Po raz pierwszy wynik meczu przy historycznym chorzowskim zegarze wskazywany był przez elektroniczne tablice w miejsce metalowych, wstawianych dotąd ręcznie po każdym trafieniu. Zespół Lechii przyjechał, by zdobyć "twierdzę Chorzów", bowiem Ruch na swoim stadionie jeszcze w tym sezonie nie stracił punktu ani gola.
W 13 minucie goście mogli "odczarować" chorzowską bramkę, gdyby Jakub Zabłocki z bliska pokonał Krzysztofa Pilarza. Ta akcja podziałała chyba mobilizująco na gospodarzy, bo szybko przejęli inicjatywę i kilka razy zagrozili bramce Lechii. Nie wykorzystali dobrych sytuacji Łukasz Janoszka i Artur Sobiech, trafił za to Andrzej Niedzielan po dokładnym dośrodkowaniu
Wojciecha Grzyba.
Dwie minuty po przerwie szansę na wyrównanie zmarnował wprowadzony chwilę wcześniej do gry Piotr Wiśniewski, ale później znów w poważnych tarapatach był bramkarz Lechii. Najpierw po główce Niedzielana pomogła mu poprzeczka,a później błąd Sobiecha przy strzale. Chorzowianie bardzo łatwo przedostawali się na pole karne rywali, do podwyższenia prowadzenia brakowało im zimnej krwi przy wykończeniu akcji.
Gdańszczanie też nie rezygnowali z walki przynajmniej o punkt. Ich trener Tomasz Kafarski już w 65 minucie wyczerpał limit zmian, ale na Pilarza i spółkę to nie pomogło. Gospodarze zachowali miano niepokonanych w tym sezonie u siebie.