Pożar w Cracovii przez trenera już opanowany

Andrzej Klemba, Kielce
2009-08-31, ostatnia aktualizacja 2009-08-31 13:00

Po przejęciu rozbitej drużyny od Artura Płatka trenera Oresta Lenczyka czekały trzy bardzo trudne mecze. W spotkaniach z Legią, Lechem i Koroną Cracovia zdobyła aż pięć punktów

Orest Lenczyk
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Orest Lenczyk
ZOBACZ TAKŻE
Cracovia wywozi cenny remis z Kielc »

Szkoleniowiec dostał drużynę po klęsce z Lechią Gdańsk (2:6). Od razu musiał wspiąć się na wysokiego konia - zmierzyć się z Legią, i to w Warszawie. Na tyle, na ile był w stanie, poukładał zespół i w siodle się utrzymał. Dla Cracovii był to pierwszy punkt na Łazienkowskiej od ponad 20 lat.

Następna przeszkoda wydawała się nie mniej trudna - kolejny kandydat do mistrzostwa - Lech. O tym, jaki duży pożar w zespole zastał Lenczyk, świadczy, że do pierwszego składu po zaledwie jednym treningu wstawił Radosława Matusiaka. I 27-letni napastnik był jednym z autorów niespodziewanego zwycięstwa.

Mecz ze słabszą kadrową niż Lech i Legia Koroną też zapowiadał się jako ciężka przeprawa. Tym bardziej że Cracovia grała na wyjeździe i to z rywalem, który przegrał trzy spotkania z rzędu. - Chcieliśmy nie zaprzepaścić zwycięstwa z Lechem i wrócić z czymś do Krakowa - mówił po meczu trener Lenczyk. - Nie dało się wygrać, więc dobrze, że zrobiliśmy wszystko, by zremisować.

I w tym spotkaniu zadebiutował piłkarz, który z Cracovią trenował zaledwie raz. Pozyskany z Zagłębia Lubin Michał Goliński zaprezentował się przeciętnie, ale pokazał, że dużo widzi na boisku i dobrze wykonuje stałe fragmenty gry. Brakowało mu jednak szybkości i zwrotności.

To mógł być mecz, w którym magia siódemek przyniesie Cracovii trzy punkty. Matusiak w Cracovii gra właśnie z nr. 7, a Goliński wybrał 77, czyli dwie cyfry, które mają przynosić szczęście. I już po pierwszym rzucie rożnym dla gości powinno być 1:0. Podawał właśnie Goliński, a po strzale głową Matusiaka z linii bramkowej wybił Paulius Paknys.

- Spodziewałem się, że będzie gorzej - oceniał nowego gracza Lenczyk. - Był po kontuzji.

Coś musiało jednak w tych siódemkach być. Cracovia objęła prowadzenie po idealnym dośrodkowaniu Łukasza Derbicha (nr 27 na koszulce) i pięknym strzale głową Matusiaka. I to w 13. min spotkania.

Do przerwy przeważała Cracovia i wydawało się, że jest w stanie wywieźć z Kielc nawet trzy punkty. Jednak tuż po przerwie poważny błąd Marcina Cabaja, który źle zareagował przy strzale Ediego Andradiny, zaprzepaścił te nadzieje. A w końcówce Cracovię od utraty punktu uchronił słupek po strzale Jacka Kiełba. - Powiedziałem Marcinowi w przerwie na ucho, że może zostać bohaterem w drugiej części. Strzał Ediego był piękny, ale odległość była taka, że szanujący się bramkarz nie powinien wpuścić piłki do bramki - stwierdził trener Lenczyk. - Mogę być zawiedziony z tego, że w ten sposób straciliśmy bramkę. A ten strzał w słupek był taki, że można schować głowę i mówić: "dobrze, że był remis".

We wszystkich tych spotkaniach było jednak widać, że szkoleniowca czeka jeszcze sporo pracy. Około 70. min zespół opadał z sił i był tylko w stanie, momentami nawet rozpaczliwie, się bronić. To efekt braku normalnego okresu przygotowawczego związanego z zamieszaniem, w której lidze drużyna zagra. - Widać było, że w końcówce piłkarze nie biegają już tak szybko - przyznał Lenczyk.

W Kielcach niemal bezbłędnie w obronie zagrał Piotr Polczak. Był pewny, zdecydowany i szybki w swoich interwencjach. Większych błędów nie popełnił zastępujący Łukasza Tupalskiego Marek Wasiluk. Na plus wypadł Łukasz Mierzejewski, choć to on niecelnie podał piłkę i Edi wyrównał. Najsłabiej z obrony wypadł Derbich. Po niezłej pierwszej połowie, w drugiej to właśnie jego stroną Korona stwarzała największe zagrożenie.

Po przerwie Cracovia miała problemy, by stworzyć zagrożenie w ofensywie. Osamotniony Matusiak, który podczas stałych fragmentów gry dla Korony wracał w swoje pole karne, nie miał już tyle sił ani odpowiedniego wsparcia od kolegów. - W przerwie zastanawiałem się, czy nie zmienić go, bo rywal mocno kopnął go w nogę. Dlatego w drugiej połowie trochę kulał, ale przeciwnik inaczej gra w obronie, kiedy mamy w ataku Matusiaka - tłumaczył trener Cracovii. - Nie ulega wątpliwości, że gdybym miał jeszcze Ślusarskiego, to bylibyśmy w ataku groźniejsi.

Szybkość i kondycję na całe 90 minut piłkarze mają odzyskać podczas krótkiego zgrupowania w Spale. - Po nim będziemy biegać przez cały mecz jak Szachtar Donieck - żartował jeden z piłkarzy Cracovii.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy