Warszawski klub w zaledwie kilka miesięcy przeszedł drogę z nieba do piekła. Zespół, który zakwalifikował się do europejskich pucharów z czwartej pozycji w lidze, był o krok od awansu do finału Pucharu Polski, teraz broni się przed spadkiem. W tym sezonie Polonia przegrała w ekstraklasie dziesięć spotkań (z czego aż cztery na Konwiktorskiej), odpadła z Pucharu Polski z pierwszoligową Pogonią Szczecin. Ma 20 punktów mniej niż rok temu na zakończenie rundy, którą kończyła na trzeciej pozycji z punktem straty do Legii i Lecha. Dziś ma punkt przewagi nad przedostatnim w tabeli Zagłębiem Lubin.
Klub padł ofiarą mylnych decyzji prezesa i właściciela podjętych w letniej przerwie: pozostawienia na stanowisku trenera Jacka Grembockiego, zatrudnienia w roli dyrektora sportowego Henryka Apostela, zbytniej ufności w rady byłego prezesa PZPN Michała Listkiewicza.
Za Grembockiego Polonia odniosła co prawda dwa efektowne zwycięstwa ze Śląskiem Wrocław i Lechem, ale też przegrała na własnym stadionie z Buducnostią Podgorica i Lechią Gdańsk, poniosła klęskę w Kielcach z Koroną 0:4. 43-letniego szkoleniowca, który właśnie został nowym trenerem Znicza Pruszków, obciążają przede wszystkim transfery: sprowadzenie na Konwiktorską za 450 tys. złotych ze Znicza Daniela Kokosińskiego, z Węgier za 200 tys. euro Tamasa Kulcsara (za podszeptem Listkiewicza), podpisanie kontraktu z 32-letnim Michałem Chałbińskim, który - co udowodnił w tej rundzie - najlepsze lata ma już zdecydowanie za sobą. Wszystkie decyzje akceptował zwolniony po zaledwie dwóch miesiącach pracy Henryk Apostel.
Zatrudniony po Grembockim Duszan Radolsky nie był w stanie - nie mając przy tym możliwości dokonania transferów - nic zmienić. Miał też wyjątkowego pecha, bo nagle z drużyny przez kontuzje wypadali mu najlepsi zawodnicy: Tomasz Jodłowiec, Igor Kozioł, Daniel Mąka, Radek Mynarz, Sebastian Przyrowski. Klub rozwiązał kontrakt z Jarosławem Lato. Do pozostałych piłkarzy Słowak nie potrafił trafić, tak jak w miesiąc uczynił jego następca José Maria Bakero.
Hiszpan przez kilka tygodni pracy na Konwiktorskiej rozpoczął proces naprawy, którego efekty były widoczne po wynikach - remisie na Łazienkowskiej, zwycięstwie z Polonią Bytom. Bramki stracone w ostatnich minutach meczów z Koroną Kielce i Śląskiem nie psują jego wizerunku. Przyszedł do kompletnie rozbitej mentalnie i fizycznie grupki piłkarzy i stworzył z nich zespół. Piłkarzy takich jak Kokosiński i Chałbiński po kilku treningach odsunął od meczowej kadry. Kulcsara, który gra jako rezerwowy, potrafi zdjąć po półgodzinie meczu.
Bakero pokazał, że ma wizję prowadzenia Polonii, przy tym dzięki swojej sławie uczynił ją w końcówce rundy najbardziej popularnym polskim klubem. Zatrudniając go, Wojciechowski wymazał z pamięci wcześniejsze decyzje w sprawie trenerów. Całkiem możliwe, że jeśli przedłuży z nim tymczasowy kontrakt, przez półtora roku nie będzie musiał podejmować kolejnych.
Józef Wojciechowski, właściciel Polonii Warszawa
Wyboru nie mam. Muszę się dogadać z Bakero. W poniedziałek i wtorek będziemy rozmawiać. Chcę się zorientować, czego on potrzebuje, powiem mu, czego ja oczekuję. Ten sezon jest stracony, ale liczę, że zajmiemy pewne miejsce w środku tabeli i zbudujemy zespół na kolejny. Takie zadanie chcę postawić trenerowi Bakero.
Na razie stworzył mi na nowo zespół, zdyscyplinował piłkarzy, udowodnił, że potrafi poukładać drużynę. Nie skreślę go za trzy minuty meczu ze Śląskiem, bo lepszego trenera nie znajdę i nie zamierzam go szukać. We Wrocławiu przegraliśmy pechowo, zresztą piłkarze przez cały mecz harowali, podchodzili w dwóch, trzech do przeciwnika i potem końcówkę zagrali na sztywnych nogach. Czasami tak bywa.
Żałuję, że nie zagrał Tomek Jodłowiec. On miał wejść na ostatnie 20 minut. Na pewno by nam bardzo pomógł, ale ja nie wiem, czy on chce jeszcze grać w piłkę. Badania zrobione przez naszego lekarza, który przecież jest uznanym fachowcem, wykazały, że nadawał się do gry. Zleciliśmy również niezależne badania w renomowanej warszawskiej klinice. Tam też lekarz powiedział, że Jodłowcowi nic nie jest. Tomek większy problem niż w kostce ma z głową. To jest duży kłopot dla zespołu, bo nie pomógł kolegom, a drużyna ma stanowić jedność. Jeśli przyjdzie do mnie dobra oferta dla niego, to go na pewno sprzedam, ale musi to być dobra oferta, bo wykupiłem go za niemałe pieniądze [1,5 mln euro za trzy karty zawodników: Jodłowca, Sebastiana Przyrowskiego i Radosława Majewskiego] od Zbigniewa Drzymały.