Rozmowa z Kamilem Grosickim
Tomasz Piekarski: Po niedzielnym zwycięstwie 2:0 Jagiellonii nad Piastem Gliwice możecie chyba lekko odetchnąć?
Kamil Grosicki: W zasadzie można tak powiedzieć, bo trochę oddaliliśmy się od dołu tabeli. Ale też mamy niewiele więcej punktów od ostatnich zespołów w rozgrywkach, i nadal nasza sytuacja jest trudna. Liczy się jednak zwycięstwo nad Piastem i to, że nadal idziemy do przodu.
Początek spotkania nie był jednak najlepszy w waszym wykonaniu. Czym to było spowodowane?
- Zgadza się, że początek meczu był trochę chaotyczny w naszym wykonaniu, ale z minuty na minutę graliśmy coraz lepiej. W końcu strzeliliśmy gola, potem drugiego i wygraliśmy, a to jest najważniejsze.
Rozpocząłeś mecz na ławce rezerwowych, ale jeszcze przed przerwą wszedłeś na boisko za Remigiusza Jezierskiego. Byłeś zaskoczony?
- Zaskoczony to byłem, że nie grałem od początku, a nie tym, że tak szybko nastąpiła zmiana. Ale to był wybór trenera. Ode mnie wymaga się, abym dobrze grał. Nawet jak wchodzę z ławki, to mam pokazywać to samo, co pokazałbym, jakbym grał od początku, i to robię. Wydaje mi się, że swym wejściem na boisko wniosłem ożywienie w poczynania zespołu i w drugiej połowie strzeliliśmy kolejną bramkę.
Przy której zaliczyłeś asystę, chociaż podanie było niedokładnie, bo piłkę zagrałeś za plecy dla Tomasza Frankowskiego. On jednak nawet leżąc na boisku potrafił zdobyć gola.
- Podanie było bardzo dokładne i odpowiednie tylko Tomek za szybko wbiegł na piłkę i dzisiaj sam mi to powiedział. Ja nie jestem Ronaldinho, że zawsze zagram mu piłkę na pół metra przed nim.
Po ostatnich spotkaniach można powiedzieć, że zamieniłeś się w asystenta. Najpierw po twoich podaniach padły dwa gole w meczu Pucharu Polski z Koroną Kielce, a teraz asystowałeś przy drugiej bramce z Piastem.
- Czyli jest nieźle i oby dalej tak było.
Po spotkaniu z Koroną trener Michał Probierz mówił, że zagrałeś dobrze, ale też dodawał, iż jedna jaskółka wiosny nie czyni. To w niedzielę była druga jaskółka?
- Nie wiem w zasadzie, co mam na to powiedzieć. Wydaje mi się, że w Jagiellonii wyrobiłem sobie na tyle markę, żeby mieć pewien kredyt zaufania od trenera. Jestem tu już półtora roku i chyba wszyscy mnie znają, wiedzą jak gram. Jeżeli po dwóch słabszych meczach w moim wykonaniu ktoś mnie skreśla, to wydaje mi się, że jest w błędzie. Przecież każdemu słabsze spotkania się przytrafiają.
Czym było spowodowane to, że w pierwszych wiosennych meczach grałeś słabiej niż jesienią?
- Może tym, że okres przygotowawczy miałem bardzo dobry. Wszyscy mnie chwalili, a ja w pierwszych meczach po zimowej przerwie byłem jakiś niepewny swych umiejętności. Na szczęście już to przeszło i będzie tylko lepiej.
Po każdym meczu na drugi dzień przeglądasz gazety, a śledzisz fora internetowe?
- Przeglądam fora, ale tylko jak ktoś mi powie, że coś o mnie gdzieś piszą. W ostatnim czasie nie było miłe to co mogłem na swój temat wyczytać w internecie. Nie wiem czy pisali to kibice Jagiellonii, czy jakichś innych drużyn.
Z jednej strony po tych pierwszych wiosennych meczach pojawiały się w internecie głosy bardzo krytyczne na twój temat, a z drugiej w zasadzie podczas każdego spotkania możesz liczyć na wsparcie kibiców, którzy skandują twoje nazwisko.
- Właśnie więc dlatego nie wiem, kto pisze te bzdury w internecie. Może piszą to jakieś pojedyncze osoby. Ja uważam, że chyba dużo szczęścia i radości dostarczyłem kibicom przez te półtora roku, od kiedy jestem w Jagiellonii. Dopiero po moim przyjściu do zespołu z Białegostoku, ale oczywiście nie tylko moim, a również Tomka Frankowskiego i jeszcze paru zawodników, o Jagiellonii zaczęło się mówić w Polsce, a nie tylko na Podlasiu. Jeżeli ktoś pisze jakieś komentarze, to niech sobie przypomni, w jakim miejscu Jagiellonia była półtora roku temu.
Może kibice krytykują cię, bo czekają, aż zaczniesz strzelać bramki. W niedzielę pierwsze wiosną gole w lidze strzelił Tomasz Frankowski, to teraz czas na ciebie.
- Ja cieszę się, jak zagram Tomkowi piłkę do pustej bramki i jak on strzeli gola. Chociaż oczywiście też chce strzelać, i mam nadzieję że tak będzie, ale ze spokojem do tego wszystkiego podchodzę. Na razie są asysty i nie jest źle.
Mecz z Piastem z trybun stadionu oglądał Jacek Zieliński, asystent trenera reprezentacji Franciszka Smudy. Myślisz, że po tym, co zobaczył, szepnie na twój temat jakieś dobre słowo selekcjonerowi?
- Trener Smuda i trener Zieliński dobrze mnie znają i wiedzą, na co mnie stać. Myślę, że jeżeli chodzi o brak powołań dla mnie od trenera Smudy, to nie chodzi tu o moją formę sportową, ale inne rzeczy. Trener Smuda podobno myśli, że mogę mu młodszych zawodników "rozprowadzić". Chodzą takie pogłoski, a przecież to są totalne bzdury. Mam nadzieję, że trener Smuda takich słów nie używał. Jeżeli jednak używał, to mogę tylko powiedzieć, że się myli, i powinien mnie oceniać jako zawodnika pod względem mojej formy, a nie patrzeć na to, co kiedyś robiłem. Jestem teraz innym człowiekiem.
Liczysz na to, że dostaniesz szansę występu w reprezentacji prowadzonej przez trenera Smudę?
- Pewnie, że tak. Uważam, że przez półtora roku gry w Jagiellonii pokazałem się w naszej ekstraklasie na tyle, żeby dostać szansę w kadrze. Wcześniej dostałem szansę występu w reprezentacji od trenera Stefana Majewskiego, i było nieźle. Więc czemu miałbym nie dostać powołania od trenera Smudy? Gdy widzę powołania zawodników z ekstraklasy, i nie mam tam mojego nazwiska, to czasami jest mi naprawdę smutno. Mam jednak nadzieję, że jak złapie teraz odpowiednią formę, to w końcu dostanę szansę również od trenera Smudy.
A jak długo pograsz jeszcze w Jagiellonii? Zimą miałeś kilka propozycji przejścia do zagranicznych klubów, teraz podobno jest zainteresowanie z Włoch.
- Nie wiem, na razie nie chcę nic mówić. Zobaczymy, co będzie pod koniec sezonu.
Prezes Jagiellonii Cezary Kulesza podczas zimowej przerwy mówił, że teraz nie zostaniesz sprzedany, bo zespół ma do odrobienia dziesięć ujemnych punktów (kara za korupcję), i przede wszystkim musi utrzymać się w lidze. Twierdził, że transfer jest możliwy, ale dopiero latem.
- Dlatego zobaczymy, co będzie, jak będą jakieś konkretne oferty i ja będę z nich zadowolony, to na pewno je rozważę. Na razie jestem w Białymstoku. Czuje się tu bardzo dobrze, mam super znajomych, jest super drużyna, super prezesi, czyli jest naprawdę fajnie.
Nie czujesz niepewności przed transferem zagranicznym? Wcześniejszego wypożyczenia do FC Sion miło nie możesz wspominać, w zasadzie w ogóle nie grałeś, a potem były jeszcze problemy z odejściem z zespołu ze Szwajcarii.
- Moja przygoda w Szwajcarii na pewno nie była udana, ale zadecydowały o tym inne sprawy i problemy. Jak już powiedziałem wcześniej, teraz jestem innym człowiekiem. Myślę też, że jestem lepszym piłkarzem niż byłem, gdy przychodziłem do Jagiellonii. Na chwilę obecną dobrze czuje się w Jagiellonii. O Jagiellonii coraz więcej mówi się w Polsce, z każdym w lidze walczymy jak równy z równym. Jak będę chciał zmienić klub, to tylko chyba zagraniczny zespół będzie wchodził w rachubę. Na razie skupiam się jednak tylko na grze w Jagiellonii i na tym, żeby nasz zespół utrzymał się w lidze.
Po zwycięstwie nad Piastem awansowaliście na 11. pozycję w tabeli, ale z drugiej strony droga do utrzymania jest jeszcze długa.
- W dole tabeli jest bardzo ciasno. Jednak jak często mówi trener Probierz, czy ktoś pamięta, że my do sezonu przystępowaliśmy z minus dziesięcioma punktami? My na boisku wywalczyliśmy w tym sezonie już 33 punkty, czyli dużo. Oczywiście naszym celem jest jednak utrzymanie, ale też chcemy zdobyć Puchar Polski, przecież jesteśmy już w półfinale tych rozgrywek.
Zanim rozegracie pierwszy mecz półfinałowy z Lechią Gdańsk w Pucharze Polski (6 kwietnia), czeka was starcie w lidze. W czwartek zagracie na wyjeździe z Cracovią, która w ostatniej kolejce została rozbita 1:4 przez Ruch Chorzów. Wy też jesteście w stanie odnieść tak przekonujące zwycięstwo?
- Cracovia na pewno już nie powtórzy tak słabego meczu, jak zagrała z Ruchem. Dlatego też czeka nas ciężkie spotkanie. Ale my jesteśmy w stanie ze wszystkimi wygrywać, czy to jest mecz u siebie, czy na wyjeździe. Możemy pokonać wszystkich bez różnicy, czy to jest Wisła Kraków, Legia Warszawa, Piast Gliwice, czy oczywiście Cracovia.
Kamil Grosicki
Urodził się 8 czerwca 1988 r. w Szczecinie. Piłkarz ofensywny - pomocnik, napastnik. W ekstraklasie debiutował w miejscowej Pogoni na miesiąc przed ukończeniem 18. roku życia. Później podpisał czteroletni kontrakt z Legią Warszawa. Tam zrobiło się głośno o jego problemach pozaboiskowych (przede wszystkim z hazardem). Legia wypożyczyła go do FC Sion, gdzie grał incydentalnie. Pomocną dłoń do zawodnika wyciągnął Cezary Kulesza, jeden z właścicieli Jagiellonii, a obecnie jej prezes. Od lutego 2009 r. Grosicki jest jednym z najważniejszych zawodników białostockiej drużyny.
W reprezentacji Polski seniorów rozegrał dotychczas trzy spotkania.