Mecz, który na stadionie w Białymstoku obejrzał komplet ponad 5,5 tys. widzów (w związku z rozpoczętą przebudową, czynna jest tylko jedna trybuna), rozpoczął się znakomicie dla gospodarzy. Już w 11. minucie bramkę zdobył Tomasz Frankowski, wykorzystując próbę strzału klubowego kolegi, Pawła Zawistowskiego, który uderzył niezbyt celnie.
Pięć minut później bramkarz gości uratował swoją drużynę przed stratą kolejnej bramki, gdy rozpędzony Kamil Grosicki, w tym meczu grający na lewej pomocy, wpadł w pole karne i uderzył przy słupku.
Jednak, co się odwlecze, to nie uciecze - w 20 minucie Jagiellonia rozegrała znakomitą akcję prawą stroną. Po wymianie piłki między Igorem Lewczukiem i Zawistowskim, ten pierwszy dośrodkował wprost na głowę Remigiusza Jezierskiego, który pięknym strzałem głową podwyższył na 2:0 dla Jagiellonii.
Kibice wciąż wiwatowali, gdy Lech zdobył kontaktową bramkę. W 27 minucie Lewandowski dostawił tylko nogę po akcji Arboledy i Kikuta. Tuż przed przerwą goście wyrównali. Fatalnie zachował się Rafał Gikiewicz, który wybiegł daleko z bramki i nie trafił w piłkę, a tą skierował do pustej bramki Sławomir Peszko. Bramkarz Jagiellonii zrehabilitował się nieco tuż przed przerwą, gdy wygrał pojedynek sam na sam z Tomaszem Mikołajczakiem.
Drugą połowę Jagiellonia próbowała rozpocząć jak pierwszą. W 54 minucie indywidualną akcją znowu błysnął Grosicki, ale Kasprzik zdołał jego strzał obronić. Potem Lech uzyskał nieznaczną przewagę.
W 71 minucie w znakomitej sytuacji znalazł się Jezierski, któremu piłka spadła w polu karnym "na nos" tuż przed Kasprzikiem, ale zamiast strzelać próbował ją przyjmować. Lech liczył na stałe fragmenty gry i to się opłaciło. W 87 minucie Peszko doskonale dośrodkował z lewej strony, a Arboleda strzałem głową z kilku metrów zdobył zwycięskiego gola.