Tomasz Osowski: Polonia fatalnie zaczęła wiosnę. Po porażce 0:3 z Lechem Poznań nastroje w zespole muszą być minorowe.
Łukasz Trałka: Dokładnie tak jest, ale na pewno nie ma rezygnacji. To nie był w naszym wykonaniu jakiś katastrofalny mecz. Po prostu Lech w pierwszej połowie oddał jeden strzał i zdobył gola, a po przerwie sytuacja się powtórzyła - pierwszy groźny strzał i bramka. Potem, chcąc odrobić straty, odkryliśmy się i zostaliśmy dobici. Ja jednak wiem, że nasz zespół stać na lepszą grę i wierzę, że pokażemy ją już w Gdańsku.
Sytuacja Polonii powoli staje się krytyczna. Do Gdańska przyjedziecie z nożem na gardle, czy to jeszcze za szybko na takie stwierdzenie?
- Skoro zespół znajduje się w strefie spadkowej, trzeba tak powiedzieć. Do końca sezonu zostało tylko - i aż - 12 meczów. W każdym musimy walczyć o zwycięstwo, bo nikt w klubie nie dopuszcza myśli, że Polonia mogłaby spaść. To byłaby katastrofa.
Wasz prezes Janusz Wojciechowski już zaczyna swoje słynne marudzenie. Po pierwszym meczu najwięcej dostało się trenerowi Jose Marii Bakero, którego pozycja wydawała się niepodważalna. Jak gra się w atmosferze ciągłych narzekań ze strony prezesa?
- Ja już się do tego przyzwyczaiłem, przecież nie od dziś wiadomo, że prezes Wojciechowski to wybuchowy człowiek (śmiech).
A jak wam piłkarzom współpracuje się z Bakero?
- Znakomicie. To naprawdę wspaniały człowiek i dobry fachowiec. Okres przygotowawczy był bardzo udany i naprawdę nie wiem, dlaczego zaliczyliśmy taki falstart. Jednak jestem pewny, że prędzej czy później zaskoczymy.
Już w sobotę gracie w Gdańsku z Lechią. Czy dobra postawa i wysokie miejsce w tabeli biało-zielonych jest dla pana zaskoczeniem?
- Jak najbardziej, zresztą myślę, że nawet dla Lechii jest to zaskoczenie. Od kiedy ja grałem w Gdańsku [Trałka odszedł z Lechii w lutym 2009 roku - red.], zespół przeszedł ogromną metamorfozę. Jest pewny swoich umiejętności, gra odważniej, nie ma wahań formy. Według mnie w dużej mierze jest to zasługa trenera Tomasza Kafarskiego.
Zatem to Lechia będzie faworytem sobotniego meczu?
- Wiadomo, jak trudno gra się w Gdańsku przy 12 tys. ludzi. Już ostrzegam moich nowych kolegów, że na Lechii atmosfera na trybunach jest zupełnie inna niż na Polonii i muszą przygotować się na żywiołowy doping ze strony miejscowych kibiców. Ja osobiście lubię grać w takiej atmosferze i już cieszę się na przyjazd do Gdańska - pierwszy, od kiedy odszedłem z Lechii.