Puchar Polski. Jagiellonia w ćwierćfinale

Tomasz Piekarski
2009-11-04, ostatnia aktualizacja 2009-11-04 10:27

Dwa gole z rzutów karnych Tomasza Frankowskiego dały Jagiellonii awans do ćwierćfinału Pucharu Polski. Białostoczanie po dogrywce pokonali 2:0 w Gdyni Arkę. Podopieczni Michała Probierza byli jednak blisko odpadnięcia z tych rozgrywek. Na szczęście w końcówce podstawowego czasu gry "jedenastki" nie wykorzystał Adrian Mrowiec.

Tomasz Frankowski
Fot. Marcin Wojciechowski / Agencja Gazeta
Tomasz Frankowski
ZOBACZ TAKŻE
Starcie miedzy Jagiellonią i Arką było drugim pojedynkiem obu ekip w przeciągu niespełna dwóch tygodni. Wcześniej bowiem zespołu zmierzyły się w lidze. Wówczas padł bezbramkowy remis. Chociaż przez całą drugą część spotkania białostoczanie grali w dziesiątkę, bo w końcówce pierwszej połowy drugą żółtą, a w konsekwencji czerwona kartkę obejrzał Dariusz Jarecki. Mimo osłabienia to zawodnicy Jagi byli wtedy bliżsi wygranej. Wczoraj jednak części graczy z tamtego pojedynku zabrakło w podstawowym składzie. Trener Michał Probierz w wyjściowej jedenastce swego zespołu dokonał aż sześciu zmian w porównaniu do ostatniej konfrontacji w lidze (wygrana 1:0 z Polonią Warszawa). Na ławce rezerwowych usiedli m.in. Tomasz Frankowski, Kamil Grosicki czy Hermes. W ogóle w Białymstoku został natomiast niepokonany od siedmiu spotkań (sześć w lidze i jedno w pucharze) Grzegorz Sandomierski, który zmaga się z drobnym urazem.

- Kilku zawodników narzeka na drobne kontuzje inni są przeziębieni stąd zmiany - tłumaczył przed spotkaniem trener Jagi.

Z kolei opiekun Arki Dariusz Pasieka dokonał tylko dwóch roszad w pierwszej jedenastce swej drużyny w porównaniu do zwycięskiego 2:0 meczu w lidze z Odrą Wodzisław Śląski.

- My grę w Pucharze Polski traktujemy bardzo poważnie, co widać chyba po składzie mojej drużyny - oświadcza Pasieka, którego podopieczni dominowali na boisku w pierwszej połowie pojedynku. Chociaż w zasadzie stworzyli tylko dwie sytuacje w których musiał wykazać zastępujący Sandomierskiego Rafał Gikiewicz. To właśnie on później został jednym z bohaterów dość słabo spisującej się wczoraj Jagiellonii. Bramkarz, który po kilku błędach na początku sezonu stracił miejsce w podstawowym składzie białostoczan, na trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry obronił rzut karny. Arbiter spotkania podyktował "jedenastkę" po tym jak nieodpowiedzialnie zachował się Bruno. Brazylijczyk w niegroźnej sytuacji sfaulował Stojko Sakalijewa. Do piłki ustawionej na 11 metrze podszedł Adrian Mrowiec, ale uderzył bardzo źle i Gikiewicz odbił futbolówkę. Pomocnik Arki próbował jeszcze dobijać swe uderzenie, ale fatalnie spudłował, z pięciu metrów posłał piłkę głową obok słupka.

Dla Gikiewicza był to drugi rzut karny obroniony w tym sezonie. Wcześniej w drugiej kolejce ekstraklasy zatrzymał piłkę uderzoną z 11 metrów przez Mariusza Ujka z GKS-u Bełchatów. Wówczas tak samo jak wczoraj przed wykonaniem "jedenastki" do Gikiewicza podszedł Grosicki i coś szepnął mu do ucha.

- Kamil rzucił mi kilka niecenzuralnych, śmiesznych słów, by rozluźnić atmosferę i może trochę Ujka zdeprymować - mówił po meczu w Bełchatowie Gikiewicz, który być może również wczoraj usłyszał kilka przekleństw od kolegi z drużyny.

Białostoczanie po niewykorzystanym rzucie karnym przez rywali w końcu rzucili się do śmielszych ataków. Niestety jednak ani Grosicki, ani Frankowski nie zdołali wpisać się na listę strzelców i do wyłonienia zespołu, który awansuje do ćwierćfinału Pucharu Polski potrzebna okazała się dogrywka. W niej jak należy wykonywać rzuty karne pokazał Frankowski. Doświadczony napastnik Jagiellonii dwukrotnie podchodzi do piłki ustawionej na 11 metrze od bramki Arki (oba karne zostały podyktowane po faulach na Grosickim) i z niebywałym spokojem pokonywał Norberta Witkowskiego.

- Przyjechaliśmy do Gdyni wygrać i awansować do ćwierćfinału rozgrywek Pucharu Polski co dawno już Jagiellonii się nie zdarzyło. Natomiast mi po prostu wypadało wykorzystać rzuty karne po tym jak wcześniej "jedenastkę" rywali obronił Rafał Gikiewicz - mówi Frankowski.

Dzięki wygranej w Gdyni białostoczanie znaleźli się w czołowej ósemce rozgrywek pucharowych. Ćwierćfinałowe spotkania rozegrają jednak dopiero na wiosnę. Teraz przed nimi kolejny pojedynek w lidze. W niedzielę w zmierzą się na wyjeździe z wiceliderem ekstraklasy Ruchem Chorzów. Należy mieć więc tylko nadzieję, że zawodnikom Jagi w końcu uda się wygrać na boisku rywali także w pojedynku ligowym, a nie tylko pucharowym.

Arka Gdynia - Jagiellonia Białystok 0:2 (0:2, 0:0)
Bramki: Frankowski (94. karny, 112. karny)

Arka: Witkowski - Kowalski, Szmatiuk, Siebert, Wilczyński - Budziński, Mrowiec, Ława, Lubenov - Sakalijew, Labukas (72. Czoska)

Jagiellonia: Gikiewicz - Król, Stano, Cionek, Norambuena - Gevorgyan (77. Frankowski ), Hlavaty (68. Herme), Bruno, Jarecki - Jezierski, Tumicz (68. Grosicki)

Żółte kartki: Labukas - Hermes, Król

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów