- Nie powiem, że mnie to cieszy, ale żył sobie z tego powodu nie otworzę, bo nie zamierzaliśmy być mistrzami sparingów i przygotowywać się na gry kontrolne - odparł trener Lecha Jacek Zieliński, pytany o to, czy nie martwi go, że "Kolejorz" nie wygrał w tym roku jeszcze ani jednego spotkania. Po trzech remisach i porażce na obozie w La Mandze, w sobotę lechici strzelili tyle samo goli, co drużyna z drugiej ligi. - Wyniki teraz nie są najważniejsze. Liczy się to, żebyśmy jak najlepiej przygotowali się do sezonu. Wtedy ma być forma - oznajmił spokojnie Robert Lewandowski. - W Hiszpanii nie wygraliśmy meczu, ale nie graliśmy tam z kelnerami czy leszczami, tylko z solidnymi zespołami - tłumaczył Zieliński. - Natomiast dzisiaj sparing odbył się w bardzo trudnych warunkach i wynik był sprawą drugorzędną. Powiedziałem zawodnikom, że zdrowie jest najważniejsze i żeby wytrwali bez kontuzji do końca.
Nie wszystkim to się jednak udało. W 30. min Siergiej Kriwiec wygrał walkę w powietrzu, ale po chwili bardzo nieszczęśliwie upadł na plecy. Nie mógł biegać, więc pokuśtykał do szatni. - Ma stłuczony talerz biodrowy - oznajmił Maciej Łopatka ze sztabu Lecha. Okazało się, że kontuzja jest bolesna, ale niezbyt poważna i Białorusin nie trafi na długą listę piłkarzy, którzy leczą się, zamiast przygotowywać do rundy wiosennej.
Większość na tej liście stanowią obrońcy, więc przeciwko Zawiszy zagrał tylko jeden (Bartosz Bosacki), który ma szansę na grę w podstawowym składzie. Jego partner Manuel Arboleda skręcił w piątek staw skokowy, ale nie jest to groźny uraz. Kolumbijczyk powinien zagrać w piątkowym spotkaniu z Dinamem Zagrzeb w Turcji.
W przeciwieństwie do obrony, druga linia i atak były w Lechu najmocniejsze z możliwych. Przez dwadzieścia minut poczynania Lecha w ataku mogły się podobać. Potem spotkanie się wyrównało, a w końcówce pierwszej połowy Zawisza solidnie naciskał. Okazję do efektownej parady po strzale z dystansu Tomasza Podgórskiego miał więc Jasmin Burić, który wcześniej miał prawo zmarznąć. - Zawisza grał z o wiele większym zaangażowaniem. Natomiast u nas było widać, że zawodnicy nie wkładają nogi tam, gdzie nie trzeba, w obawie przed kontuzją - tłumaczył nieoczekiwany scenariusz tej części gry trener Lecha.
Piłkarze z Bydgoszczy częściej faulowali, byli bardziej zadziorni. Chcieli do maksimum wykorzystać okazję zmierzenia się z Lechem, zanim wiosną wrócą do walki o awans do pierwszej ligi. - Nic innego się nie liczy. Tylko awans - mówił w Grodzisku były obrońca "Kolejorza" Tomasz Midzierski. W drugiej części najgroźniejszy na boisku był inny były gracz Lecha Marcin Sobczak. To on zdobył wyrównującą bramkę, gdy w polu karnym wykorzystał swój słuszny wzrost i strzałem głową pokonał Krzysztofa Kotorowskiego. - Tak jak w meczu z Tromsoe ktoś tam kogoś nie pokrył przy stałym fragmencie i to jest denerwujące - przyznał trener Zieliński. Natychmiast też zauważył, że trudno mieć w tej sytuacji do kogoś pretensje, skoro w trzech czwartych obrona Lecha składała się wówczas z bardzo młodych zawodników.
W drugiej części na placu nie został już żaden podstawowy piłkarz Lecha, a szansę pokazania się dostali m.in. Jan Zapotoka i Tomasz Mikołajczak. Słowak zmarnował zresztą sytuację sam na sam z bramkarzem, bo kopnął z 12 m obok słupka. Przy stanie 1:1 Mateusz Możdżeń z ostrego kąta nie trafił do pustej bramki.
"Kolejorz" jutro wylatuje na zgrupowanie do Turcji, a do drużyny ma tam dołączyć nowy napastnik. Jak mówi trener Zieliński, w grę wchodzi nie tylko Białorusin Witalij Rodionow.
Lech Poznań - Zawisza Bydgoszcz 1:1 (1:0)
Bramki: 1:0 Peszko (9. min, po podaniu Lewandowskiego), 1:1 Sobczak (88., głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego)
Lech w I połowie: Burić - Możdżeń, Bosacki, Tanevski, Henriquez - Injac, Bandrowski - Peszko, Stilić, Kriwiec (34. Cueto) - Lewandowski.
Lech w II połowie: Kotorowski - Wolkiewicz, Walasek, Ratajczak, Henriquez - Możdżeń, Zapotoka, Drygas, Golla, Cueto - Mikołajczak.