Bełchatów coraz bliżej czołówki

MACIEJ BLAUT, WODZISŁAW, DAB
2010-03-08, ostatnia aktualizacja 2010-03-08 12:17

Po pokonaniu Piasta Gliwice bełchatowianie tracą już tylko sześć punktów do lidera

GKS - Wisła 1:0. Piłkarze i kibice GKS cieszą się ze zwycięstwa
Fot. Malgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
GKS - Wisła 1:0. Piłkarze i kibice GKS cieszą się ze zwycięstwa
Ostatnia kolejka była wymarzona dla PGE GKS-u. Bo oprócz Lecha Poznań wszystkie drużyny ze ścisłej czołówki, czyli Wisła Kraków, Legia Warszawa i Ruch Chorzów, przegrały swoje mecze. Do prowadzącej w tabeli Wisły bełchatowianie tracą już tylko sześć punktów, zaś do trzeciego miejsca, gwarantującego udział w europejskich pucharach, już tylko cztery.

Ale oprócz odrobienia kilku punktów do czołowych zespołów, podopieczni trenera Rafała Ulatowskiego odnieśli jeszcze jeden sukces - po raz pierwszy w historii pokonali w ekstraklasie Piasta Gliwice. Wcześniej nie dość, że nie potrafili zdobyć z tą drużyną trzech punktów, to nieosiągalną sztuką pozostawało dla nich zdobycie choćby jednej bramki.

Wczoraj PGE GKS stawił się na stadionie w Wodzisławiu w glorii pogromców mistrzów Polski i udowodnił, że jest w dobrej formie.

Od początku meczu to goście nadawali ton wydarzeniom na boisku. Długo nie mogli jednak znaleźć sposobu na pokonanie Rafała Kwapisza. Najbliżej szczęścia był Dawid Nowak, ale po jego uderzeniu piłkę zmierzającą do bramki Piasta w ostatniej chwili wybił Maciej Michniewicz. Szczęście do bełchatowian uśmiechnęło się pod koniec pierwszej połowy. Patryk Rachwał oddał fantastyczny strzał z 30 metrów. Uderzenie pomocnika GKS-u było świetne, a piłka odbiła się jeszcze od słupka, bramkarz Piasta nie miał żadnych szans na obronę. - Rzadko strzelam gole. A z takiej odległości jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło - mówił Rachwał. - Co do meczu, to niepotrzebnie zgotowaliśmy sobie nerwową końcówkę. Mieliśmy kilka dogodnych sytuacji do podwyższenia rezultatu.

Co ciekawe, po rundzie jesiennej szkoleniowiec bełchatowian zwracał uwagę na niską skuteczność środkowych pomocników. Po niedzielnym meczu powinien być więc podwójnie szczęśliwy.

Przy drugim golu dla PGE GKS-u wina Kwapisza jest już bezsporna. Najpierw źle piąstkował piłkę po rzucie rożnym, a po chwili przepuścił pod brzuchem piłkę niezbyt mocno kopniętą przez Janusza Gola. - Zawaliłem przy obu golach. Nie pomogłem dziś kolegom. Bardzo ich za to przepraszam - mówił podłamany Kwapisz, który w poprzedniej kolejce był... najlepszym zawodnikiem swojego zespołu.

Goście grali znakomicie, zaś podopieczni trenera Dariusza Fornalaka bardzo słabo. Poczynania gospodarzy w ofensywie ograniczyły się do dwóch niecelnych strzałów Sebastiana Olszara. Zawodził nawet nieomylny zwykle Kamil Glik. Stoper Piasta w niedawnym meczu reprezentacji z Bułgarią radził sobie świetnie z Dimitarem Berbatowem z Manchesteru United. Skrzydłowy GKS-u Tomasz Wróbel okazał się jednak trudniejszym rywalem, bo kilka razy ośmieszył gliwiczanina.

Poza tym GKS mądrze się bronił i groźnie kontratakował. Niewiele brakowało, aby Nowak dołożył trzeciego gola dla swojego zespołu i zupełnie pogrążył Piasta.

Honor gospodarzy dopiero w doliczonym czasie gry uratował Paweł Gamla, który wykorzystał sytuację sam na sam z Łukaszem Sapelą. Na doprowadzenie do remisu zabrakło już czasu. - Najłatwiej byłoby powiedzieć, że to bramkarz zawalił nam mecz, ale tak nie jest. Przegrała cała drużyna. Dla tych, którzy spisują nas na straty, mam złą wiadomość: utrzymamy się w ekstraklasie - komentował Fornalak.

Trener GKS-u promieniał po meczu ze szczęścia. - Nie dość, że przełamaliśmy fatalną passę meczów z Piastem, to na dodatek po raz pierwszy od roku strzeliliśmy gola zza pola karnego! Po raz pierwszy udało mi się też zdobyć punkt w starciu z drużyną prowadzoną przez Dariusza Fornalaka - uśmiechał się Ulatowski.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy