Tylko Wisła i Jagiellonia w tym sezonie jeszcze nie przegrały. Tyle że to krakowianie próbują śrubować rekord, a ich rywale od blisko dwóch lat żyją nadzieją na przerwanie czarnej passy. - Statystykami się nie przejmujemy, najważniejszy jest kolejny mecz - zapewniają piłkarze obu zespołów, ale po cichu pewnie liczą dni od ostatnich zwycięstw i porażek.
Mogli być czarnym koniem
Mistrzowie Polski w czterech kolejkach odprawiali rywali już w pierwszej połowie i jako jedyny zespół mają komplet zwycięstw. Przy kiepskiej postawie Legii Warszawa i Lecha Poznań, głównych rywali do tytułu, krakowianom trzeci rok z rzędu zaczęto przymierzać mistrzowską koronę. Tym bardziej że po takim starcie Wisła zawsze triumfowała w lidze. - Takie wyniki chcemy osiągać aż do końca sezonu. Chcemy odzyskać zaufanie, które wiadomo kiedy straciliśmy - mówi Paweł Bożek, który ma na myśli porażkę z Levadią Tallin w eliminacjach Ligi Mistrzów.
Jeśli krakowianie wygrają w sobotę, powtórzą najlepsze osiągnięcie od czasu powrotu do ekstraklasy (w sezonie 2004/2005 na starcie wygrali pięć razy z rzędu, a bilans bramkowy mieli 21-1).
W podtrzymaniu zwycięskiej passy nie zamierza pomagać im Jagiellonia. W tym sezonie stadion w Białymstoku jest nie do zdobycia (przegrały tam Odra Wodzisław, Korona Kielce i Śląsk Wrocław), a jedyne punkty podopieczni trenera Michała Probierza stracili po remisie w Bełchatowie z PGE GKS-em.
To właśnie mecze wyjazdowe są piętą achillesową Jagielloni, która poza swoim stadionem nie wygrała 24 spotkań z rzędu! Czarna passa trwa od 1 grudnia 2007 roku. - W tej statystyce nie ma co szukać sensacji. Nie mieliśmy wszystkich złych meczów, tylko nie zdobywaliśmy trzech punktów. Nawet o tym wszystkim nie myślimy - zapewnia Pavol Stano, obrońca Jagiellonii.
Gdyby nie grzechy z przeszłości, dziś białostoczanie byliby typowani na czarnego konia ligi. Drużyna Probierza uzbierała 10 punktów i powinna zajmować drugie miejsce, ale że do ligi przystępowała z ujemnym kontem (kara za korupcję), to dziś ma ich zero. - Nikt nie spodziewał się, że po czterech meczach będziemy mieli aż 10 punktów. Naprawdę wierzymy w swoje umiejętności - przyznaje Hermes, pomocnik Jagiellonii.
Frankowski już strzela Pawełkowi
Jedyną niewiadomą w ekipie mistrzów Polski była gra Marcelo. Brazylijczyk we wtorek pojechał do ojczyzny na rozprawę sądową. Wczoraj wieczorem wylądował jednak w Katowicach i przeciwko Jagiellonii powinien wystąpić. - Nasz kierownik już pojechał odebrać go z lotniska i podobno jest cały i zdrowy. Ale dopóki nie zobaczę go w szatni w Sosnowcu, to nie będę miał pewności, czy zagra - podkreślał o godz. 16.30 Maciej Skorża, trener Wisły.
Z kolei Probierz zastanawia się, kogo wystawić na lewej pomocy, bo kontuzjowani są Wahan Geworgian i Dariusz Jarecki. Od środy nie trenował także Tomasz Frankowski, który wyjechał do Krakowa załatwiać sprawy osobiste. - Ćwiczy na Wiśle strzelanie goli Mariuszowi Pawełkowi - żartowali piłkarze Jagiellonii.
Spotkanie transmituje Canal+ Sport