Lech Poznań sprowadził dotąd jedynie innego Białorusina Siergieja Kriwca, a i tak będzie jednym z.... najaktywniejszych klubów z czołówki na rynku transferowym w zimowym okienku. Więcej wzmocnień raczej tej zimy już nie będzie. Dogranie kilku umów z piłkarzami, którzy interesują "Kolejorza", poznański klub przełożył na czerwiec.
- Interesują nas tylko solidne transfery i wzmocnienia. Interesują nas gracze pokroju Siergieja Kriwca. Nie zamierzamy zadowalać się półśrodkami. Jeśli zatem nie możemy na razie sprowadzić graczy, na których nam zależy, nie będziemy w to miejsce ściągać jakichś piłkarzy zastępczych - mówi dyrektor sportowy "Kolejorza" Marek Pogorzelczyk, który poleciał na zgrupowanie poznańskiej drużyny do Turcji m.in. po to, by dograć sprawę transferu białoruskiego napastnika Witalija Rodionowa z BATE Borysow.
- Rozmowy się odbyły, ale utknęły. Jest impas - zakomunikował Pogorzelczyk po spotkaniu z Białorusinem. Przypomnijmy, że Lech i Rodionow nie mogli się porozumieć np. w sprawie długości i rodzaju kontraktu. Lech był zainteresowany wypożyczeniem z opcją. Rodionow chciał podpisać długi, czteroipółletni kontrakt definitywny. - Nie to jest jednak głównym powodem impasu. Chodzi o osobiste kwestie Rodionowa, co do których umówiliśmy się, że nie będziemy ich rozstrząsać w mediach - mówi Pogorzelczyk. Wiadomo, że nie chodzi o żadne problemy zdrowotne kandydata do gry w ataku "Kolejorza".
Rodionow zasili Lecha najprawdopodobniej w czerwcu. Na letnie okno transferowe przełożony został także transfer słowackiego piłkarza Jana Novaka z MFK Koszyce. Tej zimy transfery Lecha prawdopodobnie się zakończyły.
Przebywający na zgrupowaniu w tureckim Belek poznański Lech dziś rozegra mecz sparingowy z serbską drużyną Crvena Zvezda Belgrad. Wczoraj lechici mieli wolne popołudnie, wcześniej trenowali. Indywidualne zajęcia mieli Tomasz Bandrowski i Panamczyk Luis Henriquez. Pierwszy jest poobijany po niedawnym, zremisowanym 1:1 towarzyskim meczu z Dinamem Zagrzeb. Henriquez natomiast narzeka na mięsień czworogłowy nogi.
Marcin Kikut - tak jak zapowiadał na naszych łamach - trenuje w Belek w ochronnym kasku na głowie, który upodabnia go do słynnego czeskiego bramkarza Petra Cecha. To pokłosie pęknięcia czaszki, jakiego nabawił się po upadku ze schodów pod koniec zeszłego roku.