Ostatnio w kontekście Śląska najwięcej mówiło się o transferach, a raczej ich braku. Dwaj nowi zawodnicy we wrocławskim zespole stanęli więc pod czujną obserwacją wszystkich. Na szczęście, jeśli wyrokować tylko po meczu z Cracovią, to wrocławianie mogą mieć ze swoich nabytków nie lada pożytek.
W inauguracyjnym spotkaniu rozgrywek do wyróżniających się postaci należał zwłaszcza Amir Spahić, który wraz z Piotrem Celebanem stworzył duet stoperów wrocławskiej drużyny. Ze strony trenera Tarasiewicza takie ustawienie defensywy należało do rozwiązań odważnych, bo przecież w sparingach Bośniak częściej występował na lewym boku obrony. - Amir nie grał jednak wówczas tak, jak oczekuję. Teraz, kiedy jest bliżej Piotrka, to nie łamie nam linii i wygląda to znacznie lepiej. W spotkaniu z Cracovią zaprezentował duży spokój i miał bardzo dobre pierwsze podanie. Oczywiście nie jest tak, że nie popełniał błędów, ale przecież na każdego można coś znaleźć. Jeśli będzie sumiennie pracował, to dojdzie do dobrego poziomu - ocenia swojego zawodnika szkoleniowiec Śląska.
Dużo ciepłych słów może on powiedzieć także pod adresem bramkarza Ivo Vazgeca. Nie dość, że nie puścił gola, to zdarzało mu się dokładnymi wykopami uruchamiać Tomasza Szewczuka czy Janusza Gancarczyka. Na razie więc Vazgec wygrywa walkę o miejsce w składzie z Wojciechem Kaczmarkiem i pozostanie tak pewnie do momentu, kiedy zacznie seryjnie popełniać błędy. - Decyzja, na którego z nich postawić, była trudna, bo obaj mają swoje atuty. Gdyby udało się połączyć Ivo i Wojtka, to mielibyśmy superbramkarza. Niestety, się nie da i trzeba kogoś wybrać - mówi Tarasiewicz.
26-letni Kaczmarek w meczu z Cracovią usiadł więc na ławce rezerwowych i był tam najstarszym zawodnikiem Śląska. Średnia graczy z pola, których mógł wpuścić na boisko trener Śląska, wynosiła zaledwie 20 lat. Nic więc dziwnego, że szkoleniowiec na zmiany zdecydował się dopiero pod sam koniec spotkania. - Młodzi zawodnicy powinni być wprowadzani do zespołu powoli i to staram się robić. Przy naszej sytuacji kadrowej może być to trudne. Z drugiej strony, kiedy w Śląsku rządził Edward Ptak, to poradziłem sobie, mając do dyspozycji w zasadzie 13 piłkarzy. Teraz też dam radę - zapewniał Tarasiewicz.