Remes Puchar Polski: Mecz Wisły Kraków jak koncert Madonny

Marcin Dajos, Piotr Jawor, Łukasz Pałucha
2009-10-27, ostatnia aktualizacja 2009-10-27 10:12

18-tysięczne miasteczko oszalało. Sponsor wykupuje w gazetach ogromne reklamy, stadion rośnie w oczach, a mieszkańcy czekają na wielkie piłkarskie święto. We wtorek (godz. 13) Wisła Kraków w Bytowie gra z amatorami o awans do ćwierćfinału Pucharu Polski. Relacja Zczuba i na żywo w Sport.pl


Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
ZOBACZ TAKŻE
Pracownicy więzienia, logistyk, operator obrabiarki, nauczyciele WF-u i szkolni konserwatorzy - taki zespół spróbuje we wtorek zatrzymać krakowian w drodze po PP.

Bytovia, a dokładniej jej rezerwy w poprzedniej rundzie sensacyjnie pokonały Polonię Bytom. W zespole grają jednak piłkarze z pierwszego zespołu, który zajmuje 12. miejsce w trzeciej lidze, a w sobotę pokonał Energetyka Gryfino 4:1. - Nie żyjemy z piłki. Każdy ma swoją pracę, której musi poświęcać większość czasu, a trenujemy i gramy dla przyjemności. Ćwiczymy trzy razy w tygodniu popołudniami na sztucznym boisku. Często w półmroku, bo oświetlenie jest słabe. Czasem też drużyna jest zdekompletowana, bo jednemu czy drugiemu coś wypadnie i nie da rady dojechać - przyznaje Waldemar Walkusz, trener Bytovii, na co dzień dyrektor Zespołu Szkół Nr 3 w Lęborku, a także miejski radny.

Krakowianie zapewniają, że takie opowieści nie zmniejszą ich czujności. - Bytovia pokonała w poprzedniej rundzie Polonię, więc na pewno ich nie zlekceważymy - podkreśla Rafał Janas, drugi trener mistrzów Polski.

Stadion rośnie w oczach

W Bytowie mecz z Wisłą jest tak dużym świętem jak przyjazd do Krakowa Barcelony czy Realu Madryt. Aby wtorkowe spotkanie mogło obejrzeć jak najwięcej kibiców, sprowadzono trybuny z koncertu Madonny w Warszawie. Dzięki nim stadion zmieści pięć tysięcy widzów. - Dobiegły do nas głosy, że stadion kilkukrotnie zwiększył swoją objętość. Słyszeliśmy o wielkim zainteresowaniu meczem. Dlatego chcemy szybko strzelić bramkę, by z rywali zeszło powietrze i gra się uspokoiła - wyjaśnia Janas.

W poniedziałek Wisła na własnej skórze przekonała się o bytowskim szaleństwie. Sponsor klubu wykupił w gazetach wielkie reklamy z hasłem: "Pierwszy raz Wisła może popłynąć... przez Bytów", miasto jest udekorowane, a na ulicach wiszą portrety zawodników i trenerów z okolicznościowymi wierszykami:

"Skorża trener to światowy,

ale my Walkusza mamy,

na zwycięstwo on gotowy,

a więc z Wisłą dziś wygramy"

Karimata, telewizor i w drogę

Obroną Bytovii dyryguje Tomasz Cierson, pracownik firmy Drutex (największy w Polsce producent okien i drzwi PCW). - Moją działką jest planowanie trasy kierowcy i wyznaczenie miejsca, gdzie ma dostarczyć okna. Pracuję od godz. 7 do 15, więc nie przeszkadza mi to w treningach - podkreśla Cierson. - Praca pomaga mi w kierowaniu obroną, ale ostatnio gram więcej na prawej stronie i tam nie jestem głównodowodzącym.

Tak naprawdę piłkarze Wisły modlili się, by nie wylosować Bytovii. W perspektywie mieli 700-kilometrową podróż, czyli ok. 10 godzin jazdy. Krakowianie wyjechali w poniedziałek rano ekskluzywnym dwupiętrowym autobusem. Pomocnik Tomas Jirsak zamierzał przespać części drogi, bo zabrał ze sobą karimatę i poduszkę, a Junior Diaz do pojazdu wsiadł z... telewizorem.

Z kolei wylosowanie Wisły było marzeniem bytowian. - Kazałem córkom trzymać kciuki i się udało - cieszy się Walkusz. - Choć wcześniej, gdy trafiliśmy na Polonię, mieliśmy markotne miny. Silny przeciwnik, ale nie tak medialny jak Wisła, Legia czy Lech. Szpiedzy Polonii nagrywali nas jednak na wideo podczas meczu, a po naszej wygranej wściekły trener Jurij Szatałow nałożył karę finansową na piłkarzy.

Artur Kobiella, pomocnik Bytovii i nauczyciel w Zespole Szkół w Studzienicach: - Uczniowie wiedzą, że zagram przeciwko Wiśle. Dzieciaki będą się cieszyły, że ich pan od WF-u okiwał Brożka, ale sprawa szybko ucichnie i wszystko wróci do normalności.

Zrobi się miejsce dla Garguły

Do Bytowa nie pojechali Piotr Brożek i Mariusz Pawełek (może będą gotowi na piątkowy mecz z Koroną Kielce) oraz Arkadiusz Głowacki i Paweł Brożek, którzy odpoczywają. Do autobusu po raz pierwszy od ośmiu miesięcy wsiadł za to Łukasz Garguła. - Nadszedł czas, by zagrał. Powinien wejść na ostatnie kilkadziesiąt minut, gdy rywale trochę opadną z sił i zrobi się więcej miejsca na boisku. Ale na pewno nie będziemy przestrzegać Łukasza, by odstawiał nogę czy głowę - zaznacza Janas.

Garguła przed debiutem w Wiśle - Nie pompujmy balonu >


  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy