Serbski napastnik Śląska w tym sezonie zagrał zaledwie w czterech meczach i zdobył cztery gole. Dzięki jego trafieniom wrocławianie wygrali bardzo ważne mecze z Zagłębiem Lubin oraz Piastem Gliwice i teraz są już w środku ligowej tabeli. W Śląsku najbardziej martwią się jednak, aby skuteczny napastnik nie doznał kolejnej kontuzji. Urazy nękają piłkarza, odkąd w zeszłym sezonie przyszedł do wrocławskiego zespołu.
W minionym sezonie Sotirović miał problem z łydką i kolanami, a w tym z mięśniami dwugłowymi uda. Kilka tygodni temu Sotirović pojechał na specjalistyczne badania do Krakowa i od tego czasu jego zdrowie wyraźnie się poprawiło. Wprawdzie we wtorek zawodnik nie trenował, gdyż poczuł ból w nodze, ale badania nie wykazały niczego poważnego i serbski napastnik ma zagrać w sobotę przeciwko Odrze Wodzisław.
Michał Karbowiak: W meczu z Piastem Gliwice strzelił Pan dwie bramki, ale mimo to narzekał na swoją grę. To zadziwiające.
Vuk Sotirović (piłkarz Śląska): Jestem dla siebie najsurowszym sędzią, nie potrzebuję czytać tego, co piszą w gazetach czy internecie. Prawda jest taka, że mecz z Piastem na początku nie układał się ani mnie, ani mojej drużynie. Dostawałem górne piłki, nie potrafiłem się przy nich utrzymać. Dopiero strzelone bramki dały mi pewność siebie. Dobrze, że wykorzystałem te okazje, bo np. w spotkaniu z Lechem Poznań też miałem sytuacje, a nie zdobyłem gola. Widać, że mimo wszystko jeszcze mam braki w treningach.
Pan jest kiedykolwiek z siebie zadowolony?
- Tak. Byłem zadowolony po meczu z Zagłębiem Lubin, bo strzeliłem ważną bramkę i dałem coś drużynie. Dobrze, że jak już zdobywam gole, to wygrywamy, a nie są to trafienia tylko na pocieszenie. Zwycięstwo nad Zagłębiem było bardzo ważne, gdybyśmy ich nie pokonali, to znaleźlibyśmy się w bardzo nieciekawej sytuacji. Seria siedmiu meczów bez zwycięstwa siedziała nam wtedy w głowach, ale teraz już o tym zapomnieliśmy. Do końca roku mamy przed sobą jeszcze cztery spotkania i uważam, że możemy zdobyć w nich przynajmniej 10 punktów.
Bez Pana wrocławski zespół w ofensywie prezentuje się marnie. Śląsk jest uzależniony od Vuka Sotirovicia ?
- Nie lubię odpowiadać na takie pytania. Myślę, że w poprzednich meczach robiliśmy po prostu za dużo głupich błędów i dlatego nie było zwycięstw. Z Polonią Warszawa przegraliśmy w trzy minuty, w innych spotkaniach łapaliśmy czerwone kartki. Trochę brakowało nam szczęścia, choć nie da się ukryć, że w pewnym momencie mieliśmy dołek formy. To już jednak za nami.
A za Panem już seria nieszczęść związanych z kontuzjami?
- Mam nadzieję, że tak, bo to była masakra. W pewnym momencie miałem wszystkiego dość. Najpierw łydka, potem kolano, stłuczone żebra, zerwane mięśnie, ciągle coś mnie bolało. Naprawdę można było się załamać. W meczu z Koroną nie mogłem biegać, przed spotkaniem z Lechem miałem taki ból pleców, że nie dałem rady nawet chodzić. To było straszne, bo wcześniej nie łapałem aż tylu kontuzji. Od ostatnich badań w Krakowie moje zdrowie się poprawiło i mam nadzieję, że wreszcie zaświeciło dla mnie słońce. Teraz cieszę się tym, że mogę grać i strzelać gole.
Może te kontuzje wynikają z tego, że jako młody piłkarz przetrenowywał się Pan?
- Nie chodzi nawet o przetrenowanie, ale o to, że czasem grałem z kontuzjami. W Serbii był taki mecz, gdzie nie powinienem wystąpić, ale zrobiłem to, bo potrzebowaliśmy punktów do utrzymania. Wtedy strzeliłem nawet gola, ale chyba podrażniłem mięsień dwugłowy uda. No i teraz mięsień "odezwał się".
W jednym z wywiadów mówił Pan, że piłką w Serbii rządzi mafia.
- Teraz jest już coraz lepiej, ale kiedyś wszystko było ustawione. Wiadomo było, kto ma wygrać, kto przegrać. W zasadzie nie trzeba było wychodzić na boisko, bo bez układów nie dało się nic zrobić.
No to zamienił Pan Serbię na kraj, w którym w aferze korupcyjnej liczba zatrzymań przekroczyła już 300 osób.
- Jakby w Serbii zaczęła się afera korupcyjna taka jak tutaj, to nie miałby kto sędziować meczów. Znam piłkarzy, którzy do dzisiaj mają tam problemy, dlatego że nie chcieli wejść w jakiś układ. W Polsce powinniście się cieszyć, że ktoś zaczął nieuczciwych ludzi wyłapywać. Bardzo mi się podobał choćby pomysł degradowania klubów. We Włoszech niby coś zrobiono, ale ukarano tylko kilka zespołów, a na pewno w korupcję zaangażowanych było znacznie więcej osób. Moim zdaniem nie ma zresztą ligi na świecie, w której wyniki pewnych meczów nie byłyby ustawiane.
W naszej lidze miał Pan kiedyś korupcyjną propozycję?
- Raz w Zawiszy Bydgoszcz rywale proponowali mi pieniądze za odpuszczenie meczu. Powiedziałem, że nie chcę mieć z tym nic wspólnego, i zagrałem najlepiej, jak potrafiłem. To był jedyny raz.