Kątem oka. Jeden mecz, jedna chwila mogą zmienić wiele

Przemysław Piotrowski
2010-04-06, ostatnia aktualizacja 2010-04-06 00:18

Zaczęło się finałowe odliczanie. Już tylko siedem kolejek do końca sezonu. Teraz nawet jeden mecz może odmienić los niektórych drużyn. Ba! To faza sezonu, w której o udanym bądź nie finiszu może zadecydować jeden moment.

Inauguracja ekstraklasy: Korona Kielce - Polonia Warszawa (4:0). Niepocieszony Sebastian Przyrowski
Fot. Paweł Małecki / Agencja Gaz
Inauguracja ekstraklasy: Korona Kielce - Polonia Warszawa (4:0). Niepocieszony...
Joel Tshibamba
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Joel Tshibamba
25. kolejka. Legia - Lech 1:1. Semir Stilić w walce z Arielem Borysiukiem i Maciejem Rybusem
Fot. Kuba Atys / AG
25. kolejka. Legia - Lech 1:1. Semir Stilić w walce z Arielem Borysiukiem i...
Mówią, że diabeł tkwi w szczegółach

Czasami jeden detal sprawia, że bieg wydarzeń zmienia nagle kierunek i zaczyna zmierzać w zupełnie innym. Linia, na której opisana jest przyszłość, gdy napotka najmniejszą nawet przeszkodę, odbija się od niej, skręca i biegnie nowym torem. Z biegiem czasu, zgodnie z teorią efektu motyla, to minimalne odchylenie powoduje coraz większe oddalenie od pierwotnej drogi.

Jeszcze latem Józef Wojciechowski mierzył co najmniej w europejskie puchary. Teraz celem Polonii Warszawa jest uratowanie Ekstraklasy. Piłkarze Jose Bakero drogę do utrzymania mają bardzo wyboistą. Dosłownie. W sobotnim meczu, w dniu w którym być może zagrali najlepsze spotkanie w tym roku, pokonało ich własne boisko.

Kiedy z końcem sezonu okaże się, że "Czarnym Koszulom" zabraknie do bezpiecznej pozycji w tabeli jednego punktu, już teraz wiemy, jaki mecz zostanie z tej okazji przypomniany. Tymczasem możemy tylko przypuszczać, ale to nawet prawdopodobne, że szczegół w postaci wystającej kępy trawy zadecyduje o degradacji piłkarzy z Konwiktorskiej.



Gol duetu Piątek-Przyrowski to nie jedyny zwrotny moment w tej kolejce. Trzy dni wcześniej, tym razem na sztucznej, równej jak dywan murawie, doszło do innej kuriozalnej sytuacji.

Arka, choć przegrywała do przerwy, w drugiej połowie zagrała zdecydowanie lepiej i zasłużenie wyszła na prowadzenie. W 94. minucie do dobicia przeciwnika przymierzał się Joel Tshibamba. Podanie od Bartosza Ławy, które dostał napastnik gdynian, było jak widelec, na który wystarczyło nabić rywala. Snajper, który wcześniej przyczynił się do sensacyjnego zwycięstwa Arki z mistrzem Polski, minął już bramkarza Polonii Bytom i zabierał się do finałowego ukłucia, ale... nie trafił do pustej bramki.

- Mówiłem, że się zemści - powiedział Dariusz Pasieka w chwilę po tym, jak Grzegorz Podstawek pozbawił gospodarzy dwóch punktów, wyrównując na 2:2.



Tak jak nierówne boisko w przypadku Polonii, tak i zmarnowana okazja Arki potrafiły zemścić się na obu zespołach. Ale czy zgubione w tak kuriozalny sposób punkty mogą zadecydować o spadku z ligi? Czy jednostkowe, pozornie mało istotne w świetle długiego sezonu sytuacje mogą mieć aż tak olbrzymie konsekwencje? Mówią, że diabeł tkwi w szczegółach

Europa ucieka Legii

Jeszcze kilka dni temu eksperci, kibice i dziennikarze zastanawiali się czy Stefan Białas po przejęciu Legii może sprawić psikusa Wiśle i Lechowi, sprzątając im sprzed nosa mistrzowski tytuł. Słabi na starcie wiosny warszawianie mieli pod batutą byłego komentatora ligi francuskiej odzyskać formę i ruszyć w kierunku fotela lidera.

- Największym powodem do satysfakcji jest stały i widoczny postęp - mówił po udanym meczu z Lechią Białas. Legia podniosła się w Gdańsku z kolan, a zażarta pogoń za wynikiem w tamtym spotkaniu miała zwiastować narodziny nowego, silnego zespołu.

Następna kolejka i starcie z Lechem przyniosły jednak dużo bardziej wymierny obraz siły piłkarzy spod znaku "elki". Mecz na Bułgarskiej musiał też skrzywić nieco minę optymistycznie wcześniej patrzącego w przyszłość Białasa. Legia wyłączyła się z walki o tytuł, ale to nie wszystko. Piłkarze z Łazienkowskiej już wcześniej zamknęli sobie jedną drogę do Europy, a teraz, podążając drugą, muszą przyspieszyć tempa, by dogonić pewniej zmierzający w kierunku pucharów Ruch.



Umarł król, niech żyje król!

- Nie wpuszczę żadnej bramki do końca sezonu - zapowiadał półżartem przed startem rundy Arkadiusz Onyszko. Trzeba przyznać, że bramkarz Odry poczucie humoru ma wyszukane, zważywszy na fakt, że wzmocnił drużynę zamykającą ligową tabelę.

Mijały pierwsze tegoroczne mecze i dość szybko charyzmatycznego bramkarza zaczęto traktować poważniej. Coraz częściej, zamiast analizować napisaną przez niego książkę, zaczęto zadawać sobie pytanie, który z czołowych klubów ligi przygarnie Onyszkę po sezonie. A już w Wodzisławiu, przebywający tam przecież bardzo krótko piłkarz stał się w kilka tygodni królem lokalnego podwórka.

Pięć meczów i tylko jedna puszczona bramka. Czyste konto w starciach z Legią i Lechem. To właśnie postawa bramkarza dodawała całemu zespołowi pewności siebie i przekładała się na bezcenne punkty. Nic dziwnego, że starcia z Odrą mógł w lidze obawiać się każdy.

Choć do Bełchatowa wodzisławianie jechali bardzo osłabieni, to piłkarze GKS nie mogli czuć się pewni swego. Raz ze względu na wybitną formę Arkadiusza Onyszki, a dwa z powodu najnowszej historii. Bo oto niepokonana na wiosnę drużyna gościła na boisku zespołu, który przegrał dwa ostatnie mecze. Duże znaczenie miała też statystyka. Z jednej strony tylko bramka stracona w pięciu meczach przez Odrę, a z drugiej trzy gole od początku sezonu jako dorobek najskuteczniejszego piłkarza gospodarzy.

Ta sama statystyka, jak na dzień 1 kwietnia przystało, została w jedną chwilę odwrócona do góry nogami. Zdobywający wcześniej średnio jedną bramkę co cztery mecze Dawid Nowak, strzelił w godzinę dwa gole bramkarzowi, który do tej pory dawał się pokonać co meczów pięć.



Onyszko wracał do Wodzisławia z bagażem w sumie trzech goli i jego dotychczasowy wyczyn zostanie zapewne, przynajmniej do następnej udanej serii, zapomniany. Gdzie jedna passa się kończy, zaczyna się druga. Dawid Nowak, półgłosem już w Bełchatowie krytykowany, odrodził się w najlepszym momencie. Kto wie, czy bramki zdobyte w czwartkowym meczu nie zwiastują dopiero początku strzelania napastnika GKS?



  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów