1. Andrzej Bledzewski (Arka Gdynia) - uratował punkt
Krzysztof Chrapek miał w 81. minucie meczu z Arką wyśmienitą okazję na zapewnienie swojemu zespołowi zwycięstwa w "meczu przyjaźni". Po fantastycznym prostopadłym podaniu Semira Stilicia znalazł się w sytuacji sam na sam z Andrzejem Bledzewskim. Popularny Bledza już szedł w przeciwną stronę w stosunku do strzału, zdołał jednak wyciągnąć nogę i uchronić swój zespół przed stratą bramki.
2. Radosław Cierzniak (Korona Kielce) - od początku skoncentrowały
Już w drugiej minucie meczu w Bełchatowie Maciej Małkowski mógł wyprowadzić swój zespół na prowadzenie. Skrzydłowy GKS-u świetnie przepchnął Dariusza Łatkę i znalazł się w sytuacji oko w oko z Radosławem Cierzniakiem. Bramkarz Korony okazał się jednak trudniejszym przeciwnikiem niż prawy obrońca, gdyż zdołał sparować piłkę na rzut rożny.
3. Rafał Kwapisz (Piast Gliwice) - dubler wyszedł z cienia
Niespodziewanie to Kwapisz zajął w meczu z Polonią Warszawa miejsce między słupkami bramki Piasta. Na ławce musiał usiąść dotychczasowy pewniak Jakub Szmatuła. W 83. minucie do piłki dośrodkowanej z rożnego przez Kosmalskiego najwyżej wyskoczył Chałbiński. Chyba wszyscy zgromadzeni przy Konwiktorskiej widzieli już piłkę w siatce, tymczasem w bramce wylądował golkiper gości. Powtórki wykazały, że zatrzymał piłkę przed linią bramkową i z pomocą poprzeczki uchronił swój zespół przed stratą gola.
4. Jasmin Burić (Lech Poznań) - debiut na piątkę
W swoim ekstraklasowym debiucie młody bośniacki golkiper dał chyba do myślenia trenerowi Jackowi Zielińskiemu, czy aby nie powinien na dłużej zastąpić w wyjściowej jedenastce Grzegorza Kasprzika. Kilkakrotnie ratował swój zespól przed stratą bramki, najtrudniejszą zaś była sytuacja, kiedy znalazł się przed nim Stojko Sakalyew. Poznański bramkarz wyczekał jednak rywala do końca i z zimną krwią wybił mu piłkę.
5. Grzegorz Sandomierski (Jagiellonia Białystok) - po co komu Szamotulski?
Młody golkiper kolejny raz zastąpił między słupkami Rafała Gikiewicza, który wcześniej był podstawowym golkiperem białostoczan. W 90. minucie pięknie z rzutu wolnego uderzył Maciej Iwański, jednak jeszcze lepiej zachował się Sandomierski, który w sobie tylko znany sposób doleciał do piłki. Co prawda Jagiellonia prowadziła już wtedy 2:0, jednak gdyby piłka wpadła do siatki, gospodarzy czekałaby nerwowa końcówka.