1. Marcin Radzewicz (Polonia Bytom) - jedna, ale dobra
Pomocnik Polonii Bytom na boisku używa właściwie tylko jednej, lewej nogi. Jeśli jednak piłka dobrze trafi na lepszą kończynę Radzewicza, ten potrafi użyć jej w niesamowity sposób. Tak było właśnie w meczu z Lechem. Bramkarz "Kolejorza" po uderzeniu piłkarza gospodarzy mógł tylko odprowadzić wzrokiem piłkę wpadającą do siatki.
2. Andrzej Niedzielan (Ruch Chorzów) - cztery to za mało
Zanim Grzegorz Sandomierski wystąpił w meczu przeciwko Ruchowi, zachowywał czyste konto przez sześć kolejnych meczów. Piłkarze Ruchu zadbali jednak o to, żeby młokosowi zbyt szybko nie uderzyła do głowy woda sodowa. Gdy wydawało się, że cztery bramki nauczki bramkarzowi Jagiellonii w zupełności wystarczą, Andrzej Niedzielan uznał, że prawdziwy "chrzest" Sandomierski przejdzie dopiero puszczając goli pięć.
3. Marcin Kaczmarek (Lechia Gdańsk) - gdzie był mur?
Radosław Cierzniak pieczołowicie ustawiał mur przed uderzeniem lechisty z rzutu wolnego. Co z tego, skoro zrobił to bardzo niedokładnie. Widział to i wykorzystał Kaczmarek, który mocnym strzałem po ziemi zaskoczył bramkarza Korony. Piłka wpadła do bramki tuż przy słupku. Bramka zdobywa dodatkowe punkty za boiskowe cwaniactwo strzelca.
4. Dawid Nowak (GKS Bełchatów) - wywiązał się z roli jokera
Gwiazda GKS Bełchatów już od kilku tygodni trenuje i powoli wraca na ligowe boiska po przebytej kontuzji. Powoli, bo jak na razie trener Rafał Ulatowski za wiele szans na grę rehabilitantowi nie daje. Rozpoczynający kolejny mecz na ławce rezerwowych Nowak dał wyraz swojej sportowej złości zdobywając piękną bramkę niedługo po wejściu na plac gry.
5. Artur Sobiech (Ruch Chorzów) - niebieskie migdały
Puchary? Mistrzostwo? Jeszcze w ubiegłym sezonie dla kibiców Ruchu były to marzenia niedostępne. Teraz wystarczy spojrzeć na pozycję zespołu Waldemara Fornalika w tabeli, a później obejrzeć fenomenalne strzały napastników z Cichej, żeby uwierzyć iż sympatycy chorzowskiego klubu mogą w zasadzie bez przerwy rozmyślać o niebieskich migdałach.