Ale cel ich wizyty był zupełnie inny. Andrzej Pożarlik i Dariusz Cychol, działacze klubu z al. Unii, oraz Bogusław Sosnowski i Marcin Animucki z Widzewa pojechali do stolicy na posiedzenie Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki. Posłowie mieli rozmawiać o problemach łódzkich klubów - o braku licencji ŁKS-u i degradacji Widzewa. Wciąż nie wiadomo, w której lidze zagrają obie drużyny w przyszłym sezonie. Paraliż polskiej ligi trwa.
Posłowie dyskutowali o łódzkich klubach już w ubiegłym tygodniu, ale nic konkretnego ustalić nie zdołali. Poprosili o wyjaśnienia Grzegorza Latę, prezesa PZPN-u. Ten jednak wczoraj w Sejmie się nie stawił. - Trzy razy wysyłałam mu zaproszenia, bo za każdym razem prosił o przesunięcie posiedzenia - mówiła Elżbieta Jakubiak, przewodnicząca komisji. Związek reprezentował wiceprezes Adam Olkowicz. Zarzekał się, że do PZPN-u żadne zaproszenie nie dotarło, a on przyszedł w zupełnie innej sprawie.
Posłowie rozmawiali przez nieco ponad godzinę, ale tematu łódzkich drużyn nie poruszyli - rozmawiali m.in. o przygotowaniach Polski do Euro 2012.
Okazało się, że Widzewa i ŁKS-u nie było nawet w porządku obrad. Kiedy posiedzenie dobiegało końca, zdenerwował się Marek Matuszewski, łódzki poseł PiS-u. - Jeśli nie poruszymy dziś tematu klubów z Łodzi, to pod Sejm przyjadą kibice i wtedy będzie problem - ostrzegał. Jak zareagowali inni członkowie komisji? Większość z nich wybuchła śmiechem.
Mirosław Drzewiecki, minister sportu, uspokajał. - Wszystko będzie dobrze. Nic nie jest jeszcze przesądzone - mówił. Ale Sosnowskiego nie przekonał: - Nas interesują fakty, a nie deklaracje. Nadzieje pokładamy w Trybunale Arbitrażowym przy PKOl, który jeszcze raz ma rozpatrzyć naszą sprawę.