Widać było jak na dłoni, że młody trener PGE wiedział, jaką dobrać taktykę na starcie z mistrzem Polski, i że pomysł się sprawdził. Przykro było patrzeć na jednego z największych twardzieli ligi Radosława Sobolewskiego, którego niczym gończe psy co rusz podwajali rywale, wybijając mu piłkę spod nóg i z głowy.
Ale czy wpadka krakowian na starcie ligowej wiosny jest wystarczającym pretekstem, by natychmiast zacząć im odmawiać szans na obronę tytułu? Oczywiście, że nie - przed rokiem po osiemnastu kolejkach Wisła miała sześć punktów mniej niż ma dziś, w tabeli była czwarta i traciła do warszawskiej Legii trzy punkty (dziś ma dwa przewagi). Przy takiej samej liczbie porażek (4) - co oznacza, że w tym sezonie krakowianie potrafią wygrywać, a nie tylko ciułać punkciki.
Co innego rzecz jasna wymiar statystyczny, a co innego - poziom sportowy, morale i kondycja finansowa. Jeśli wierzyć szeptom dobiegającym spod Wawelu, trener Maciej Skorża wcale nie ma superpozycji w klubie, a brak zimowych supertransferów może się w kontekście niewiadomego zdrowia Pawła Brożka bardzo szybko przełożyć na wyniki. Podsumowując - Wisła zaczęła fatalnie, ale choć sezonu jeszcze nie przegrała, już musi brać się za siebie.
Legia - jak to Legia. Nie miała prawa pokonać Cracovii (trzy czwarte meczu grała w dziesiątkę, w ataku niemal przez cały mecz nie istniała), ale jednak pokonała 2:1. Pytanie wciąż jest jedno - o ile z pewnością można wyszarpać punkty w niejednym meczu, o tyle czy da się wyszarpać mistrzostwo Polski po całym szarpanym sezonie?
Nie udał się start odnowionej Odrze Wodzisław, która zimą hurtowo sprowadzała stare gwiazdy. Licznik zakupów zatrzymał się na 10, a w piątkowym meczu z Lechią Gdańsk w porównaniu z ostatnią kolejką jesieni w zespole z Wodzisławia zobaczyliśmy ośmiu nowych graczy. Nie pomogli ani wynikowo (0:0), ani sportowo - mecz był, jak to się mówi, przenudny.
O Bełchatowie było już przy Wiśle, ale warto dodać, że chłopaki grają tam prawdopodobnie w myśl zasady - im gorzej, tym lepiej. Niejasna przyszłość klubu, nie wiadomo, co z ewentualną dalszą pomocą PGE, po sezonie kończą się kontrakty siedmiu podstawowych zawodników - to nie są okoliczności mogące napędzać psychikę zawodników. A jednak w potyczce z mistrzem Polski napędziły. Na razie chapeau bas, ale poczekajmy, co będzie dalej.
Ruch Chorzów, rozbijając w Gdyni Arkę 3:0, udowodnił jedno - że jak nikt potrafi w tym sezonie ogrywać maluczkich (11 zwycięstw, 2 remisy, 0 porażek w meczach z drużynami spoza pierwszej piątki). Ale wciąż trzeba czekać, by potwierdził swą wielkość w starciu z mocarzami, z którymi mierzył się w tych rozgrywkach pięciokrotnie (z Wisłą dwa razy) i nie zdobył choćby marnego punkciku.
Dwa mgnienia Roberta Lewandowskiego plus dobicie w wykonaniu Krzysztofa Mikołajczaka po cudnych akcjach wystarczyły, by Lech Poznań zawstydził trenera Jose Marię Bakero, który od pierwszego meczu ligowej wiosny miał podnosić Polonię z kolan (0:3). Hiszpan zrobił ewidentny falstart, po pierwszej kolejce wiosny znalazł się na miejscu spadkowym, ale z rozliczeniami jeszcze poczekajmy.
Lech - podobnie jak Legia - odrobił trzy punkty do Wisły. Ale najważniejsze jest to, co pokazał w stolicy - że z Siergiejem Kriwcem i Semirem Stiliciem (w sumie trzy genialne asysty) ani myśli rezygnować z walki o mistrzostwo Polski.
Wygraj Ligę "Wygraj Ligę" - największy piłkarski konkurs w Polsce - wystartował! To już 18. edycja gry, w której bierze udział nawet kilkadziesiąt tysięcy drużyn. Stwórz własny zespół, załóż lub dołącz do ligi prywatnej, rób transfery, ściągaj sponsorów.
Zagraj i "Wygraj Ligę"! » Zwycięzca zdobędzie 10 000 zł, ale pula nagród to aż 25 000 zł. Zapraszamy do gry.