wtorek piękny jubileusz. 14-krotny mistrz Polski skończył już 90 lat i wciąż ma się świetnie. Obecny sezon jest przy Cichej najlepszym od lat. "Niebiescy" biją się o najwyższe cele i na sześć kolejek przed ligowym finiszem zajmują trzecie miejsce w tabeli. To, że po ostatnim meczu utrzymali pozycję na podium zawdzięczają trzem golom Łukasza Janoszki. W meczu z Odrą 23-latek najpierw wyprowadził swój zespół na prowadzenie, a w końcówce, kiedy piłkarze z Wodzisławia zrobili bardzo wiele, żeby zepsuć jubileusz Ruchowi, dwoma trafieniami zapewnił chorzowianom radosne świętowanie 90. rocznicy.



- Jaki tam ze mnie bohater. Cały zespół pokazał charakter. Pewnie, że się cieszę bo jeszcze w życiu nie strzeliłem trzech goli w lidze - mówił po meczu wychwalany przez wszystkich Janoszka. Piłkarz Ruchu ma smykałkę do strzelania bramek we krwi. Jego ojciec Marian jest żywą legendą innego Ruchu - tego z Radzionkowa, dla którego zdobył 45 bramek w ekstraklasie. Łukasz dopiero zaczyna gonić tatę, bo na koncie ma zaledwie goli 8. Wiele wskazuje jednak na to, że jeśli nie pojedynczy Janoszka, to przynajmniej cała rodzina wejdzie kiedyś do zaszczytnego "Klubu stu".

Jacek Kiełb - bohater wrażliwy

"Polały się łzy me czyste, rzęsiste,
Na me dzieciństwo sielskie, anielskie,
Na moja młodość górną i durną,
Na mój wiek męski, wiek klęski,
Polały się łzy me czyste, rzęsiste"

Czy Jacek Kiełb, schodząc z boiska i zasiadając na ławce rezerwowych, wcielił się na chwilę w rolę Adama Mickiewicza? Faktem jest, że nikt od wielkiego poety lepiej nie opisałby stanu umysłu piłkarza Korony Kielce. Kiełb zmarnował swój czas na boisku, marnując w tym czasie kilka dobrych okazji. Stąd marnie skończyć musiał. Trener Sasal dobrze zna granice swojej cierpliwości, a te w meczu z GKS Bełchatów sięgały do 58. minuty meczu.

- Ile można? Ile można? - retorycznie i z nieskrywanym rozdrażnieniem pytał schodzącego z placu gry piłkarza szkoleniowiec. 22-latek musi wreszcie zrozumieć, że czasy juniorskie dawno się skończyły i teraz nikt słabszego występu tak łatwo nie wybaczy. Kto wie, czy obdarzony wcześniej sporym zaufaniem pomocnik nie zatrzyma się na ławce rezerwowych na dłużej... Tak czy inaczej ambicja i zaangażowanie emocjonalne Kiełba powinny być wzorem dla innych.



Bartłomiej Grzelak - bohater ze skazą

O napastniku Legii właściwie zawsze jest głośno. A to irytująco długo zmaga się z kontuzjami, a to jest nieskuteczny. Bywa też nieostrożny i łatwo podpada wiecznie niezadowolonym kibicom, albo na długo przed końcem sezonu zapowiada, że odchodzi z klubu, czym drażni pracodawcę.

Po co więc taki piłkarz Legii? Odpowiedź jest prosta. Patrząc tylko od strony piłkarskiej Grzelak jest napastnikiem znakomitym. Może nie zawsze potwierdza to na boisku, ale momentów, po których można bić mu brawo jest w ligowym sezonie bardzo wiele.

Jeden z takich momentów nadszedł w 34. minucie meczu Legii z Jagiellonią. Napastnik gospodarzy w fantastyczny sposób zmieścił piłkę obok wybiegającego Grzegorza Sandomierskiego i odebrał piłkarzom Jagiellonii ochotę do gry.



Legia wygrywa, Grzelak strzelił, jest bohaterem. Blask sławy i sukcesu nieco chyba piłkarzowi wadził, bo jeszcze przed końcowym gwizdkiem postanowił okryć się cieniem i w nieostrożny/złośliwy/zamierzony/brutalny (niepotrzebne skreślić) sposób zatakował Thiago Cionka. Legionista zszedł zatem do szatni z olbrzymią rysą na wizerunku. Nie mniejszą niż bruzda na czole rywala, któremu być może już każde spojrzenie w lustro przypominać będzie to starcie.



  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos