Szamotulski jest wychowankiem Lechii Gdańsk, ale w seniorskiej piłce zaistniał w warszawskiej Legii. Z tym klubem sięgną po puchar i superpuchar Polski. Z Legii też otrzymał powołanie do reprezentacji, w której rozegrał 13 spotkań. Po odejściu z Warszawy grywał w Grecji, Austrii, Szkocji, Anglii czy Izraelu. Ostatnio zmieniał klub w zasadzie co pół roku. Po zakończeniu ostatniego sezonu rozwiązał kontrakt ze szkockim Hibernian.
- W poniedziałek będziemy rozmawiać na temat jego gry w Białymstoku. Na razie trudno wyrokować jak rozmowy się potoczą. Na pewno jednak z tego, co zobaczył w sobotę, nie był zadowolony - mówi Cezary Kulesza, jeden z właścicieli, Jagi odpowiedzialny w klubie za sprawy sportowe.
Rzeczywiście Szamotulski mógł być rozczarowany poziomem spotkania między Jagiellonią a Cracovią, które w sobotę obserwował z trybun. Ekipa z Krakowa przyjechała do Białegostoku z jedną myślą - nie stracić gola. I konsekwentnie realizowała swój cel. Podopieczni Oresta Lenczyka rzadko opuszczali własną połowę, a gdy już to zrobili, ich akcje kończyły się zazwyczaj na wysokości pola karnego. Tylko dwukrotnie zmusili do interwencji Grzegorza Sandomierskiego.
Z kolei gospodarze, którzy we wcześniejszych meczach przed własną publicznością grali zazwyczaj efektownie i efektywnie, nie mieli żadnego pomysłu, aby rozbić dobrze zorganizowaną obronę Cracovii. Gdy już dochodzili do sytuacji strzeleckiej, na miejscu był Marcin Cabaj, który wrócił do podstawowego składu. - Nie graliśmy tak jak we wcześniejszych meczach. Niby mieliśmy jakieś sytuacje, ale nie były one stuprocentowe. Dostaliśmy jakiejś zadyszki. Nie wiem, czym to jest spowodowane - stwierdza Kamil Grosicki.