Była 62. min pojedynku z szóstym zespołem ligi norweskiej. Zza linii bocznej na boisko wbiegł Manuel Arboleda, najpierw przeżegnał się, a pierwsze metry pokonał, skacząc na prawej nodze - jakby opóźniał zrobienie kroku drugą. To przez kontuzję mięśnia lewego uda Kolumbijczyk stracił niemal całą pierwszą część sezonu. A Lech jednego ze swoich najlepszych piłkarzy. Wczoraj Arboleda znów zagrał dla "Kolejorza".
Większość z tego, co dobre w grze Lecha, zobaczyliśmy w pierwszej połowie meczu z Norwegami. Ta zaczęła się nieszczególnie, bo w 5. min piłkarze Tromsoe dość łatwo rozegrali piłkę na prawym skrzydle i po dośrodkowaniu stamtąd gola głową, z bliska, w tzw. krótki róg, zdobył niewysoki Mohammed Jama. I obrońcy Lecha, i bramkarz Jasmin Burić mogli zachować się lepiej.
Potem jednak przez prawie pół godziny trudno byłoby zobaczyć, kto stoi w bramce "Kolejorza", bo Norwegowie nawet się do niej nie zbliżali. Lech grał bardzo dobrze, atakował przeciwników nawet przy ich polu karnym i często przejmował piłkę. Dzięki temu zdobył dwa gole i stworzył sobie kilka niezłych sytuacji.
W 8. min Semir Stilić przejął podanie tuż przed szesnastką, wbiegł w nią i oddał strzał. Niezbyt dokładny, bo prawą nogą, ale Sead Ramović tylko dobił piłkę. Pierwszy był przy niej Siergiej Kriwiec i zdobył swojego drugiego gola w Hiszpanii.
Współpraca Białorusina ze Stiliciem układała się momentami znakomicie. Ten drugi, jeśli szukał na boisku Roberta Lewandowskiego, próbował jak najczęściej rozgrywać piłkę właśnie z Kriwcem. To po ich akcji były gracz BATE Borysów został popchnięty w polu karnym i Lech dostał od sędziego "jedenastkę". Bartosz Bosacki strzelił jednak fatalnie i bramkarz Tromsoe spokojnie złapał piłkę.
Kriwiec ze Stiliciem jeszcze raz popisali się przed przerwą. W 35. min pierwszy przechwycił podanie, zagrał piłkę do Bośniaka, a ten natychmiast odegrał do Lewandowskiego. Nieskuteczny dotąd na zgrupowaniu (z Tromsoe był już wcześniej sam na sam z bramkarzem, ale źle wypuścił sobie piłkę) reprezentant Polski trafił tym razem pod poprzeczkę. Akcja była śliczna.
Błysnął też Burić, który najpierw wygrał pojedynek z Vegaardem Braatenem (łatwo uciekł Bosackiemu), a w doliczonym czasie przed przerwą ładną paradą odbił piłkę po strzale z dystansu Toma Hoegliego. W drugiej części bramkarz Lecha miał coraz więcej okazji do interwencji, bo jego koledzy radzili sobie coraz gorzej. Skład, w którym coraz więcej było zmienników, potrafił utrzymywać się przy piłce, ale na jakieś efektowne zagrania nie było już co liczyć. Ładną, indywidualną akcją błysnął młody Bartosz Bereszyński, z wolnego strzelał Stilić i na tym skończyła się aktywność Lecha w ofensywie.
Tromsoe miało więcej okazji, ale to poznaniacy nadal prowadzili 2:1. Gdyby wygrali, zachowaliby szansę na wygranie towarzyskiego turnieju La Manga Cup. Rywale nie mieli już na to szans, ale walczyli do końca. Już po 90 min w pole karne Lecha przybiegł nawet bramkarz Ramović, trochę poprzeszkadzał Buriciowi i ten po chwili znów puścił piłkę do siatki po uderzeniu głową z bliska. Arboleda tym razem jeszcze nie pomógł...
- Na pewno zabrakło nam dziś w niektórych momentach koncentracji, ale w tej ostatniej akcji meczu przede wszystkim konsekwencji. W ostatniej minucie nie można po prostu tracić takiej bramki, ale zrzucam to już na zmęczenie zawodników. Było dziś po nich widać, że trochę już mają dość tego obozu. Graliśmy jednak dziś fajną piłkę, szczególnie dopóki na boisku był ten wyjściowy skład - mówił po meczu trener Lecha Jacek Zieliński.
Lechici doskonale znają już zasadę turnieju, że w przypadku remisu strzela się rzuty karne. Przerabiali to już po meczach z Odd Grenland i Valerengą Oslo. I tak jak pokonali tamte zespoły, tak i tym razem lepiej strzelali "jedenastki". A było ich aż osiem serii. W Lechu spudłował Kriwiec, ale w ósmej serii bohaterem został Burić - sam obronił strzał przeciwnika, a po chwili wykorzystał karnego.
W ostatnim meczu Odd Grenland pokonał Valerengę 3:1 i wygrał La Manga Cup. Lech zajął w nim trzecie miejsce, za co dostał 5 tys. euro. "Kolejorz" wyprzedził tylko Tromsoe, a gdyby nie druga bramka stracona wczoraj, wygrałby turniej.
Lech Poznań - Tromsoe IL 2:2 (2:1)
Bramki: 0:1 Jama (5.), 1:1 Kriwiec (8.), 2:1 Lewandowski (35.), 2:2 Reginiussen (90.)
Lech: Burić - Szałek, Bosacki (62. Arboleda), Djurdjević - Henr~quez (46. Kamiński) - Bandrowski (46. Injac), Zapotoka (46. Możdżeń) - Peszko (57. Cueto), Stilić, Kriwiec - Lewandowski (57. Bereszyński Ż ).