Bełchatowscy fani zapewne nie zgodzą się z teorią, że tylko ich zespół ma już wakacje. I... też będą mieli argumenty. Bo zakładając, że Ruch Chorzów zdobędzie Puchar Polski (ale mistrzostwa już nie) - nawet czwarte miejsce w końcowej klasyfikacji da awans do europejskich pucharów. Problem jest jeden: czy to jeszcze równie atrakcyjny cel jak kiedyś - dziś puchary dla przedstawiciela z Polski to perspektywa manka w kasie po wylosowaniu przeciwnika z Kazachstanu plus konieczność wybiegania na boisko już w czerwcu, bo słaby ranking skazuje nas na najwcześniejsze fazy kwalifikacji. Finał mundialu jest niemal w połowie lipca, a wiadomo, że polski futbolista lubi oglądać kolegów po fachu w pełni urlopowego lenistwa, przy grillu, z zasłużonym - w jego pojęciu - piwem w ręce.
Pomijając PGE GKS i Lechię, cztery kluby konkurują o mistrzostwo Polski, a aż dziesięć o ligowy ratunek. W czubie rywalizacji drugi oddech złapały pod nowymi trenerami Wisła i Legia, które po ubiegłotygodniowym rozstaniu z Pucharem Polski mają czas już wyłącznie na myślenie o mistrzostwie Polski. Jeśli nie powtórzy się ubiegłoroczny przypadek przegrania tytułu przez Lecha (osiem remisów w 11 ostatnich spotkaniach) w potyczkach z maluczkimi (jasne, innych faworytów możliwość wpadnięcia w dołek również dotyczy) - obyśmy doczekali się wreszcie rozstrzygnięcia w trzech wielkich meczach na szczycie - już w najbliższą sobotę Lech gra w Poznaniu z Legią, w 25. kolejce Wisła zmierzy się w Krakowie z Lechem, a w kolejce nr 28 w Warszawie zaplanowano spotkanie Legii z Wisłą.
W poprzednim sezonie owe trzy wisienki na torcie były pestkami na zakalcu - dwa remisy, łącznie raptem pięć goli. Nasza liga wciąż czeka na megahity, których składnikiem są superemocje i gole, a rezultatem - wszystko albo nic. Jak choćby niezapomniane widowisko sprzed ponad dekady, kiedy Widzew pokonał Legię na Łazienkowskiej 3:2, przegrywając pięć minut przed końcem 0:2 - i zdobył mistrzostwo Polski kosztem rywala. Takiego pieprzu polskim ligowym daniom brakuje od dawna.
Nie mniej gorąco będzie prawdopodobnie aż do 15 maja w dole tabeli. Dodatkową wartością walki na ligowych nizinach jest to, że w porównaniu z rundą jesienną losy kilku zespołów zdążyły się kompletnie odmienić. Odra Wodzisław, którą wielu widziało już na pierwszoligowych boiskach, uparcie pnie się w górę, ale furorę robi drugi zimowy spadkowicz - Zagłębie.
Wygląda na to, że drużynie z Lubina zaczęło iść naprawdę świetnie dopiero wtedy, kiedy Franciszek Smuda na dobre odszedł do kadry. Dowodem na to jest liderowanie przedostatnich po pierwszej rundzie lubinian w tabeli wiosny oraz... czujne zachowanie samego Smudy, który już kilka razy w wywiadach niby konspiracyjnie dawał do zrozumienia, że jest w stałym kontakcie ze swoim następcą Markiem Bajorem, który ponoć konsultuje z nim każdą decyzję. Widać, że szkoleniowiec reprezentacji jest łasy na zasługi - jeśli Zagłębie miałoby się bez kłopotów w lidze utrzymać, i to osiągnięcie jest gotów wziąć na siebie.
Z kolei ci, którzy zimowiska spędzili z dość komfortową przewagą (Polonia Bytom, Śląsk Wrocław, Cracovia), w pięciu wiosennych kolejkach głównie dostawali w tyłek, co skutkuje tym, że Ryszard Tarasiewicz może za chwilę z potencjalnego kandydata na zawojowanie ligi po uruchomieniu milionowych transzy Zygmunta Solorza stać się spadkowiczem bez przyszłości, a Janusz Filipiak zamiast puszyć się w sławie właściciela, który wydał rekordowe sumy na transfery, będzie nagle pośmiewiskiem piłkarskiej Polski.
W każdym razie - jeśli liczba zespołów walczących o ligę składa się z dwóch cyfr - to znaczy, że w każdej kolejce meczów ze stawką będzie wiele. I to istotnie jest zaleta ekstraklasy. Bo jeśli gramy słabo, przynajmniej grajmy o coś.
Tabela wiosny| 1. Zagłębie Lubin | 5 | 13 | 10-2 |
| 2. Lech Poznań | 5 | 11 | 9-2 |
| 3. Ruch Chorzów | 5 | 10 | 10-4 |
| 4. Odra Wodzisław | 5 | 9 | 4-1 |
| 5. Korona Kielce | 5 | 8 | 4-5 |
| 6. Wisła Kraków | 5 | 7 | 6-3 |
| 7. GKS Bełchatów | 5 | 7 | 5-4 |
| 8. Legia Warszawa | 5 | 7 | 6-6 |
| 9. Jagiellonia Białystok | 5 | 7 | 4-4 |
| 10. Arka Gdynia | 5 | 6 | 4-7 |
| 11. Lechia Gdańsk | 5 | 5 | 5-8 |
| 12. Polonia Warszawa | 5 | 5 | 4-8 |
| 13. Piast Gliwice | 5 | 4 | 3-7 |
| 14. Polonia Bytom | 5 | 4 | 2-5 |
| 15. Śląsk Wrocław | 5 | 3 | 4-6 |
| 16. Cracovia | 5 | 3 | 6-11 |
Frankowski wyprzedził ScherfkegoZobacz 132. gol Frankowskiego w ekstraklasie »Z 10. na 9. miejsce awansował Tomasz Frankowski na liście wszech czasów strzelców polskiej ligi. Napastnik Jagiellonii Białystok dzięki dwóm trafieniom we wczorajszym meczu z Piatsem Gliwice ma już 132 gole - o jedno wyprzedził Fryderyka Scherfkego. Następny do pokonania jest dawny snajper Lecha Poznań Teodor Anioła, który zaliczył 138 bramek.
186 - Ernest Pohl
182 - Lucjan Brychczy
167 - Gerard Cieślik
155 - Włodzimierz Lubański
154 - Teodor Peterek
153 - Kazimierz Kmiecik
145 - Jan Liberda
138 - Teodor Anioła
132 - Tomasz Frankowski
131 - Fryderyk Scherfke
Pavol Stano - 400 proc. normyStano strzela kolejną bramkę - wideo »32-letni obrońca Korony Kielce w każdym z dotychczasowych sezonów w polskiej lidze strzelał jednego gola - 2007/08 dla Polonii Bytom, 2008/09 dla Jagiellonii Białystok. Kiedy rundę jesienną obecnych rozgrywek zakończył w Jagielloni z jednym trafieniem na koncie, wydawało się, że po zimowym transferze do Korony Kielce limit goli już wyczerpał. Tymczasem Słowak w pięć meczów poprawił swój bilans aż o 3 gole!