3:0 na Konwiktorskiej to najwyższa w dziejach ligowa wyjazdowa wygrana Lecha Poznań nad Polonią Warszawa. Ligowa, bo przecież pamiętamy wyższe pogromy w Pucharze Polski - pamiętne 6:2 w 1995 r.
Teraz efektowne 3:0 przyszło w bardzo odpowiednim momencie. Po pierwsze - to początek rundy wiosennej, podczas której "Kolejorz" ma walczyć o mistrzostwo Polski. Po wtóre - 3:0 przychodzi w momencie, gdy Wisła Kraków rozpoczyna rundę wiosenną tak, jak powinna była ją rozpocząć, o ile walka o tytuł ma mieć jeszcze jakikolwiek sens. Od porażki z GKS Bełchatów. No i na koniec jeszcze - wysoka wygrana 3:0 z Polonią Warszawa zamyka niemal klamrą okres kłopotów - przejściowych, należy mieć nadzieję - w jakie wpadł Lech już w sierpniu zeszłego roku, zaraz po tak udanym początku sezonu. Ba, udanym to mało powiedziane! Lechici osiągali imponujące wyniki - 3:1 na wyjeździe z Piastem Gliwice, 5:0 z Koroną w Kielcach, 6:1 z Fredrikstad FK na wyjeździe. Potem przyszła jednak gra we Wronkach i zaczęły się wpadki. A cezurą oddzielająca czas pogromów od czasu kłopotów był właśnie mecz z Polonią Warszawa, przegrany 2:4. - Polonia nigdy potem już takiego meczu nie zagrała - mówił trener Zieliński. Prawda, ale Lech także już nigdy nie zagrał takich meczów, jak te z Piastem, Koroną i Fredrikstad.
Kto zatem wie, czy teraz także mecz z Polonią Warszawa nie okaże się kolejną cezurą - tym razem w drugą stronę.
Na razie sytuacja Lecha jest bardzo dobra. Serię meczów bez porażki przedłużył on już do 10 spotkań (ostatni raz lechici znaleźli pogromcę w Legii Warszawa jeszcze we wrześniu 2009 r.). A tak wysokim wynikiem "Kolejorz" nie otworzył wiosny od 22 lat, od wygranego 3:0 meczu z GKS Jastrzębie 11 marca 1989 r. Ba, od czasu wprowadzenia przerwy zimowej, czyli roku 1962 podobnie wysokie otwarcie wiosny zdarzyło się Lechowi raptem dwukrotnie - poza 1989 r. był to jeszcze wygrany 3:0 mecz z Gwardią Warszawa w 1979 r.
Zielińskiemu zatem udało się pójść drogą Franciszka Smudy - dokonać czegoś tak imponującego, jak już dawno nikomu się nie udało. W wypadku obecnego Lecha jednak imponujący jest jedynie wynik z Warszawy. Bo już gra "Kolejorza" - nie, co jest raczej jasne dla tych, którzy mecz widzieli. Poznaniacy zrobili w Warszawie sporo błędów, bardzo blado wypadli w pierwszej połowie. Byli jednak w stanie, nie zważając na to, przeprowadzić kilka akcji na poziomie rzadko osiągalnym dla kogokolwiek w polskiej ekstraklasie. Przykład: akcja, po której padła bramka na 2:0. Te akcje pokazują, jak duża jest wartość tej drużyny i jak olbrzymie są jej możliwości. Na Konwiktorskiej nie w pełni jeszcze wykorzystane.
Aż skóra cierpnie, gdy się pomyśli, co się stanie, gdy Lech zacznie je wykorzystywać.