Skrót meczu Śląsk - Polonia Bytom » Zespół Śląska Wrocław zaprasza na koncertowe granie - w taki sposób klub na specjalnie przygotowanych reklamach zachęca kibiców i tych, którzy na mecze jeszcze nie chodzą, aby odwiedzali wrocławski stadion przy Oporowskiej. W centrum reklamy znajduje się trener Ryszard Tarasiewicz, który trzymając batutę w ręce, dyryguje swoją artystyczną ekipą. Po bokach szkoleniowca stoi czterech piłkarzy, wśród nich m.in. Sebastian Mila trzymający skrzypce oraz Piotr Celeban grający na saksofonie.
To świetny pomysł reklamowy, mający działać na wyobraźnię sympatyków futbolu. Zapowiadający, że w tym sezonie na Oporowskiej wszyscy widzowie będą świadkami wielkich piłkarskich spektakli, których pierwszoplanowymi gwiazdami będą koncertowo grający zawodnicy Śląska. Tak wygląda marketingowo-reklamowy świat marzeń. Futbolowa rzeczywistość na razie jest jednak trochę inna.
Faktem jest, że za kadencji trenera Ryszarda Tarasiewicza mecze na Oporowskiej praktycznie nigdy nie są nudne. Charyzmatyczny szkoleniowiec bez względu na sytuację wymaga, aby jego piłkarze nigdy nie odstawiali nogi i dosłownie walczyli do upadłego. Nie bez przyczyny po meczu z Polonią Bytom Tarasiewicz stwierdził: - Moi zawodnicy nigdy nie rozkładają sił na całe 90 minut meczu. Od początku nie kalkulują, dają z siebie wszystko, a jak padają ze zmęczenia, to ich zmieniam.
Ta sytuacja dotyczyła skrzydłowego Marka Gancarczyka, który tydzień wcześniej był najlepszym piłkarzem Śląska w meczu z Polonią w Warszawie, a w spotkaniu przeciwko Polonii Bytom nie zachwycił. Po godzinie gry zaczęły go łapać pierwsze skurcze mięśni i wkrótce został zmieniony.
Śląsk walczy, "gryzie trawę", ale szczerze mówiąc, wielkiej finezji, "koncertowego grania" w tym nie ma. I raczej być nie może, gdyż piłkarski potencjał wrocławskiej ekipy jest przeciętny. Nawet jak na słabą polską ekstraklasę. Oczywiście trener Tarasiewicz dobrze zdaje sobie z tego sprawę, dlatego też podczas konferencji prasowej otwarcie mówił: - Nasz potencjał ofensywny jest skromny. Przydałby się nam napastnik i nie tylko napastnik.
Jednak na razie nie ma żadnych przesłanek, że działacze wyłożą więcej pieniędzy na transfery. W efekcie Tarasiewicz z drużyny osłabionej dodatkowo kontuzjami kilku kluczowych graczy "wyciska" więcej, niż teoretycznie można by oczekiwać. To nie jest koncertowe granie, ale może i dobrze, gdyż efektowność rzadko kiedy idzie w parze z efektywnością. Śląsk sprawia wrażenie drużyny, która imponuje cwaniactwem, doświadczeniem i z zimną krwią potrafi wykorzystać błędy rywali. Choć szkoleniowiec konsekwentnie podkreśla, że jego zawodnicy mają bardzo małe doświadczenie w grze w ekstraklasie, na boisku specjalnie tego nie widać. W pierwszej kolejce po wyrównanym meczu wypunktowali Cracovię, teraz ograli Polonię Bytom.
Przez większą część meczu z Polonią to goście sprawiali lepsze wrażenie. Zdominowali środek boiska, lepiej i efektowniej rozgrywali ataki pozycyjne, szukając szans do zdobycia gola. Śląsk grał nerwowo, chaotycznie, a czasami nawet nieporadnie. Ale to właśnie wrocławianie opanowali umiejętność bezwzględnego wykorzystywania błędów przeciwników. Tak też zdobyli pierwszą bramkę, gdy mało widoczny Tomasz Szewczuk z bliska głową wpakował piłkę do siatki. Obrońcy i bramkarz Wojciech Skaba, jakby go nie widzieli. Po przerwie wrocławianie, mimo że grali nieco lepiej, też nie stwarzali sobie okazji bramkowych. I ponownie wykorzystali niezbyt pewną interwencję bramkarza, który strzał Krzysztofa Ulatowskiego wybił w bok. A tam Krzysztof Wołczek wyprzedził rywala i podwyższył na 2:1.
Śląsk gromadzi punkty, mimo że gra bez Fojuta, Soturovicia, Sztylki, a dopiero teraz po czterech miesiącach przerwy do gry wrócił Mila, który wszedł na ostatnie sekundy pojedynku. Po trzech kolejkach najskuteczniejszymi graczami zespołu są obrońca Wołczek i pomocnik Dudek. Grający przeciętnie, ale strzelający gole Śląsk momentami przypomina - oczywiście w odpowiednich proporcjach - drużyny niemieckie. Najczęściej niegrające finezyjnie, preferujące futbol siłowy, jednak niebywale skuteczne. I za to ekipie Śląska należy się szacunek.
I gdyby nie te fatalne, koszmarne 50 sekund na Konwiktorskiej, to po trzech kolejkach spotkań ekipa Tarasiewicza miałaby na swoim koncie komplet punktów. I dopiero byłby to koncertowy popis.