Andrzej Klemba: Zwycięstwo Levadii 7:1 na wyjeździe zrobiło na Panu wrażenie?
Rafał Janas: A wcale niekoniecznie. Wiedziałem, z jakim przeciwnikiem zagra Levadia, a do tego znałem wyniki, jakie nasz rywal osiąga w lidze estońskiej. Spodziewałem się tak wysokiego wyniku i tak się stało. Liga jest bardzo podzielona, jeśli chodzi o poziom. Jest kilka zespołów, które prezentują jako taką piłkę nożną. Reszta mocno odstaje i prosi o jak najmniejszy wymiar kary. I właśnie takiego przeciwnika - beniaminka FC Kuressaare - miała Levadia. Klub prezentował poziom polskiej II ligi albo jeszcze niższy. Przez 70-75 proc. czasu Levadia miała piłkę, a mecz toczył się właściwie na jednej połowie.
To jakie wnioski można wyciągnąć z tego spotkania?
- Wcześniej widziałem kilka spotkań Levadii na płytach DVD. Chciałem na żywo potwierdzić obserwacje, bo na nagraniach nie widać całego boiska i jak się zachowują piłkarze, którzy akurat nie są przy piłce.
Jak od strony technicznej wyglądał Pana wyjazd? Jedzie Pan oficjalnie czy incognito?
- Wisła zaanonsowała mój przyjazd na stadion. Nie było z tym żadnych problemów, bilety na mnie czekały. Gorzej było z przyjazdem, bo okazało się, że Kuressaare leży ponad 200 km od Tallina, i na dodatek na wysepce. By tam dotrzeć, płynąłem promem. Mecz oglądałem w towarzystwie polskiego ambasadora i około 200 kibiców. Stadion był bardzo mały, jakby z poprzedniej epoki.
11 lipca Levadia gra też w lidze. Jedzie Pan jeszcze raz czy już nie ma takiej potrzeby?
- Ustaliliśmy z trenerem Maćkiem Skorżą, że nie ma sensu ponownie jechać. Tym bardziej że rywal będzie podobnej klasy jak ten, którego oglądałem w środę. Gdyby to był silniejszy przeciwnik, pewnie bym pojechał. Ta jedna obserwacja w zupełności nam wystarczy.
Jakie mocne strony ma Levadia?
- Siłą Estończyków jest ofensywa. Ich gra bazuje głównie na czterech graczach. Przede wszystkim na reprezentancie kraju, prawym pomocniku Sanderze Purim. Na boisku trener Levadii najczęściej stawia na trzech napastników, z tym że jeden z nich wciela się w rolę lewoskrzydłowego, choć często wymieniają się pozycjami. To Nikita Andriejew, Władimir Gusjew i Indrek Zelinski. Tej siły ofensywnej powinniśmy się obawiać. Zelinski i Konstantin Nakh to bardzo doświadczeni gracze. Mają ponad 30 lat, ale nadal brylują w drużynie. Może nie imponują szybkością, ale nadrabiają wyszkoleniem technicznym i sprytem. Nakh potrafi dokładnie podać, a Zelinski celnie uderzyć z dalszej odległości. Z kolei wspomniani Puri i Andriejew mają zaledwie 21 lat. Ten drugi był nawet na testach w Legii. Napastnicy i Puri zdecydowanie się wyróżniają, ale poziom ligi utrudnia zweryfikowanie ich umiejętności.
Skoro Levadia grała głównie na połowie rywala, trudno chyba było dostrzec słabe strony w defensywie?
- To prawda, ale na płycie obejrzałem mecz z Florą Tallin. Levadia wygrała u siebie tylko 3:2 i jest spory materiał, by pokazać zawodnikom, jakie błędy popełniają rywale. Nie chcę o nich mówić, bo nawet kibice na meczu wiedzieli, kim jestem i po co przyjechałem. Powiem tylko, że wiem, jak ugryźć Levadię.
Wisła przed meczem drugiej rundy eliminacji Ligi Mistrzów stara się robić transfery, a Levadia?
- Z tego co się dowiadywałem, nikogo nie kupili i nic nie wskazuje, by dokonali jakiegoś transferu.
Analiza zwiększyła optymizm?
- Zdecydowanie. Levadia jest silna w swojej lidze, ale to rywal spokojnie w naszym zasięgu. Wyniki 7:0 czy 7:1 robią jakieś tam wrażenie na nas, ale przekonałem się, jaki jest poziom rywali, i bierzemy na to poprawkę. Narzucimy nasz styl gry i jestem przekonany, że zwyciężymy.