Arkadiusz Piech mówi, że w jego żyłach płynie krew wymieszana z ambicją, a jego były trener zapowiada, że nowy napastnik niebieskich może być postrachem ekstraklasy
Fot. Renata Dąbrowska / Agencja
Maciej Sadlok interweniuje z uśmiechem. Obok niego Lubomir Lubenow
Na początek przekonali się o tym piłkarze Arki Gdynia, bo to gol debiutanta Piecha przesądził o efektownym zwycięstwie (3:0) chorzowskiej drużyny.
Wojciech Todur: Niektórzy czekają na gola w ekstraklasie latami, inni całe życie. Pan potrzebował ledwie kilku minut!
Arkadiusz Piech: - Jeszcze jestem w szoku! No nie spodziewałem się takiego debiutu. Trudno zebrać myśli.
Zaimponował Pan dynamiką, sprytem i egoizmem
- Myślę, że trenerzy chcą, żeby właśnie tak grali napastnicy. Muszę być - jak to mówią - lisem pola karnego. Potem zastanawiałem się czy nie powinienem odegrać piłki do Patryka Stefańskiego. Tyle, że on wcale nie miał takiej czystej pozycji. Obrońca przecież deptał mu po piętach.
Po meczu wrócił Pan do szatni i
- Sięgnąłem po telefon, a ten czerwony od sms-ów i nieodebranych połączeń. To super uczucie wiedzieć, że tyle osób cię wspiera! Bardzo mobilizujące.
Gdzie się Pan nauczył grać w piłkę?
- Na podwórku w rodzinnej Świdnicy. Na początku podpatrywałem starszych kolegów, a potem za namową jednego z nich trafiłem do klubu. Sparta/Polonia, potem Gawin Królewska Wola i Widzew. W Łodzi jednak zatrzymała mnie kontuzja, której doznałem na rozgrzewce przed pucharowym meczem z... Ruchem. Można powiedzieć, że dzięki tamtemu urazowi jestem teraz w Chorzowie.
Miał Pan sportowych idoli?
- Ronaldinho! Barcelona! W domu rodzinnym do dziś wiszą plakaty z Brazylijczykiem. Jest niesamowity.
Pisaliśmy w "Gazecie", że jest Pan mistrzem Europy z roku 2007. Co prawda amatorów, ale zawsze.
- Piękna historia. Strzeliłem nawet gola Portugalczykom! To wtedy poczułem, że to całe granie, treningi mają sens. Jestem dumny ze złotego medalu. Nawet teraz wisi sobie tuż obok mnie.
Wracajmy na Cichą. Bliżej Panu do Andrzeja Niedzielana czy Artura Sobiecha?
No jednak do Andrzeja. Nie mam takich warunków fizycznych jak Artur. Jestem jednak znacznie niższy. Ale za to jestem szybki, chociaż na setkę nigdy nie biegałem.
Działacze są też pod wrażeniem Pana ambicji. Mówili, że w czasie zgrupowania w Turcji był Pan strasznie poobijany, a i tak rwał się Pan na boisko.
W - moich żyłach płynie krew wymieszana z ambicją. W Turcji - szczególnie po spotkaniu z Kazachami - rzeczywiście ledwo stałem. Ale nie odpuściłem. Już taki jestem.
Co dalej? Po tak dobrym otwarciu sezonu.
- Świetnie wracało nam się do Chorzowa. Wierzymy, że po następnym meczu z Zagłębiem Lubin atmosfera będzie równie dobra. Sam też liczę na kolejne bramki.